czy wykształcenie ma znaczenie w branży twórczej?

Większość absolwentów w Wielkiej Brytanii kończy szkołę z kredytem na 44 tys. funtów. Jest to do zaakceptowania, jeśli chcesz być żołnierzem albo prawnikiem, a co z tymi, którzy chcieliby zatrudnić się w przemyśle twórczym? Sam Wolfson zagłębił się w...

tekst i-D Team
|
25 Marzec 2015, 10:25am

Sierpień 1989 roku. Narodowy Związek Studentów - radykalna organizacja polityczna przeciwko rządowi Margaret Thatcher - stara się przekonać młodych ludzi do głosowania za zniesieniem stypendiów socjalnych na uniwersytetach. W magazynie „New Musical Express"umieszczono reklamę: „KREDYTY STUDENCKIE - JAKIE SĄ ICH KONSEKWENCJE? W listopadzie rząd ogłosił, że zamiast studenckiej pomocy finansowej, oferować będzie kredyty studenckie. Ta propozycja oznacza, iż na studenta przypadnie 420 funtów długu rocznie".

Jak to osobliwie brzmi. Dziś większość absolwentów w Wielkiej Brytanii kończy szkołę z kredytem na 44 tys. funtów. Końcowa suma razem z odsetkami to 65 tysięcy. Niektóre szacowania sugerują, że 85 proc. ludzi nigdy nie spłaci swojego kredytu studenckiego. Większość z nas jest na to przygotowana, ponieważ wydaje nam się, iż wysokie koszty uniwersyteckie to inwestycja: absolwenci szkół dostają lepiej płatne prace niż nieabsolwenci. Jest to do zaakceptowania, jeśli chcesz być żołnierzem albo prawnikiem, a co z tymi, którzy chcieliby zatrudnić się w przemyśle twórczym?

Prawie połowa absolwentów z tytułem magistra przed 30-tką pracuje nie w swojej branży, wybierając pracę np. w gastronomii czy przemyśle hotelarskim. Największą część z tej połowy stanowią absolwenci ASP i kierunków humanistycznych. Oprócz tego to właśnie oni borykają się z najmniejszą możliwością zatrudnienia i najniższą płacą średnią.

Kiedy zwalnia się jakaś pozycja w przemyśle kreatywnym, kandydaci muszą często konkurować w tzw. zawodach o wejście. Wiąże się to z mnóstwem rozmów, esejów i zadań, których przygotowanie potrafi zabrać kilka miesięcy, a które mają niewiele wspólnego z ich dyplomem.

Co jest bardziej potrzebne, żeby zostać A&R w wytwórni muzycznej: licencjat z angielskiej literatury i feministyczno-marksistowska interpretacja Simone de Beauvoir czy dobry gust muzyczny i numer do dystrybutora?

Czy dziwi fakt, że wiele osób kwestionuje wartość wykształcenia akademickiego? Musisz płacić za kurs projektowania odzieży męskiej, żeby móc to robić? A może twój czas byłby lepiej spożytkowany, gdybyś odbył staż i uczył się od razu w pracy? Czy licencjat z angielskiej literatury i feministyczno-marksistowska interpretacja Simone de Beauvoir są potrzebne, żeby zostać A&R [Artists and Repertoire - red.] w wytwórni muzycznej?

Oczywiście, że kreatywna praca wymaga umiejętności. Pytanie brzmi: czy lepiej szlifować je na uniwersytecie, czy już na stanowisku? Wiele twórczych kursów oferuje doświadczenie w pracy, ale to nie to samo, co bycie rzuconym na głęboką wodę lub nauka w pracy.

Babak Ganjel spędził cztery lata na Uniwersytecie St. Martins. Kochał swoje studia, które skończył prawie 10 lat temu. Od tamtej pory z trudem może znaleźć pracę:

- Za każdym razem, kiedy upadnę na dno, żałuję, że po prostu od razu nie poszedłem na posadę. Ale benefity i wolność, których zasmakowałem w szkole artystycznej, pozwalają mi rozpatrywać w szerszym kontekście każdą gównianą pracę, której się podejmuję. Nie boję się wykonywać małych, krótkich robótek, żeby zapłacić za mieszkanie. Twój kreatywny mózg pracuje dużo lepiej, gdy nie goni za pieniędzmi.

