sky ferreira o masochizmie

Piosenkarka opowiada o swojej nowej płycie „Masochism" i o tym, co znaczy dla niej tytuł.

tekst i-D Staff
|
06 Sierpień 2015, 3:12pm

Photography Sandy Kim

Sky Ferreira jest jedną z tych osób, która robi wrażenie, jakbyśmy ją znali od dawna. Odziana w wojskowe buciory piosenkarka indie pop-rocka, którą dostrzeżono na MySpace, gdy ta miała zaledwie 14 lat, od zawsze miała dosyć intymną relację ze swoimi fanami. Po pierwsze, Sky osobiście odpisuje na komentarze Instagramie czy Twitterze. „Ludzie myślą, że mnie dobrze znają, a tak nie jest", mówi Ferreira. Spotkaliśmy się z piosenkarką, aby porozmawiać o jej nadchodzącym albumie Masochism, o jej wiernych fanach, których ma od 16. roku życia oraz o jej skomplikowanym związku z internetem, która trwa od lat.

Pracujesz właśnie nad nową płytą. W jaki sposób będzie się różniła od poprzedniej, Night Time, My Time?
Czym się różni? Hmm... Myślę, że tym, że mam dużo więcej frajdy przy nagrywaniu. Oczywiście czuję presję, i to dużą, ale na pewno przyjmuję ją inaczej niż za pierwszym razem. Wiesz, jak to jest, gdy na ludziach ciąży ogromna presja przy drugiej płycie? Ja miałam tak z pierwszą. Na pewno jest intensywnie, ale już nie czuję w głowie takiego ciśnienia. Większą radochę sprawia mi też pisanie.

Pisałam teksty przez dwa ostatnie lata podczas tras koncertowych, ale potrzebowałam trochę więcej przestrzeni. Chciałam żyć swoim życiem poza trasą. Nie mogłam napisać o tym płyty, bo przecież przez cały czas siedziałam w vanie, busie albo samolocie. To dziwne i trochę alienujące przeżycie. Najpierw otacza cię masa ludzi, a zaraz jesteś totalnie sam w pokoju hotelowym. To było dosyć ciężkie. Uważam, że ten album na pewno jest dużo bardziej osobisty, w jakiś specyficzny sposób. Na poprzedniej płycie bardziej opowiadam o rzeczach, które mi się przytrafiły niż o swoich uczuciach. Teraz bardziej spoglądam z perspektywy własnych emocji, własnego „ja".

A jak było z tytułem Masochism, wymyśliłaś go, zanim napisałaś muzykę?
Tak, zawsze wiedziałam, że tak będzie brzmiał tytuł. To całkiem śmieszne, bo ostatnim razem jak nie miałam jeszcze tytułu, to napisałam kawałek Night Time My Time i pomyślałam - o, to będzie tytuł. Ale potem w każdym wywiadzie, wszyscy pytali mnie: „Jaki jest tytuł twojej płyty?", dziennikarze i wytwórnia naciskali na mnie: „musisz mieć tytuł!", więc podawałam różne, losowo. Z tym było zupełnie inaczej, od razu zaiskrzyło.

Myślisz, że to jest temat przewodni tych piosenek?
Trochę tak, ale nie mam na myśli seksualnych podtekstów. Chociaż z drugiej strony, masochizm nigdy mi się z tym nie kojarzył.

Zaczęłaś karierę na MySpace, a internet był dotychczas ważną jej częścią. Czy przez te kilka ostatnich lat twoja relacja z internetem się jakoś zmieniła?
Nie, przecież nawet ogłosiłam tytuł swojej nowej płyty w ten sposób. W sumie to nawet nie chciałam go ogłaszać, po prostu tak wyszło, to był wypadek. Ale i tak zawsze robię to w ten sposób, nie stosuję żadnych komunikatów prasowych.

[W 2013 roku] umieściłam [słowa] „Night Time, My Time" w moim bio na stronie, a jeden z blogerów, Bradley Stern, którego w ogóle bardzo lubię, zauważył to i zapytał, czy to jest tytuł albumu, a ja odpowiedziałam, że „Tak, dokładnie!".

Poza tym ja zostałam zauważona na MySpace, więc zawsze miałam szczególną, bardzo osobistą relację z moimi fanami. Od 16. roku życia mam właściwie tych samych fanów.

Serio? A skąd wiesz?
Bo z nimi rozmawiam. W sensie nie przez telefon, ale oni zostawiają wiele komentarzy, więc po latach już zaczynasz ich rozpoznawać. To kolejna dosyć dziwna rzecz - ja bardzo cenię sobie prywatność. Mówię tylko to, co chcę powiedzieć, o ile mam coś do powiedzenia. Nie gadam tylko po to, żeby gadać. Dlatego też uważam, że moi fani czują ze mną więź, bo zawsze miałam z nimi bezpośredni kontakt. Ludziom czasami się zdaje, że mnie dobrze znają, ale tak nie jest.

Czy to spowodowało jakiekolwiek złe sytuacje?
Może nie złe, ale frustrujące. Ludzie mają przeróżne, całkowicie odmienne opinie na mój temat, na podstawie tego, co udostępniam w mediach społecznościowych. Osobistymi sprawami przeważnie dzielę się przez swoją muzykę. Jestem też bardzo wrażliwa, to jest dla mnie naprawdę mocne.

W zeszłym roku pojechałaś w trasę razem z Miley. Wyglądało na to, że to fajnie dobrany duet, obie jesteście młodymi gwiazdami pop, które dokładnie wiedzą, czego chcą. Myślisz, że mentalność artystów pop się zmieni w przyszłości?
Tak, bo każdy ma dostęp do głosu w internecie. Nie trzeba za każdym razem włączać w to wytwórni. Wiadomo, że oni nadal mają dużą kontrolę i jakieś swoje polityczne pierdy, ale ja właśnie do wszystkiego doszłam dzięki temu, że mówię otwarcie, czego chcę i czego oczekuję. Jeśli polegałabym na innych osobach, to nic nigdy nie zostałoby zrobione. Jednak kasa nadal gra dużą rolę.

Występujesz właśnie na festiwalu filmowym Sundance Next. Jaki jest twój ulubiony film?
To akurat zależy od nastroju. Kocham Davida Lyncha, dla mnie jest numerem jeden. Lubię też twórczość Jeffa Nicholsa, myślę, że jest naprawdę świetny. No i oczywiście David Fincher. 

Zobacz też: Pięć klasyków karaoke Sky Ferreiry.

Kredyty


Tekst: Austen Leah Rosenfeld
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Sandy Kim