10 rzeczy, które powinniście wiedzieć o ralphie kamińskim

Ralph Kamiński sam pisze teksty, komponuje i śpiewa. Jest jednym z najlepiej zapowiadających się dzieciaków polskiej muzyki. Premiera jego debiutanckiej płyty, „Morze", już 14 listopada, a my poznaliśmy kilka jego sekretów.

tekst Mateusz Góra
|
03 Listopad 2016, 4:40pm

zdjęcie: Karol Grygoruk

jako dziecko marzył o karierze w cyrku
Moje pierwsze wspomnienia nie wiążą się z muzyką, ale bardziej z zabawą w teatr i cyrk. Jestem z małego miasta. Do przedszkola przyjeżdżały teatrzyki kukiełkowe, to było dla mnie super inspirujące. Chciałem to wszystko odtwarzać w czasie zabawy. W przedszkolu, kiedy miałem 5-6 lat, panie pozwalały mi robić przedstawienia.

Muzyka pojawiła się w podstawówce i gimnazjum, kiedy robiłem amatorskie filmy animowane w Paincie (śmiech). Wtedy zacząłem dogrywać do nich soundtracki na keyboardzie od babci i dziadka. Uczyłem się też grać na skrzypcach, więc zająłem się też bardziej horrorowymi, smyczkowymi ścieżkami dźwiękowymi.

jego album jest jak pamiętnik ze wspomnieniami
Opowiadam historie z własnego życia, które osobiście mnie dotyczą. Tytuł albumu, „Morze", wydaje mi się wystarczająco szeroki - to może być morze uczuć, ale też nawiązanie do okresu, kiedy mieszkałem nad morzem i wiele rzeczy tam przeżyłem.

Wydaje mi się, że jeśli opowiadam o sobie w prawdziwy sposób, umożliwia mi to kontakt z widzami. Nie chcę mówić, co dosłownie znaczą moje teksty. Chodzi o to, żeby każdy znalazł swoje znaczenia. Czasem zastanawiam się, czy to nie jest może za bardzo ekshibicjonistyczne, ale po prostu tak to czuję.

o teledyskach myśli jak o krótkich filmach
Pierwszy teledysk do nowego albumu miał być mroczy, bardzo spójny z muzyką. Drugi jest już filmowy. Ważnym punktem odniesienia jest dla mnie Xavier Dolan - uwielbiam jego sposób opowiadania obrazami i kostiumami. To, co robi, jest bardzo artystyczne.

Przy wszystkich teledyskach pracuję z Karolem Łakomcem, który jest moim kumplem. Uwielbiam robić coś razem z ludźmi, których znam. Kontrolowałem tylko scenariusz, bo powstał na podstawie mojego pomysłu, potem oddałem Karolowi możliwość decydowania o tym, jak będą wyglądały zdjęcia. Zrobiliśmy trzy teledyski - mają się uzupełniać, opowiadać określoną historię.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

lubi swój sentymentalizm
Jestem ogromnie sentymentalny. Lubię się w tym stanie zatapiać. Wiem, że moja płyta jest w jakiś sposób smutna, ale nie depresyjna. Przywołuję wspomnienia, rozliczam się z tym, co było, ale staram się pogodnie podchodzić do wszystkiego.

chociaż ceni elektronikę, wybrał starą szkołę
Jestem świadom, że elektronika jest teraz najbardziej popularna. Kiedy zacząłem myśleć 5-6 lat temu o tym albumie było dla mnie oczywistością, że będzie tam jakiś elektroniczny motyw. Zdecydowałem jednak, że wolę zrobić coś ponadczasowego. Wiem, że moje piosenki nie wpadają w ucho od razu, ale mam też wrażenie, że każdy z nas ma w sobie te emocje, pokłady sentymentalizmu i do niego trafią.

na jego płycie pojawia się piosenka o Warszawie
Kiedyś miałem wrażenie, że Warszawa to taki Nowy Jork, chociaż nigdy tam nie byłem. Tu wszystko jest większe, wyższe. Ta piosenka opowiada o moich pierwszych miesiącach mieszkania w stolicy. Jest w niej też krytyczny ton, bo chociaż bardzo lubię to miasto, czasem mnie denerwuje.

wspomina też o ludziach, którzy udają gwiazdy
Zawsze wracam do myśli: bądź sobą. W „Hymnie O Warszawie" pojawiają się ludzie w ciemnych okularach, którzy tworzą wokół siebie otoczkę artystów, ale za tym nic nie stoi. To dla mnie bardzo zastanawiające, bo tylko w pierwszym kontakcie robią wrażenie. Z kolei osoby niepozorne często mają potencjał, potrafią być niesamowicie inspirujące.

lubi muzykę inną niż ta, którą sam robi
Uwielbiam muzykę filmową, skandynawską elektronikę i brit pop. Pamiętam okres odkrywania muzyki pod koniec gimnazjum i liceum. Kiedy pojawił się serial „Skins", w którym mogłeś usłyszeć mnóstwo świetnych zespołów, poznałem masę zespołów i wykonawców. Między innymi MGMT, poznałem też nieznaną wtedy wszystkim Adele i Franza Ferdinanda.

swoją muzykę nazywa „artystycznym popem"
Ciężko mi określić swój styl. Można nazwać to muzyką alternatywną, ale to tak strasznie szeroka kategoria. Nazwałbym jednak swoją muzykę popem, ale właśnie artystycznym, bo mam niekonwencjonalne podejście do budowania piosenek. Ryzykuję, nie przyjmuję tego, że coś się robi tak, a nie inaczej.

na jeden z pierwszym koncertów przyniósł ze sobą wielki brokatowy napis
Uwielbiam koncerty na żywo i kontakt z publicznością. Pierwszy raz występowałem podczas mojego dyplomu licencjackiego. Chciałem, żeby to był prawdziwy koncert a nie egzamin - prawdziwe show, z odpowiednimi światłami i emocjami. Nie było to jednak łatwe, przełamałem się dopiero na drugim egzaminie, magisterskim. Zrobiłem wielki napis „Ralph" z brokatowego kartonu, chociaż nikt tego nie robił. Chciałem, żeby pojawił się podczas występu jakiś element scenograficzny. Takie rzeczy budują klimat. Mały, oddzielny świat.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra