Reklama

o seksizmie i obleśnych reżyserach

„Czy to było molestowanie seksualne? Myślę, że to po prostu Hollywood. To przecież taka cienka linia”.

tekst Hannah Ongley
|
31 Maj 2016, 9:11am

Seksizm w Hollywood ostatnimi czasy stał się głośnym tematem, jednak w Cannes unikano go jak ognia. Premiera najnowszego filmu Woodego Allena pt. „Café Society" ożywiła krytykę wobec tego znanego reżysera, m.in. ze strony jego syna Ronana Farrowa i Susan Sarandon. Chloë Sevigny, która na festiwalu zaprezentowała premierowo swój krótkometrażowy film „Kitty", ostanio wyjawiła, że czuje „totalną pogardę" względem znanych reżyserów, którzy traktują filmy, jako własne dzieło sztuki.

„Nie wiem, czy nazwałabym ich wyzyskiwaczami. Ale z pewnością mogę powiedzieć, że praca z takimi ludźmi jest szkodliwa i czuję wobec nich całkowitą pogardę, bardzo silną i głęboko zakorzenioną", Sevigny powiedziała Guardianowi. Warto zauważyć, że ma na swoim koncie współpracę z tak kontrowersyjnymi reżyserami, jak Lars von Trier, Terry Richardson i Woody Allen.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Sevigny na panelu magazynu Variety w Cannes przywołała również nieprzyjemne doświadczenia zza kulis, gdzie troje reżyserów zdecydowanie „przekroczyło granicę" podczas jej przesłuchań. „Pytano mnie, 'co robisz wieczorem', a także, czy 'chcę pójść na zakupy, poprzymierzać jakieś ubrania'; usłyszałam również, że ta osoba 'może coś mi kupić'. Jak dla mnie zdecydowanie przekraczało to granicę normalnej rozmowy".

Jeden z reżyserów, który z pewnością nie znał jej kreacji w „Skrawkach" czy „Brązowym króliku", powiedział Sevigny: „Powinnaś częściej pokazywać ciało. Nie powinnaś czekać, aż się zestarzejesz tak, jak ta aktorka, którą właśnie widzieliśmy nagą w filmie. Powinnaś pojawić się nago na ekranie już teraz". Chloë odmówiła i nie dostała tej roli.

Sevigny nie wymienia nikogo z imienia i nazwiska, ani nie nazywa wprost zachowania tych reżyserów molestowaniem. „Czy to było molestowanie seksualne? Myślę, że to po prostu Hollywood. To przecież taka cienka linia", stwierdziła. Jednak jej wypowiedzi nie są odosobnione. I na szczęście. Biorąc pod uwagę „Kitty" i miejmy nadzieję kolejne filmy, Sevigny staje się częścią oczywistego rozwiązania: większej ilości kobiet za kamerami.

Przeczytaj też:


Kredyty


Tekst: Hannah Ongley
Zdjęcie: Marcelo Krasilcic, 1994