The VICEChannels

      moda Mateusz Góra 3 marzec 2017

      koniec z modą na łysego dresa

      Student łódzkiej ASP, Tomek Armada, pokazuje nam swoją kolekcję, opowiada o Domu Mody Limanka, wróży koniec mody na „chłopaków z osiedla” i tłumaczy fascynację Sarmatami.

      Tomek Armada przygotowuje właśnie kolekcję dyplomową na łódzkiej ASP, chociaż jeszcze do końca liceum chciał zostać prawnikiem. Poznaliśmy go dzięki jego współlokatorom - Coco, modelce, która współpracuje z Vetementes, i Kacprowi, którego wystawa była jednym z najciekawszych wydarzeń podczas zeszłorocznego Miesiąca Fotografii w Krakowie. Razem właśnie rozkręcają kolektywny projekt Domu Mody Limanka, którego pomysłodawcą jest właśnie Tomek.

      Tomek przyszedł na wywiad w kombinezonie pracowniczym z logo jednej z największych sieci supermarketów i w wielkim, wełnianym, szarym płaszczu. Rozmawiamy przy czarnej, niesłodzonej kawie. Dokładnie dobiera słowa, słucha uważnie. Minimalistyczny wygląd i sposób bycia mogłyby sugerować, że w podobnym stylu utrzymane będą jego projekty. Nic z tego. Zamiast zainspirować się modnymi obecnie „autentycznymi chłopakami z osiedla", sięgnął po barok i Sarmatów. Jego projekty są pełne detali, skomplikowane, czuć w nich przepych i niezwykłą wyobraźnię. Ich zdjęcia zrobiła w Muzeum Sztuki w Łodzi Laura Ociepa, z którą Tomek poznał się na Facebooku.

      Dlaczego zainteresował cię właśnie barok?
      Widziałeś ostatni pokaz Margieli? Miałem wrażenie, że „dekonstrukcja", która była tematem i metodą tworzenia mojej pierwszej kolekcji, stała się terminem mocno nadużywanym i obecnie straciła swój pierwotny sens. Działania projektantów takich jak właśnie Galliano dotarły obecnie do momentu, kiedy tak zwana „dekonstrukcja" stała się jak sztuka barokowa. To mnożenie bytów, doklejanie, rozbudowywanie form, dekoracyjne niszczenie, wtedy też ozdabiano tkaniny nacieńciami, tak jak teraz. Oprócz tego wziąłem za punkt zaczepienia kolekcję Hood by Air, w której złożone na pół polówki zostały wsadzone do foliowej torby. To skojarzyło mi się z malarstwem iluzjonistycznym z okresu baroku. Jeden z malarzy namalował wtedy „Płótno z drugiej strony". Oprócz tego, że kopiuję rozwiązania z malarstwa barokowego, w autorskich printach i zdobieniach inspiruję się też posadzkami w katedrach, żeby uzyskać złudzenia przestrzeni.

      A nie kusiło cię, żeby wpisać się w trend „chłopaków z osiedla"?
      No tak, od jakiegoś czasu wszyscy kochają dresów z Europy Środkowo-Wschodniej. W Łodzi to stało się teraz modne. Wcześniej tym strasznie pogardzano. Kiedy my staramy się zrekonstruować klasycznego dresa, współczesne dresy chodzą w rurkach i szarej dresówce. Teraz dres noszą rachityczni chłopcy, którzy chcą być modni.

      Ale jednak w tym, co robisz, pojawia się silny polski akcent - Sarmaci.
      Chodziło mi o to, żeby to była analiza polskiego kontekstu, w jakim istnieje moda. Do mojej uczelni dopiero teraz dotarła moda na tribale. Inspirujemy się tym, co jest zagraniczne, a nie tworzymy własnych odniesień. Wtedy powstają takie koszmary zerżnięte wprost z zachodnich projektantów. Dlatego sięgnąłem po Sarmatów. Byli oni dla mnie wzorem postawy. Stworzyli własną kontrkulturę w opozycji dla - według nich - zepsutego Zachodu. Teraz siedzę z nosem w książkach i dowiaduję się fantastycznych rzeczy o tamtym okresie. Staram się wykorzystać wzorce ich ubiorów. Jedna z sylwetek to odtworzenie szaty liturgicznej z XVII wieku. Będę robił też kontusz sportowy dla naszej koleżanki Siksy, który zostanie wykorzystany też w projekcie Kacpra, dotyczącym alternatywnej wizji Polski. Nasza koleżanka ma wystąpić na jednym ze zdjęć w roli husarki, ja robię więc kontusz, a Kacper skrzydła.