Colin Roberts poszedł inną drogą. Po gimnazjum przeprowadził się do Londynu i znalazł pracę w metrze przy bramkach biletowych, a w międzyczasie trochę pisał. W końcu został zatrudniony jako edytor strony muzycznej Drowned In Sound. Teraz ma 28 lat i zarządza London Grammar oraz Chlöe Howl w Big Life Management. Czy widzi jakiś sens w zdobywaniu tytułu, kiedy chce się pracować w przemyśle muzycznym?:

- Jeśli nie zamierzasz robić nic specjalistycznego w muzyce (np. inżynieria dźwięku lub rachunkowość), to nie. Najlepszym sposobem, żeby dostać się do branży, jest właśnie to - dostać się. Ja miałem szczęście, zarządzam artystami z ludźmi, którzy wzięli mnie pod swoje skrzydła lata temu i wiele nauczyli o przemyśle muzycznym. Mam 99 proc. pewności, że uniwersytet nie dałby mi takiej samej ilości przydatnych informacji. Głównymi rzeczami, które straciłem, nie idąc na studia, jest imprezowanie i dorastanie. Ale mógłbym się kłócić, że bycie wepchniętym w środek Londynu, na gównianej pensji i użeranie się z wszystkim, co się z tym wiąże, przyspiesza wydoroślenie bardziej niż studia.

Jeśli studiowanie nie uczy cię niczego, to osobiste doświadczenia tej dwójki też nie prowokują do śmiałych wniosków. Oczywiście, niezależnie od tego, czy masz wykształcenie, złapanie posady - nawet tej nisko płatnej, w której będziesz parzyć herbatę, robić pranie i lizać tyłek szefa - graniczy z cudem. Ale wydaje mi się, że jeżeli kreatywność jest twoim celem, to podejmowanie studiów nie stanowi dobrego środka do jego osiągnięcia. Istotnie, jedna z wykładowczyń mody, z którą rozmawiałem, uważa, że konkretne kierunki twórcze zdzierają pieniądze ze swoich studentów. Współczuje tysiącom studentów, którzy walczą o dyplom magistra z nadzieją, iż zapewni im to posadę w branży. Poprosiła o anonimowość, żeby nie zostać zwolnioną z pracy:

- Na przełomie kilku ostatnich lat uniwersytety musiały zwiększyć liczbę miejsc na studiach magisterskich, ponieważ liczba studentów licencjackich została ograniczona. To oznacza, że ludzie, którzy nie są przygotowani do bycia magistrem - czyli nie władają wystarczająco dobrze językiem angielskim albo nie mają wyjątkowej pasji do danego działu - są licznie wpuszczani na kierunki. W tym samym czasie mam setki studentów licencjackich, którym będzie bardzo ciężko dostać pracę po ukończeniu studiów. Większość z nich zaliczy dwuletni staż i dopiero potem może dostaną jakąś szansę. Gdyby usłyszeli, w jaki sposób niektórzy z wykładowców wypowiadają się o ich perspektywach na przyszłość, poczuliby się okłamani. Uniwersytety oferują te kierunki tylko dla pieniędzy. Nie ma innego produktu, który kosztuje 27 tys. funtów i kupujemy go bez właściwej mu gwarancji - zatrudnialności.

Not Going To Uni to organizacja, która zwraca uwagę na to, że dyplom może być niepotrzebny przez lata. Działaczka Sarah Clover pracuje z młodymi ludźmi i omawia ich przyszłość. Zauważa zmiany w kulturowym wartościowaniu wykształcenia akademickiego:

- Mamy swoje stanowisko na targach kariery. Kilka lat temu rodzice odciągali swoje dzieci, gdy chciały z nami porozmawiać. Dziś jest zupełnie odwrotnie - rodzice chcą, żeby młodzi dostrzegli zalety stażu i alternatywnych szkoleń. W dzisiejszych czasach możesz odbyć praktyki w stacjach telewizyjnych, w teatrach. Jedna z głównych wytwórni zaoferowała aplikację na A&R. Zamiast studiować na kierunku, który niekoniecznie jest dla ciebie, a za który na pewno będziesz musiał zapłacić, możesz zarabiać, ucząc się w pracy; zdobywając doświadczenie, którego potrzebujesz, żeby zostać później zatrudnionym.

Góra długu, zerowa gwarancja zatrudnienia, słabe wykłady i wiele innych dróg wyboru. Czy studiowanie kierunków twórczych w ogóle ma sens?

Sądzę, że tak.

Branża kreacyjna, powiedzmy sobie szczerze, pozwala rozwijać zainteresowania oraz spełniać osobiste ambicje, a jeżeli wszystko pójdzie dobrze, otworzy przed tobą cały świat za pieniądze kogoś innego, poznasz ludzi, których podziwiasz i będziesz sypiać z tą bardziej atrakcyjną grupą ludzi. Dlatego powinieneś spłacić dług za swój egoistyczny, życiowy wybór.

