kuba karaś w podróży

O tym, że Kuba, czyli połowa słynnego The Dumplings, nie rozstaje się z aparatem, dowiedzieliśmy się już w zeszłym roku, kiedy pokazał nam swoje archiwa i opowiedział o zwyczajnych niezwyczajnych chwilach ze swojego życia, złapanych na kliszy. Po roku...

tekst i-D Polska
|
18 Maj 2016, 8:10am

Dużo podróżuję, sporo jeździmy z koncertami, a trochę przemieszczam się prywatnie. Ale na każdą z tych podróży się cieszę, nawet jeśli wszystko dzieje się szybko i mechanicznie. Lubię ten stan. W drodze zawsze coś przeżywasz.
To zdjęcie zrobiłem w marcu na lotnisku Heathrow. Lecimy na festiwal SXSW w Austin.

To nasz pierwszy posiłek, smażone kurczaki, od razu poczuliśmy atmosferę Stanów. Amerykańskie jedzenie wcale nie jest z plastiku, jest na maksa smaczne i duże. Uroda Justyny od razu zwróciła uwagę jednego z pracowników restauracji, od razu poleciał jakiś podryw. Było zabawnie.

Wylądowaliśmy w Huston i wynajętym samochodem jechaliśmy do Austin, a po drodze spaliśmy w hotelu z błękitnym basenem.

Amerykańskie filmy przyzwyczaiły nas do tego, że cokolwiek sfotografujesz wygląda dobrze i jest stylowe, tylko dlatego, że jest takie amerykańskie.

To zdjęcie zrobiłem, kiedy wracaliśmy z festiwalu w nocy, to było zwykłe przejście kolejowe, ale zobaczyłem mocne czerwone światło, a ja bardzo lubię kolorowe światła, poza tym obserwuje miasto, żeby wykorzystywać takie momenty.

Po Stanach wróciliśmy na chwilę do Polski, zagraliśmy 4 koncerty pod rząd i znów wyjechałem, tym razem na samotne wakacje do Tajlandii. Chciałem trochę odpocząć i wyciszyć się. My cały czas mamy dużo kontaktu z ludźmi, jest harmider i tłum. Przez ostatnie 2 lata nie miałem okazji, żeby gdzieś pojechać tak po prostu, nie było zbyt dużo wolnego czasu. Nie miałem żadnego planu, kupiłem bilet, wysiadłem w Bangkoku, znalazłem pierwszy hotel, pojechałem na główny dworzec. Pomyślałem, że w chyba ruszę na południe zobaczyć wyspy i wsiadłem do pociągu…

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Moim ulubionym zajęciem było wsiadanie do tuk tuka wieczorem, jak już się robiło chłodniej, odpalanie playlisty, obserwowanie ludzi i miasta. Słuchałem sporo nowej Rihanny, poprzypominałem sobie też stare płyty, np. Travisa.
Zauważyłem, że w Tajlandii strasznie dużo było symboli poukrywanych na ciuchach, ale nie zawsze miałem odwagę strzelić zdjęcie, ludzie różnie reagowali. Tutaj skorzystałem z momentu.

To była plaża, gdzie szukałem fluorescencyjnego planktonu, okazało się, że on jest gdzieś indziej, ale spotkałem wspinaczy.
W trakcie tej podróży poznałem bardzo dużo ciekawych osób. Jeszcze w Bangkoku gdzieś w mieście podeszła do mnie Japonka, która zgubiła się w mieście i miała rozładowany telefon. Od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że wychowała się w Ameryce, w Tajlandii uczy się masażu. Byliśmy z zupełnie różnych światów, ale gadaliśmy przez 3 godziny.

A to zdjęcia z Hanią (Hania Koczewska, dziewczyna Kuby — przyp. red.), portret rodzinny w nowym mieszkaniu. Jesteśmy na nim z psem, jeszcze pluszowym, bo na razie za dużo wyjeżdżamy.

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcia: Kuba Karaś
Tekst: Stasia Wąs

Tagged:
muzyka
podróże
the dumplings
kuba karaś