ola buczkowska-przeździk: boginie

​„Cicha i dość nieśmiała kobieta ustawiona przed obiektywem w skąpych ciuszkach i make-upie nagle odżyła. Weszła w rolę, zaczęła skakać jak Aborygenka”.

tekst i-D Staff
|
kwi 8 2016, 8:20am

Ola Buczkowska-Przeździk jest artystką, która w swoją sztukę łączy z naukowymi podstawami. Pisząc doktorat na temat wizerunku potężnych kobiet w kulturze, zrealizowała projekt, który bez teorii, przypisów i bibliografii oddawałby jej w wizję współczesnej kobiecej siły.
Sfotografowała dziewczyny w zaawansowanej ciąży, a później w technice kolażu nadała im atrybuty i zmieniła w boginie.

„Ciąża na początku interesowała mnie czysto estetycznie. Sięgnęłam m.in. po figurki z wykopalisk archeologicznych, które przedstawiają różne wersje Wenus. To są obrazy cielesności i płodności — mają wielkie brzuchy i piersi, wyraźnie zaznaczone waginy oraz bardzo małe głowy, a czasami tylko kikuty (śmiech). Imponował mi ten obraz kobiecej obfitości, poza tym ilość tych wykopalisk może potwierdzać teorię matriarchatu pierwotnych kultur", mówi Ola. Po chwili dodaje, że jej stosunek do projektu bardzo zmieniło doświadczenie własnej ciąży. „To moment ogromnej siły drzemiącej w środku. Świadomość, że w twoim wnętrzu kiełkuje życie jest niesamowita, prawie mistyczna. Ale dzięki ciąży kobieta zmienia się też na zewnątrz, awansuje w społeczeństwie, wszyscy ją zauważają, troszczą się o nią nawet obcy ludzie, chociażby przepuszczając w kolejce".

Bohaterki — koleżanki, znajome i znajome znajomych nie miały wątpliwości, bez dłuższego namawiania godziły się na udział w projekcie. Ola wspomina: „Starałam się rozmawiać z dziewczynami przed sesją i wydawało mi się, że je znam, wiem, czego mogę się po nich spodziewać. Jednak raz okazało się, że cicha i dość nieśmiała kobieta ustawiona przed obiektywem w skąpych ciuszkach i make-upie nagle odżyła. Weszła w rolę, zaczęła skakać jak Aborygenka. To było super przeżycie".

Ola chciała, żeby dziewczyny w jej pracach były sobą, nie retuszowała ich skóry, lekkiej opuchlizny nóg, czy charakterystycznej ciążowej linii przebiegającej pionowo przez brzuch. Z Photoshopa korzystała tylko po to, żeby zawładnąć nad ubraniami, np. usunąć metki z ubrań. Grafiki dodała ręcznie.

Choć tytuł wystawy doskonale oddaje energię prac, zawiera w sobie bardzo świadomie użyte „B". „Ta litera świetnie wpisuje się w kształt figury kobiety brzemiennej — ma piersi i brzuszek. Jest jak logotyp", mówi z dumą Ola.

Wystawę „Boginie" można oglądać do 29 kwietnia w łódzkiej galerii Szklarnia DWA 

Przeczytaj też:
Cyfrowa sztuka w prawdziwych galeriach
Piotr Młodożeniec 30 lat później
Kiszkiloszki, czyli gify, które robią krzywdę