warszawska trójka

W tym roku Katedra Mody warszawskiej ASP wypuściła tylko trzech absolwentów, a właściwie absolwentki, bo tak się składa, że to same dziewczyny! Wszystkie mają po 26 lat, są piekielnie zdolne i jeszcze bardziej pracowite. Przez ostatnie trzy i pół roku...

tekst Basia Czyżewska
|
12 Czerwiec 2015, 3:10pm

Ania Pogudz

Kiedy wpadłaś na pomysł, że chcesz zajmować się modą?
W czwartej klasie liceum plastycznego planowałam zająć się projektowaniem kostiumów teatralnych oraz filmowych i z taką myślą poszłam na studia projektowe, na początku na łódzką ASP. Ale po pierwszej etiudzie ze studentami doszłam do wniosku, że to nie to, że za mało tam kreatywnej inwencji i wolę zająć się modą. Jednak gdy usłyszałam o nowym wydziale, który otwierał się w Warszawie, o pomyśle na program i kadrze, postanowiłam zmienić uczelnię.

Opowiedz o swojej pracy dyplomowej?
Inspirowałam się Podziemnym kręgiem. W tym filmie najbardziej urzekł mnie konflikt dwóch postaci, a właściwie jednej, bo na końcu okazuje się, że bohater jest chory na schizofrenię. To rozdwojenie zawarłam w swej kolekcji, łącząc klasyczne kroje i tkaniny z mocnymi, niestandardowymi kolorami, wzorami i materiałami, które w dużej części wykonałam sama. Kolejną rzeczą, którą zaczerpnęłam z tego filmu, są sylwetki walczących mężczyzn. Zainteresowały mnie dynamiczne kompozycje ciał. Dużo rysowałam i upraszczałam je coraz bardziej, aż do samego obrysu. Tak doszłam do abstrakcyjnych figur haftów i patchworków.

Po pewnym czasie i głębszej analizie zdałam sobie sprawę, że wybrałam ten film, bo sama też byłam w konflikcie. Od półtora roku jestem mamą. W momencie tworzenia kolekcji podświadomie czułam, że z jednej strony jestem wolną duszą, studentką ASP, a z drugiej odpowiedzialną matką. Oczywiście te role da się połączyć, ale na początku byłam rozdarta.

Jak myślisz, co będziesz robić za pięć lat?
Mam plany, chciałabym założyć męską markę, ale ciężko mi powiedzieć, co konkretnie będę robić. Jestem bardzo otwarta na doświadczenia i biorę pod uwagę, że mój plan może się zmienić.

Co jest charakterystyczne dla polskiej ulicy?
Ludzie wybierają ciemne barwy, kolor jest tutaj rzadkim zjawiskiem. Jako projektantka ubolewam nad tym, bo nie widzę tu rynku na rzeczy, które chciałabym robić.

Co uważasz za najważniejsze doświadczenie wyniesione ze szkoły?
Upewniłam się, że moda jest właśnie tym, co chcę robić. Wszystkie ciężko pracowałyśmy. Często znajdowałyśmy się w sytuacjach, o których mówi się „wóz albo przewóz". Praca była na tyle ciężka i angażująca, że przekonałam się, że to jest na pewno dla mnie. Pomimo wysiłku i wyrzeczeń miałam wielką satysfakcję. Czułam, że było warto.

A co teraz, po dyplomie?
Zamierzam więcej czasu spędzić z córką. Zostaję w Polsce, bo tutaj kręci się moje życie. Na pewno będę chciała brać udział w międzynarodowych konkursach i zdobyć więcej doświadczenia zawodowego. To są moje główne cele.

Dagmara Stawiarska

Kiedy wpadłaś na pomysł, że chcesz zajmować się modą?
To był totalny przypadek, zdawałam na wnętrza i za trzecim razem powiedziałam sobie, że jeżeli się nie dostanę, to rzucam wszystko i zabieram się za coś innego. Wtedy właśnie otwierała się katedra. Pomyślałam: „Dlaczego by nie spróbować?". Dostałam się.

Opowiedz o swojej pracy dyplomowej?
Inspirowałam się filmami Davida Lyncha. Poszłam w kolorystykę, symbolikę i tajemniczość - chciałam oddać ją tkaninami. W filmach Lyncha często pojawiają się neony, a neony zbudowane są z cieniutkich rureczek. Postanowiłam to przełożyć na swój język. Wyszłam od form abstrakcyjnych, a skończyłam na bardzo konkretnych, takich jak róże, pistolety, ognie… Wszystko ma formę 3D. Chciałam wyjść poza płaską tkaninę.

