puk, puk, tu netflix

Czyli kilka słów o tym, co wczoraj zmieniło się w polskim internecie.

tekst Mateusz Góra
|
07 Styczeń 2016, 12:30pm

Kadr z serialu „House of Cards"

Netflix to jedna z największych platform VOD oraz największa wypożyczalnia DVD na świecie. Dwa lata temu, za sprawą „House of Cards", stał się też konkurentem HBO w świecie seriali. Historia senatora Franka Underwooda zyskała popularność prawie tak dużą, jak serial wszechczasów, czyli „Gra o tron". Za sprawą Netflixa możemy też oglądać jeden z najlepszych seriali z głównymi rolami kobiecymi, „Orange Is The New Black", opowiadający o życiu grupy więźniarek.

Polscy widzowie czekali, czekali i wczoraj się w końcu doczekali wejścia Netflix na nasz rynek. Eksperci słusznie przestrzegali, że na początku nie będzie różowo. Rzeczywiście cena dostępu do serwisu jest porównywalna z ceną, jaką muszą zapłacić użytkownicy za oceanem, a większość materiałów (jeszcze) nie została przetłumaczona na język polski. Nie wiadomo też, kiedy pojawią się w nim polskie produkcje. Co więcej, ze względu na problemy z licencjami, nie wszystkie nowości będą dostępne w naszym kraju od razu. Pojawiło się więc uzasadnione pytanie: czy to aby nie za wcześnie? Może trzeba się było, Netflixie, lepiej przygotować?

Tak, czy inaczej wady systemu na pewno szybko zostaną naprawione a cel osiągnięty - pewnie wielu widzów zdecyduje się zapłacić, żeby oglądać swoje ulubione programy płynnie i w HD, zamiast znosić wyskakujące reklamy na pirackich stronach. No i możemy w końcu z satysfakcją powiedzieć, że razem z Azerbejdżanem i prawie 130 innymi krajami, mamy swojego Netflixa.  

Przeczytaj też:

Seriale, które chcemy zobaczyć na dużym ekranie

Efekt Twin Peaks: czemu tak kochamy upiorne miasteczka

Ruby Rose i kilka słów na temat gender

Tagged:
Netflix · Filme și seriale
Orange is the New Black
HOUSE OF CARDS