trzy powody, dla których powinieneś zajrzeć do warszawskiego msn-u

W warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej nowy sezon otworzą trzy wyjątkowe wystawy.

tekst Mateusz Góra
|
24 Wrzesień 2015, 2:40pm

Fragment „Zapisu socjologicznego" Zofii Rydet

Wszystkie wystawy dotyczą zmian społecznych, politycznych i artystycznych w XX wieku, które wpłynęły na obecny kształt otaczającej nas rzeczywistości i sztuki. Każda z nich symbolizuje jednak inne emocje, które postanowiliśmy oznaczyć różnymi znakami interpunkcyjnymi.

wykrzyknik

Główną atrakcją nowej eskpozycji w MSN będzie bez wątpienia długo wyczekiwana przez fanów fotografii wystawa Zofii Rydet. Artystka wykonała około, uwaga!, 20 tys. zdjęć w ramach monumentalnego projektu „Zapis socjologiczny". Zaczęła w wieku 67 lat, kiedy jej pozycja w świecie sztuki była już ugruntowana. Upomniała się o uwagę dla mieszkańców Podhala, Górnego Śląska i Suwalszczyzny (później także polskich imigrantów we Francji czy w Niemczech). Robiąc zdjęcia domowych wnętrz wraz z ich mieszkańcami, używała obiektywu szerokokątnego i flesza. Starała się uchwycić każdy szczegół i element obecny na co dzień w życiu potretowanych ludzi. Z tych pozornie prostych, zawsze podobnie zaaranżowanych fotografii układa się portret polskiej prowincji. Osobiste przedmioty zgromadzone w domach mówią dużo o sposobie bycia, spojrzeniu na świat i tożsamości.

Z czasem ogromny materiał zaczął przytłaczać artystkę, stając się jej obsesją. Za wszelką cenę chciała skatalogować wszystkie zdjęcia. Tak powstały liczne serie, w których główną rolę odgrywają ludzie („Chorzy", „Kobiety na progach") lub przedmioty (telewizory, makatki, furmanki). Istnieją też bardziej abstrakcyjne kategorie, jak na przykład „Ginące zawody". Oprócz zdjęć wystawa zawiera szkice i listy fotografki, w których Rydet przekonuje, że domy to coś więcej, niż tylko miejsca - to obrazy stanu naszych umysłów.

znak zapytania


Július Koller

Wyobraźcie sobie mężczyznę, który wpycha piłeczki pingpongowe z napisem „UFO" za szkła swoich okularów, a w dłoni trzyma paletkę do gry z wielkim pytajnikiem narysowanym markerem. Tak, to właśnie Július Koller - słynny słowacki awangardzista. Na poświęconej mu wystawie zobaczymy najróżniejsze dokumenty archiwalne, druki ulotne i prace, którymi przez lata tworzył „nową sytuację kulturową". Od 1969 roku zamiast podpisu używał pytajnika, manifestując swoje powątpiewanie we wszelkie kategorie życia społecznego i współczesną sztukę. Najchętniej sięgał po gotowe obiekty, które wykorzystywał w niecodzienny sposób, przerabiał i reprodukował.

Oprócz wielkiego pytajnika, artysta znany był także z używania skrótu „U.F.O.", który nie oznaczał wcale niezidentyfikowanego obiektu latającego. „U.F.O." w wersji Kollera to „Uniwersalno-Kulturowe Operacje Futurologiczne". Przez dziesiątki lat stworzył wiele dzieł opatrzonych tą etykietką, a co rok portretował samego siebie w roli „U.F.O.-nauty J.K.". Artysta miał słabość także do tenisa i ping-ponga. Rysował korty tenisowe, a widzom zamiast wystawy proponował rozgrywki tenisa stołowego w galerii. Walczył w ten sposób z systemem politycznym, odwołując się do sportowych zasad „fair-play", o których politycy bardzo często zapominają.

...i kropka


Oryginalny plakat wystawy „Cybernetic Serendipity"

Kto wie, czy w przyszłości sztuka nie będzie przemawiała do nas wyłącznie za pomocą ciągu jedynek i zer albo kresek i kropek. Współcześnie, w czasach po rewolucji cyfrowej, nie mamy wątpliwości, że Wielki Brat cały czas na nas patrzy i w sumie nikomu to nie przeszkadza. Nieustannie stykamy się z cyfrowymi obrazami, a sztuka nowych mediów zajmuje coraz ważniejszą pozycję w galeriach. W roku 1968 nie było to aż tak oczywiste. „Szczęśliwe przypadki cybernetyki. Dokumentacja" to przypomnienie rewolucyjnej wystawy „Cybernetic Serendipity", która miała miejsce w Londynie przed prawie 50 laty.

Wystawa Institute of Contemporary Arts cieszyła się ogromną popularnością ze względu na to, że interesowała każdego - zarówno informatyków, krytyków sztuki, jak i zwykłych ludzi żyjących w zmieniającej się rzeczywistości. Jej kuratorką była Jasia Reichardt. Przy okazji ekspozycji wycinków prasowych i dokumentacji z kultowej wystawy, będziemy mogli więc poznać bliżej także wybitną kuratorkę polskiego pochodzenia.  

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Ilustracje: Materiały prasowe

Tagged:
sztuka
Kultura
Muzeum Sztuki Nowoczesnej