Moje inne inspiracje to prace malarza Pierre'a Soulages'a. Stosował technikę nakładania grubych warstw farby na płótno, w ten sposób uzyskiwał struktury, które ja przeniosłam na swoje tkaniny.

Jak myślisz, co będziesz robić za pięć lat?
Chcę poznać tajniki pracy w dużych modowych markach, np. Céline czy Maison Martin Margiela. Myślę też o tym, by skupić się na projektowaniu tkanin. Eksperymentowaniu z nakładaniem na nie różnych substancji.

Co jest charakterystyczne dla polskiej ulicy?
Jest monochromatyczna, ale to bardzo fajne. Ja sama noszę takie kolory. Ludzie są harmonijni z ulicą. Nie uzewnętrzniają się przez ubranie i dzięki temu stają się ciekawsi. Bardziej chcę ich poznać.

Co uważasz za najważniejsze doświadczenie wyniesione ze szkoły?
Na pewno otworzyła mi głowę na czerpanie pomysłów zewsząd. Inspirujące mogą być dla mnie choćby rozlana na ziemi plama czy sposób padania światła. Moda na tej uczelni nie jest ukierunkowana sprzedażowo.

A co teraz, po dyplomie?
Od roku pracuję w polsko-islandzkiej marce Reykjavik District i zajmuję się projektowaniem, produkcją… właściwie robię tam wszystko (śmiech).

Na pewno kiedyś chciałabym też stworzyć własny brand, który charakteryzowałby się bardzo prostymi konstrukcjami i megatkaninami. Chciałabym, żeby w tych ubraniach materiał miał strukturę, kolor - i dominował.
@marastawiarska

Zosia Osińska

Kiedy wpadłaś na pomysł, że chcesz zajmować się modą?
To nie było tak, że rysowałam sylwetki od dziecka. Przed projektowaniem mody studiowałam filozofię. Szukałam wtedy czegoś dla siebie, trochę się przełamałam i zaczęłam chodzić na lekcje rysunku, to mnie cieszyło. Akurat w tym czasie powstała Katedra Mody, więc zrobiłam teczkę - i udało się.

Opowiedz o swojej pracy dyplomowej?
Wzbudziła duże kontrowersje (śmiech), ale uważam, że to sukces. Wszystko zaczęło się od artykułu, który opowiadał o tym, że powstanie system działający na zasadzie maszyny Turinga. Komputer ma naśladować myślenie człowieka. Chciałam zrobić kolekcję o ludziach, którzy zamierzają uciec od tego systemu. Miałam też dużo wizualnych inspiracji ze sztuki, np. zdjęcia Georgii O'Keeffe. Znalazłam fotografię, na której ta amerykańska malarka stoi w stroju przypominającym kimono. Tkwi w tym dużo klasy i prostoty. Płaszcz ma spięty pasem, a w tle widać jej abstrakcyjny obraz. Wygląda, jakby była poza czasem i miejscem. Jej abstrakcja stanowiła punkt wyjścia do materiałów, które sama robiłam. Sięgałam po tradycyjne metody, jak np. filcowanie czy przeplatanie, ale też druk 3D i flock.

Jak myślisz, co będziesz robić za pięć lat?
Nie mam pojęcia! Najbardziej chciałabym pracować w małym kreatywnym studiu. Mam parę upatrzonych miejsc. Ale waham się. Z jednej strony kocham materiały, z drugiej chciałabym też projektować ubrania… Uwielbiam studio Henrika Vibskova za kreatywność i charakter pracy w kameralnym zespole. Idealnym miejscem jest też studio Kostasa Murkudisa, gdzie dwa razy byłam na stażu. Wtedy powiedziano mi: „To jest nasz koncept i rób z tym, co chcesz". Pracowałam nad kolekcją od inspiracji po szycie. To było niezwykle przydatne, bardzo cenię sobie to doświadczenie!

Co jest charakterystyczne dla polskiej ulicy?
To bardzo trudne pytanie. Wydaje mi się, że polska ulica nie odróżnia się już tak bardzo. Gdy jestem np. w Berlinie, nie czuję, żeby było inaczej.

Co uważasz za najważniejsze doświadczenie wyniesione ze szkoły?
To ciekawe, bo jest to bardzo artystyczna szkoła z bardzo artystycznym nastawieniem, a tak naprawdę to, czego się tam nauczyłam, to niesamowita organizacja pracy i świadomość, że nie da się inaczej robić mody, niż pracując regularnie.
Przygotowanie kolekcji dyplomowej trwało od października - dzień w dzień, bez weekendów. Już w wakacje szukałam inspiracji, myślałam o koncepcie.

A co teraz, po dyplomie?
Aplikuję i szukam pracy w studiach projektowych za granicą.

Zobacz jak wyglądały dyplomy Katedry Mody w zeszłym roku.