​catz ‘n dogz: muzyka powinna jednoczyć

Catz ’N Dogz, czyli Grzegorz Demiańczuk i Wojtek Tarańczuk, to najbardziej znany na świecie polski duet house / techno, stojący za labelem Pets Recordings. Opowiadają nam o swoim nowym muzycznym manifeście, inspirowaniu innych, swoim wsparciu dla...

tekst i-D Polska
|
02 Czerwiec 2017, 2:54pm

Zdjęcie: Yonathan Baraki

Ogłosiliście niedawno swój manifest „Music not genres. Friends not judgement" gdzie piszecie, że chcecie się kierować w życiu i muzyce cechami takimi jak kreatywność, otwartość i chęć zmiany otoczenia na lepsze. Jak środowisko muzyczne przyjęło tę wyjątkową postawę?
Po wieloletnich doświadczeniach w biznesie muzycznym zdecydowaliśmy się zabrać głos. Jak na razie spotkaliśmy się ze świetnym odbiorem. Media tworzą poczucie zagrożenia; poczucie, że wszystko się kończy i nic nie ma sensu. Chcemy, żeby ludzie nie ulegali presji i zastanowili się sami, co tak naprawdę dzieje się wokół nich. Sytuacja ekonomiczna w Polsce zmieniła się diametralnie. Mamy teraz idealne możliwości, żeby pomagać innym, powinniśmy się skupić na pozytywach, a nie negatywach. Tak naprawdę w rozwiązywaniu problemów pomogłaby empatia oraz szczere chęci i edukacja.

W czasach natłoku informacji z różnych mediów, wszechobecnego internetu, pośpiechu, artysta staje się bardzo ważnym medium, mogącym zainspirować i pobudzić do refleksji innych.

Na początku naszej drogi muzyka zawsze była na pierwszym planie, a w obecnych czasach dla wielu ludzi muzyka schodzi na drugi a czasem dalszy plan i wydaje się, że bardzo dużo osób nowego pokolenia skupia się na samym sukcesie a nie jego celu. Sama droga jest o wiele ciekawsza niż cel i daje więcej satysfakcji. Bardzo wielu artystów kieruje się nie uczuciem, ale standardami wyznaczonymi przez innych. Przez nasze music manifesto namawiamy do zastanowienia się nad sobą, co tak naprawdę jest dla nas ważne i nieuleganiu presji informacji i portali społecznościowych. Co muzyka tak naprawdę dla nas znaczy? Co możemy zrobić jako artyści? Jak możemy zainspirować innych?

Takimi cechami kierowaliśmy się od początku naszej współpracy, jesteśmy przyjaciółmi od ponad 10 lat. Zawsze ważne dla nas były przyjaźń, uczciwość, kreatywność i otwartość. To fundamenty naszej współpracy.

Polskie producentki muzyki elektronicznej

Od wielu lat jesteście na topie. Polscy producenci pojawiają się na waszych składankach, zapraszacie ich na festiwale. Czy na początku waszej drogi też ktoś wam podał rękę?
Staramy się pracować i wspierać ludzi, którzy są obywatelami świata, ale jednocześnie mają poczucie przynależności, reprezentują coś sobą i mają dużo do zaoferowania. Staramy się otaczać ludźmi, którzy nas inspirują. My nigdy nie oczekiwaliśmy nic od nikogo, staramy się bardzo dużo dawać od siebie, drażni nas tak często popularna postawa roszczeniowa. W naszym życiu spotkaliśmy bardzo sporo osób, które nas inspirowały i chciały nam pomóc.

Oczywiście spotkaliśmy też dużo ludzi, którzy nie byli dla nas przyjaźnie nastawieni i często nam zazdrościły bez powodu. Przez wiele lat to się zmieniło, bo dzięki ciężkiej pracy udowodniliśmy, że nasz sukces to nie tylko nasze znajomości, które mamy z innymi artystami albo łut szczęścia, ale ciężka praca i pasja do muzyki. Bardzo ważne w życiu jest zdanie sobie sprawy, że nie wszyscy będą cię lubić i mieć takie samo zdanie jak ty. Musieliśmy się nauczyć sobie z tym radzić i to zaakceptować. Nie da się uszczęśliwić każdego. Ważne, żeby skupiać się na tym, co się kocha i być otwartym na innych. Może to brzmi banalnie, ale gdyby każdy tak postępował, świat wyglądałby naprawdę lepiej.

Czy takie wsparcie dla polskich kolegów to nowoczesna forma prawdziwego patriotyzmu, który jest teraz modny, chociaż przyjmuje raczej negatywne, agresywne formy?
Czym jest „prawdziwy patriotyzm"? Obecnie każdy ma swoją definicję. Dla nas jest to chęć zrozumienia innych, siebie, wszystkiego co nas otacza, zachowanie swojej identyfikacji kulturowej, niewstydzenie się swojego kraju, ale także postawa, która jest otwarta na nowe i to, co nadchodzi. Żyjemy w czasach, gdy skupianie się na przeszłości nie ma sensu. Faktycznie ważne jest czerpanie z naszego dziedzictwa kulturowego i historii, ale wydaje nam się, że w obecnych czasach ludzie robią to bardzo wybiórczo. Na składance „Friends Of Pets" znajdują się polscy artyści, nasi znajomi jak również artyści zagraniczni, którzy są związani z Polską i naszą kulturą.

