zdjęcia ze złotej ery hip-hopu

Lisa Leone uwieczniła m.in. młodego Nasa, Snoop Dogga i The Fugees.

tekst Oliver Lunn
|
19 Luty 2016, 4:15pm

Nikt, kto dorastał w latach 90., nie zdawał sobie sprawy, że 20 lat później wszyscy znów będą nosić te same ciuchy i jarać się „Dzieciakami" czy „Słodkimi zmartwieniami". Nikt nie spodziewał się aż takiej fali nostalgii.

Fotografka Lisa Leone wie coś na ten temat. Była w samym centrum najważniejszych wydarzeń tej ery i robiła zdjęcia takich wschodzących gwiazd jak Nas, The Fugees, House of Pain czy Snoop Dogg. Sama nie zdawała sobie sprawy, że jej prace staną się małymi kapsułami czasu. W swojej książce „Here I Am", zebrała najlepsze z nich, pokazujące młode twarze złotej ery hip-hopu. Postanowiliśmy zapytać Leone, jak to było doświadczyć geniuszu Nasa, energii Nowego Jorku lat 90. oraz o jej pracę z legendarnym Stanleyem Kubrickiem nad filmem „Oczy szeroko zamknięte".

We wczesnych latach 90. fotografowałaś takich artystów jak Nas i Snoop Dogg. Czy wtedy widziałaś w nich coś konkretnego, co chciałaś uchwycić?
Gdy żyjesz w pewnych czasach, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakie mogą być ważne. Myślisz po prostu, że to coś fajnego. Na sesjach nagraniowych albumu „Illmatic" Nasa czułam, że powstaje coś wyjątkowego.

Byłaś jego fanką?
„Illmatic" to jego debiutancki album, więc nikt go jeszcze nie znał. Jako b-girl miałam styczność z hip-hopem, zanim stał się mainstreamowy. To społeczność, w której wszyscy się znali i byli bardzo kreatywni.

Byłaś w studiu, gdy Nas nagrywał „Illmatic". Opowiedz nam o tym.
Czułam, że dzieje się coś magicznego. Gdy Nas rapował, wszyscy siedzieli cicho. Od razu wiedzieliśmy, że to coś wyjątkowego.

Rozmawiałaś z nim?
Byłam tam jeden dzień. Pamiętam, że rozmawiałam z nim o wytwórni, czy coś w tym stylu. Był bardzo młody, miał jakieś 19 lat, więc powiedziałam: „rób swoje i nie pozwól nikomu sobą kierować". Nie żeby Nas dał sobą pomiatać. Byłam starsza i chciałam, żeby mógł tworzyć po swojemu, bez niańczenia. W studiu robiłam zdjęcia i raz na jakiś czas gadaliśmy, ale przeważnie wszyscy byli zajęci pracą.

Trzeba pamiętać, że wtedy nie istniały jeszcze komórki czy cyfrówki - wszystkie aparaty były na kliszę, zdjęcia w studiu robiłam tylko ja. Dzisiaj pewnie Nasowi towarzyszyłoby dziesięć osób ze smartfonami. To były inne czasy.

Czy artyści, z którymi pracowałaś, mieli jakieś oczekiwania, wiedzieli, jak chcą zostać przedstawieni?
Nie. Byli mniej świadomi swojego wizerunku, bardziej naturalni. Może dlatego, że nie istniały jeszcze media społecznościowe. Robiłam zdjęcia na kliszy, więc nie dało się ich od razu zobaczyć. I nikt nie miał takiej potrzeby. Jasne, Grandmaster Flash i Furious 5 mieli już charakterystyczne ciuchy i pewien styl, ale to co innego.

Opowiedz coś więcej o sesji z The Fugees na dachu.
Kręciliśmy teledysk do „Vocab" i 25 osób biegało po dachu. W pewnym momencie zapanował spokój, a ja to uchwyciłam. To kolejna różnica pomiędzy fotografią cyfrową a analogową. W cyfrowej non stop robi się zdjęcia, a później sprawdza się, co z tego wyszło. Z kliszą chodzi o bycie obecnym w danej chwili i uchwycenie jej.

Czy teledyski i filmy już wtedy wpływały na twoje prace?
Wtedy inspirowali mnie fotografowie, tacy jak Arnold Newman i Henri Cartier-Bresson. Interesowałam się reportażem, fotografią uliczną i portretami artystów, które robił Newmana. Teledyski były czymś nowym, więc chyba nie wywierały na nas żadnego wpływu - to my je kręciliśmy. Ale później kino bardzo na mnie wpłynęło.

Zebrałaś te zdjęcia w książce „Here I Am". Co teraz myślisz o tamtych czasach?
To niesamowite. Zapomniałam o wielu zdjęciach, a nawet, że byłam w studiu z Nasem!

Naprawdę?
Mój młodszy kolega, wielki fan hip-hopu, przeglądał ze mną zdjęcia i nagle zapytał: „Co? Jaja sobie robisz? Co to za fotki?". A ja po prostu o nich zapomniałam. Fajnie znów je zobaczyć, przywołują wspomnienia tamtych czasów i energię Nowego Jorku.

Czyli teraz jesteś też operatorką filmową?
Zaczęłam kręcić teledyski, a potem przestałam, bo cztery lata pracowałam ze Stanleyem Kubrickiem nad filmem „Oczy szeroko zamknięte". Wcześniej nakręciłam teledysk z TLC za 250 tysięcy dolarów i uważano, że to ogromny budżet. Gdy wróciłam, wszystko się zmieniło - nagle na klipy wydawano po 2 miliony. Po pracy ze Stanleyem zajęłam się reżyserią, potem filmami niezależnymi, dokumentalnymi i tak dalej.

Jaki był Kubrick?
Świetny. Zaczęłam od robienia researchu, a potem zajęłam się scenografią, testami oświetlenia i obrazu w Nowym Jorku z drugą ekipą. Kubrick był bardzo otwarty, chętnie się dzielił różnymi rzeczami, pod warunkiem, że ktoś pochodził do projektu z entuzjazmem. Atmosfera na planie była bardzo intymna. Stanley był niezwykły i hojny, staliśmy się sobie bliscy. Wiele się od niego nauczyłam.

Przeczytaj też:
Hip-hop lat 80. na zdjęciach
Historia hip-hopu opowiedziana poprzez spodnie
Hip-hop na srebrnym ekranie

Kredyty


Tekst: Oliver Lunn
Zdjęcia: Lisa Leone
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Hip-Hop
SNOOP DOGG
Rap
The Fugees
nas
nowy jork
Kultura
lata 90.
lisa leone