Kurs na kierunku mediów może być stratą czasu, jeśli chcesz pracować w BBC, ale studia historyczne, biologiczne, polityczne albo inżynierskie, a nawet dziennikarskie, które cię interesują - są cenne same w sobie. W opowiadaniu Łowca autografów Zadie Smith jest takie zdanie: „Widziałem, jak najlepsze mózgi mojej generacji akceptują prace na marginesie branży rozrywkowej".Zjadliwie prawdziwe. Zbyt często genialne umysły spędzają za dużo czasu na promowaniu bezprzyszłościowych zespołów indie, ściąganiu na lunch niegdyś ważnego artysty wizualnego albo szukaniu rekwizytów do telewizyjnego reality show.

Ci ludzie nie podjęli złych decyzji. Niektórzy z nich będą wiedli życie bardziej ekscytujące i glamour niż wszyscy urzędnicy i naukowcy razem wzięci. Ale nawet jeśli sukces zostanie osiągnięty, nie możemy udawać, że taka praca jest równie ważna co posada w ONZ. Oczywiście staramy się sprawiać wrażenie, iż nie istnieje nic poza kulturą. To nieprawda, a studiowanie z ludźmi, którzy nie mają pojęcia, kim jest Henry Holland, skutecznie nam o tym przypomina.

Nie tylko na uniwersytecie przyswoisz sobie wiedzę o świecie. Multum superinteligentnych ludzi zrezygnowało ze szkoły w wieku 16 lat. Jednakowoż studia dadzą ci chwilę w życiu na odpoczynek od ekonomicznych i socjalnych imperatywów, np. takiego, że musisz zarabiać pieniądze, żeby istnieć. Rzeczywiście, za studia trzeba później zapłacić, a kredyt studencki nie wystarcza na pokrycie wszystkich kosztów życia, więc musisz pracować w weekendy. Ale dzięki temu przez kilka kolejnych lat nie będziesz się martwił o swoją przyszłość finansową.

Nie każdego stać na studia w Wielkiej Brytanii. Rezultatem społecznie regresywnej prywatyzacji edukacji wyższej, która ma miejsce od czasu publikacji reklamy Narodowego Związku Studentów, jest to, że wielu ludzi nie może udać się w trzyletnią podróż po akademickie spełnienie na kierunku, który niekoniecznie pozwoli znaleźć im pracę. Mnóstwo osób spoza branży twórczej walczy, żeby to się zmieniło. Jeśli masz przywilej odizolowania się od presji ekonomicznych i dążeń do zmiany systemu - zrób to. Nie będzie następnej okazji przez kolejne 50 lat, żeby to zrobić. A kiedy wkroczysz do świata pracy, będziesz o tyle bogatszy.

Najważniejsze, czego się nauczyłem na studiach, jest to, że nie wiem nic.

Najważniejsze, czego się nauczyłem na studiach, jest to, że nie wiem nic. Że nie ma banalnych tematów, wszystko jest nieskończenie złożone, wielowarstwowe. Więcej, niż mój ukiszony mózg może ogarnąć. Jako student byłem na dole wiekopomnej drabiny, a wszystko, co uznałem za prawdziwe, było kwestionowane i przemyślane tysiące razy.

Jeden z pracowników BuzzFeed bardzo zabawnie stwierdził, że listicles [krótkie posty wykorzystujące formę listy jako strukturę konstrukcji - red.] są tak samo ważne jak badawcze dziennikarstwo na wysokim poziomie oraz że nie ma bezpośredniego związku między liczbą słów i jakością; liczbą słów i oddziaływaniem. Każdy, kto przeczytał wiele książek do swojej pracy doktorskiej i nic z nich nie zrozumiał, wie, że nie o to chodzi.

Studia dały mi również narzędzia do przyswajania wiedzy. Kiedy napotykam paradoks lub fenomen, który muszę zrozumieć, wiem, że potrafię odnaleźć odpowiednią lekturę do przeczytania, odpowiednich ludzi do konwersacji, że mogę odnieść się do ich zdania krytycznie, a na końcu zrozumieć, iż zadawałem złe pytania i mogę zacząć od nowa.

Sęk w tym, że wykształcenie - artystyczne lub nie - zawsze, koniec końców, wpływa na twoją pracę. Sztuka, moda i film wymagają dużo więcej, żeby w pełni zrozumieć ich kontekst. Najbardziej przełomowe modowe innowacje XX wieku przyszły nie od projektantów, a ze świata zewnętrznego: nowoczesne bikini zaprojektował twórca samochodów, zaś Vivienne Westwood inspirowała się punkowo-uliczną asygnacją przedmiotów codziennych.

Nie potrzebujesz wykształcenia, żeby pracować w branży twórczej. To branża twórcza potrzebuje ludzi z wykształceniem, ludzi, którzy chcą stawiać wyzwania i używać głębi wiedzy do kreowania kompleksowej i spektakularnej sztuki. Którzy chcą, by kultura bardziej reagowała na uszczypnięcia prawdziwego świata.

Kredyty


Tekst: Sam Wolfson
Zdjęcie: Matt Jones

Tagged:
wykształcenie