Quantcast
Kultura

zapraszam na spacer po moim życiu

Zajmuje się poezją, rysuje, organizuje performensy, tańczy vogue i ma dopiero 23 lata. Z Zuzanną Bartoszek, autorką książki „Niebieski dwór” rozmawiamy o tym, jak wygląda życie artysty naszego pokolenia.

Milena Liebe

Milena Liebe

Jak to jest być poetką w Polsce? Moje ostatnie zetknięcie z poezją, która wydawała mi się bardziej spontaniczna niż pretensjonalna, to slamy poetyckie organizowane regularnie w Warszawie jeszcze kilka lat temu. Teraz odnoszę wrażenie, że poezja w Polsce powoli zanika.
Nie wiem, czy zanika, ale na pewno przeżywa kryzys, podobnie jak polska literatura w ogóle. Mój kontakt ze środowiskiem literackim jest znikomy, więc mogę mówić tylko o swoim doświadczeniu. W środowisku literackim panuje hierarchia, której zupełnie nie rozumiem. Na co dzień zadaję się z ludźmi ze środowisk sztuk wizualnych i muzyki, które są bardzo otwarte. Środowisko literackie jest osobne, zamknięte. Nigdy też nie chodziłam na slamy, nie lubię tej formy, wydaje mi się zbyt familiarna. Poezja potrzebuje misterium.

Od kiedy zajmujesz się poezją?
Legendy mówią, że pierwszy poemat napisałam już w kołysce. Niestety, rękopis się nie zachował (śmiech). Zainteresowanie literaturą przebiegało u mnie standardowo — w szkole lubiłam język polski, zawsze chętnie pisałam. Pani w gimnazjum popłakała się ze wzruszenia czytając mój wiersz, na szczęście nie było mnie wtedy w szkole. Trochę później, chyba w liceum, zaczęłam pisać dla własnej przyjemności.

Boisz się, że możesz przesiąknąć twórczością innych autorów?
Jeśli mam jakieś inspiracje literackie, to staram się od nich odcinać, żeby nie przejąć stylu innych autorów. Na przykład w liceum pisałam podobnie do Mirona Białoszewskiego, podobnie cięłam wersy i słowa. Starałam się od tego uciec i może dlatego moje wiersze mają bardziej prozatorski, zdaniowy szyk.

Twoje wiersze są smutne. Jakie emocje wpływają na to, że piszesz? Radość nie jest inspirująca?
Radość łatwiej przekłada mi się na rysunki. Rysunek jest formą, która nie wymaga wiele treści, a radość zwykle jest prosta. Udało mi się napisać tylko kilka euforycznych tekstów. Głównie piszę ze strachu, ze zdenerwowania, z tęsknoty.

Skwer im. Zuzanny Bartoszek

Poezja często jest postrzegana jako przesadnie romantyczna, wręcz wstydliwa, literatura. Spotkałaś się z tym?
W tej chwili w tym dystansie społeczeństwa do poezji nie ma nic niesłusznego. To wina poetów. Jest taki fanpage „beka z literatury polskiej po 1989 roku", a ja się utożsamiam z tą beką. Ostatni dobry polski pisarz to Miron Białoszewski. Masłowska czy Świetlicki są ok.

A jak wygląda twój proces twórczy?
Notuję sobie cały czas w ciągu dnia, w notesie i w telefonie, zdania i pomysły. Musi mi się ich trochę nazbierać, próbuję je wtedy połączyć i to już jest ten właściwy proces twórczy. Zazwyczaj robię to w kawiarni obok domu.

Rysujesz, piszesz, jesteś artystką performatywną, tańczysz vogue. Z którą z tych dziedzin chcesz łączyć swoją przyszłość?
Rysowanie traktuję na równi z pisaniem. Teraz więcej rysuję, mniej piszę - wcześniej było na odwrót. Nie wiem, czy to będzie mi się jeszcze wahało, ale chciałabym na zawsze zostać przy tych dwóch środkach wyrazu.

Widok na Manhattan z Brooklynu

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W jednym z wywiadów mówisz: „Jestem też przekonana, że kilka lat temu pogardzałabym swoją aktualną twórczością". Cofnijmy się w czasie - jak pisałaś kilka lat temu?
Mieliśmy w szkole podstawowej, chyba na religii, takie zadanie, żeby narysować siebie w wieku 20 lat, tak, jak chcielibyśmy wyglądać. Ja narysowałam dziewczynę w dredach, otoczoną bezdomnymi psami. W tej chwili jestem prawie idealnym przeciwieństwem tamtego wyobrażenia o sobie.

W tej wypowiedzi trochę jednak przesadziłam, bo w moim tomiku znajdują się wiersze z przestrzeni kilku lat. Zmianą, którą dostrzegam w swoim pisaniu, jest to, że jest ono teraz bardziej ekspresyjne, a mniej analityczne.

Czyli już nie chcesz być aktywistką i bardziej skupiasz się na sobie?
Tak. Bardzo wierzę w introspekcję i przyglądanie się sobie. Jak się wierci w sobie, to można dojść do uniwersalnych prawd. To stara i dobra metoda, ale nieprzyjemna i męcząca, bo człowiek jest brzydki w środku.

Nie chcesz być zaliczana do żadnego kierunku w literaturze. Czy możesz opisać mi krótko swój własny nurt, którego prekursorką chciałabyś być?
Nie mam problemu z zaliczeniem mnie do jakiegoś kierunku w literaturze, dotychczas nikt jeszcze się tego nie podjął. Sama nie widzę po prostu żadnej interesującej tendencji literackiej, do której mogłabym się dokleić, no, chyba że w dawnych czasach.

Kim chcesz być za kolejne 20 lat?
Bardzo się boję momentu, w którym przestanę podążać za modą i zatrzymam się na jakimś etapie, zagnieżdżę się w jakiejś potwornej stylistyce. Patrzę na starsze pokolenia i wpadam w trwogę, że stanie się ze mną coś podobnego.

Chciałabym, żeby było tak, jak jest teraz, ale z możliwością utrzymania się ze swojej twórczości. Właściwie to chciałabym być obrzydliwie bogata.

Zapraszam na spacer po moim życiu

@zuzannabartoszek

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Milena Liebe
Zdjęcia i ilustracje: dzięki uprzejmości Zuzy