ewolucja beyoncé: od „crazy in love” do „formation”

„Mam urodę, klasę, styl i mam też tyłek” — za co jeszcze kochamy królową Bey?

tekst Nick Levine
|
20 Kwiecień 2016, 12:00pm

Dangerously in Love

„Dangerously in Love" (2003 rok)
Niewielu wątpiło, że jej debiut będzie udany, ale nikt nie przypuszczał, że zacznie od tak mocnej piosenki, jak „Crazy in Love" z Jayem Z, która przeszła już do klasyki. Inne single z tego krążka są równie mocne: dancehallowy hicior „Baby Boy" z Seanem Paulem i „Naughty Girl" z przeróbką sampla „Love to Love You Baby" Donny Summers. 21-letnia Beyoncé śpiewa o seksie, znakach zodiaku i uczuciach. Razem z Lutherem Vandrossem wraca do klasycznych wolnych kawałków, m.in. „The Closer I Get to You". Album kończy „Daddy", ballada dedykowana jej ojcu i menedżerowi w jednym.

„B'Day" (2006 rok)
Album nagrano w zaledwie trzy tygodnie, a data wydania zbiegła się z jej 25. urodzinami. Ten krążek jest szybszy od debiutu. Na samym końcu pojawia się soulowa ballada „Resentment" (która jest coverem utworu Victorii Beckham), ale wcześniej nasze uszy cieszą same hity w rytmie R&B: „Déjà Vu", „Get Me Bodied" i „Green Light". Beyoncé jest pełna pewności siebie, co jest powiązane z jej zarobkami. Tytuł „Suga Mama" (Sponsorka) mówi sam za siebie — to ona trzyma kasę. Największy hit albumu, „Irreplaceable" również udowadnia, że Beyoncé jest niezależną kobietą i nie potrzebuje pieniędzy jakiegoś faceta: „Na tym Jaguarze jest moje imię, więc zabieraj swoje graty, zamówię ci taksówkę", śpiewa lekceważąco, żegnając byłego chłopaka. „B'Day" to chyba jej najbardziej niedoceniony album, który zawiera również jeden z najbardziej niedocenionych singli: wściekły, pełen syren kawałek „Ring the Alarm".

„I Am… Sasha Fierce" (2008 rok)
Beyoncé znów przekroczyła granice. Tym razem wydała podwójny album: jedna płyta jest pełna ballad, a druga (nazwana po jej zadziornym alter ego) szybszych piosenek. Pierwszy krążek zaczyna się od hitów „If I Were a Boy" i „Halo". Jest spójny, a głos Bey jest oczywiście przepiękny, ale to druga płyta skradła nasze serca. Po kultowym już „Single Ladies (Put a Ring on It)", Beyoncé uderza w klimaty Jacksona w kawałku „Sweet Dreams", potem uwodzi na hip-hopowym bicie „Divy" i robi się sprośna w „Video Phone": „Jeśli podoba ci się ta pozycja, możesz sobie to nagrać". Nie omijajcie też bonusowego kawałka „Why Don't You Love Me", oldschoolowego R&B, w którym Bey stara się pojąć, jakim cudem jakiś mężczyzna może ją odrzucić: „Mam urodę, klasę, styl i mam też tyłek". Co racja, to racja.

„4" (2011 rok)
Czwarty album Beyoncé jest bardziej osobisty od poprzednich. Jest wręcz przepełniony emocjami. Zaczyna się nietypowo, od ballad, takich jak „I Miss You", którą współtworzył Frank Ocean. Dopiero w drugiej połowie tempo przyspiesza. W „Love on Top" przypomina wczesną Whitney Houston, w „Countdown" używa sampli Boyz II Men, a w energetycznym „End of Time" oddaje hołd pionierowi afrobeatu, Feli Kutiemu. Beyoncé od czasów Destiny's Child podnosiła kobiety na duchu, ale „Run the World (Girls)" to chyba jej pierwszy w pełny feministyczny hymn. „Dość silne, by rodzić dzieci, a potem wrócić do pracy", śpiewa, a w tle rozbrzmiewa bit Major Lazer. Czwarty album jest prawie bez skazy. Gdyby tylko zamienić rozdmuchaną balladę „I Was Here" na „Schoolin' Life" z edycji deluxe — perełkę, znaną tylko przez największych fanów!

„Beyoncé" (2013 rok)
Beyoncé wydała ten album niespodziewanie 13 grudnia, bez żadnych zapowiedzi ani reklamy. Tym ruchem na zawsze zmieniła branżę: Drake, Skrillex i U2 też później niespodziewanie wypuszczali całe krążki. Ale „Beyoncé" jest wyjątkowa również z innego powodu. To bardzo ambitny projekt, któremu towarzyszy 18 teledysków, które również udało się utrzymać w tajemnicy. Piosenki są głębokie, a gatunki zróżnicowane — znajdziemy tu wszystko. Od disco w „Blow" wyprodukowanym przez Pharella, chillwave w „No Angel" (współautorką jest Caroline Polachek z zespołu Chairlift), po minimalistyczne, futurystyczne R&B, jak w kawałku „Mine", na którym gościnnie pojawił się Drake. Bey śpiewa o nieosiągalnych ideałach piękna, seksualności, problemach w związku i frustracji związanej z branżą muzyczną. Taki album mogła nagrać tylko wielka gwiazda. „Radio każe mi przyspieszyć, a ja zwalniam jeszcze bardziej", śpiewa na „Yoncé/Partition", bo wie, że nie ważne jak wolne będzie tempo — wszyscy i tak puszczą jej piosenki. Na tej płycie znalazł się również kolejny feministyczny hymn: „Flawless", na którym słychać fragment wystąpienia Chimamandy Ngozi Adichie z 2012 roku: „Wszyscy powinniśmy być feministami". Na remiksie pojawiła się także zwrotka Nicki Minaj. W skrócie: to Beyoncé w szczytowej formie.

Szósty album
Według plotek, na najnowszym albumie pojawią się również Jay Z, Kanye West, Nicki Minaj i Frank Ocean, z którymi artystka współpracowała już wcześniej, oraz Adele i Mariah Carey, które jeszcze nie miały okazji z nią śpiewać. Jej stylista, Ty Hunter, który podobno słyszał już nowy krążek, powiedział, że muzyka jest „kapitalna". Ale nauczyliśmy się, że nigdy nie wiadomo czego się spodziewać po Beyoncé. Nie wiadomo co szykuje, dopóki ona sama nie postanowi, że pora podnieść kurtynę. Przez piosenkę „Formation" i niesamowity teledysk, piosenkarka poparła ruch #BlackLivesMatter walczącego z rasizmem. To sugeruje, że nowy album może być najmocniejszym i najbardziej politycznym do tej pory. Jesteśmy gotowi! Zaraz zaczyna się trasa koncertowa, musimy mieć czas na nauczenie się tekstów wszystkich nowych piosenek. Beyoncé prosimy, zlituj się!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Nick Levine
Zdjęcie „Dangerously in Love"
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
dangerously in love
Formation
muzyka
Kultura