      No właśnie, opowiedz mi o waszym mieszkaniu. To niezwykłe miejsce.
      Tak, mieszkamy teraz razem z Coco, Kacprem i Sasą. Wywalili nas z poprzedniego mieszkania i szukamy nowego. Łatwo nam żyć w grupie - dopełniamy się i po prostu się przyjaźnimy, organizujemy sobie przebierane wieczorki tematyczne pod różnymi hasłami, jesteśmy dla siebie wsparciem. Mieszka z nami jeszcze malarka, Sasa, która skończyła studia w Gdańsku. Robi kampowe programy parakulinarne, w której ma bekę ze wszystkiego co ją otacza. To forma wegańskiego poradnika publikowanego na Youtubie jako Brokat Films. Ostatnio zrobiliśmy też teledysk o łódzkiej miłości - Sasa była biurwą, a Coco metalem. Zauważyłem, że jak coś robimy, to razem. Kiedy ostatnio Kacper miał wystawę w Krakowie, pojechaliśmy tam wszyscy razem, żeby ją przygotować. Dziedziny naszych zainteresowań przenikają się.

      Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

      Ostatnio powstaje coraz więcej kolektywów. Wy też planujecie jakiś wspólny projekt?
      Już go nawet rozkręcamy - to Dom Mody Limanka. Nasi znajomi, jak Hanka Podraza, która jest stylistką z Krakowa, przyjechali kiedyś do nas i wpadliśmy na pomysł, żebyśmy zrobić wspólnie jakiś projekt. Nazwaliśmy go właśnie Dom Mody Limanka, ponieważ wtedy mieszkałem na ulicy Limanowskiego. To najbardziej patolska ulica w mieście. Było ciężko, chociaż pomimo pozorów Łódź nie jest taka groźna. Szukaliśmy czegoś, co łączyłoby nas wszystkich. Zazwyczaj pracowaliśmy razem przy czyimś projekcie, jednej osoby, a teraz postanowiliśmy zrobić coś wspólnie. Jak znajdziemy nowe mieszkanie, to zaczniemy działać intensywniej, ale już teraz organizujemy sobie warsztaty projektowania. Wymyśliliśmy nawet kilka sylwetek, które chcę wpleść do dyplomu.

      A jak się poznaliście?
      Kacpra, z którym teraz jestem, poznałem przez Facebooka. Przez niego z kolei poznałem Coco i Sasę bo znali się już wcześniej. Dużo ludzi poznajemy przy okazji różnych wydarzeń, ale ogromną rolę odgrywają kontakty przez media społecznościowe. Laurę, która zrobiła zdjęcia mojej kolekcji, także poznałem na Facebooku. Zaprosiłem ją do współpracy i to było zupełnie spontaniczne. Robiliśmy te zdjęcia w neorokokowym korytarzu w Muzeum Sztuki w Łodzi. Lubię to miejsce, jest wizytówką Łodzi.

      Myślisz, że uda ci się przekuć swoją zajawkę w pracę, z której będziesz mógł się utrzymać? Na razie dochodowe na polskim rynku są tylko marki, których styl jest bardzo zachowawczy. Czy jest rynek dla niszowych projektów?
      Wychowałem się w rzeczywistości, kiedy w Łodzi istniał fashion week, którego teraz już nie ma, zresztą nie był udaną imprezą. Największą nadzieję upatruje w mediach społecznościowych i platformach sprzedażowych. Umożliwiają dotarcie do klienta, nieważne, gdzie mieszkasz i robisz swoje rzeczy. 

      Przeczytaj też:

      Kredyty

      Tekst: Mateusz Góra
      Zdjęcia: Laura Ociepa

      Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebook , śledź na Twitter i Instagram.

      Tematy:moda, wywiady, tomasz armada, dom mody limanka, łódź, laura ociepa

      comments powered by Disqus

      Dziś w i-D

      Załaduj więcej

      i-D poleca

      Dodatki