Marquis mieszkał na przykład bardzo długo w Trójmieście, Adam Port mówi po polsku, ale mieszka w Berlinie i często nas odwiedza, z Kornelem graliśmy jedną z pierwszych imprez w Szwecji dla polskiej ambasady i wydaje muzykę naszego przyjaciela Łukasza Seligę (SLG). Agresywne formy obecnego „prawdziwego patriotyzmu" wynikają z braku otwartości i obaw przed tym, co nowe oraz z braku wiedzy.

Najlepsza muzyka elektroniczna w 2016 roku

W przyszłym tygodniu ukaże się wasza kompilacja „Friends of Pets", na której goszczą m.in. EarthTraxx, Eltron John czy DasKomplex. Macie już jakiś odzew od zagranicznych DJ'ów odnośnie tych utworów? Remix piosenki SLG „Varsovia Marimba" promował wczoraj brytyjski Mixmag…
Przygotowanie nowej kompilacji zajęło nam ponad rok, ponieważ wszyscy z artystów, którzy się na niej pojawiają, na co dzień są bardzo zajęci, a nam zależało, żeby miała jak najlepszą jakość. Nie chcieliśmy, żeby były to losowo dobrane utwory. Przede wszystkim nasza idea była taka, że robiąc tę składankę, nie chcieliśmy się ograniczać i chcieliśmy pokazać jak największe spektrum muzyczne z Polski. Dlatego najnowsza składanka jest sygnowana hasztagiem #musicnotgenres. W projekt zaangażowanych jest sporo osób, agencja promocyjna, z którą współpracujemy dla naszej wytwórni Pets, agencja PR, nasza label manager Marta, nasza manager, oczywiście artyści i my sami.

Odzew jest bardzo dobry - od DJ-ów przez producentów po radio i prasę. Utwory pojawiły się już w playlistach i dalej pracujemy, żeby dotrzeć z nimi do ciekawych osób. Wiele z utworów z tego wydawnictwa spokojnie mogłaby być singlami. Podczas naszych podróży, każdy pyta, jak w Polsce ma się scena i jak nazywają się polscy artyści, mamy teraz na to odpowiedź. Możemy dać im płytę albo USB z kawałkami i myślimy, że jest to bardzo dobra wizytówka na naprawdę wysokim poziomie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W ubiegłym roku na festiwalu „Wooded" An On Bast zgromadziła tłumy klubowiczów na swoim secie. Czy to znaczy, że nasza publiczność zaczyna doceniać własnych wykonawców i traktuje ich na równi z gwiazdami z zagranicy?
An On Bast powinna dostać medal za swoje zasługi, naprawdę! (śmiech). Chyba jako jedyny artysta z Polski podróżuje z całym systemem modularnym i gra bez użycia laptopa, więc naprawdę, bylibyśmy bardzo zdziwieni, gdyby ludzie tego nie doceniali. Gdy robimy imprezy we Wrocławiu, zawsze staramy się ją zapraszać, nie tylko, żeby grała support, ale też w prime time. Ania zawsze miała dużo fanów w Polsce i za granicą. To potwierdzenie, że Polacy chcą słuchać polskich artystów, ale niestety nikt do klubu nie chodzi o 22:00 i to, że polscy artyści grają „dla piachu" jest tylko i wyłącznie winą promotorów.

W wielu krajach na świecie, jak Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania czy Rumunia, Gruzja czy Rosja rodzimi artyści zawsze grają w dobrym czasie. To wzmacnia scenę, buduje społeczność, motywuje. Zawsze, gdy rozmawiamy o tym z promotorami, mówią, że ludzi interesuje tylko słuchanie gwiazd z zagranicy, ale my się z tym kompletnie nie zgadzamy. Zmiana nastawienia do polskich artystów tylko zaprocentuje większą ilością lokalnych producentów, DJ-ów i poprawą naszej sceny. Do klubu szczególnie z muzyka elektroniczną i undergroundową zawsze chodziło się, żeby posłuchać ambitnej nowej muzyki, której nie można było posłuchać nigdzie indziej, zainspirować się. Chodzenie „na gwiazdę" tylko dlatego, że jest akurat modna, bardziej kojarzy się z muzyką pop.

Dlatego tak ważne jest tworzenie swojej marki imprezy jako promotor. Ludzie przychodzą wtedy na wydarzenie i są pewni, że usłyszą dobrą muzykę i nie musisz obawiać się, że jak nie zabukujesz top 10 RA, to impreza nie wypali.

Polskie wytwórnie muzyki elektronicznej

Przez kilka lat, po wyjeździe ze Szczecina mieszkaliście i tworzyliście razem w Berlinie. Co było głównym motywem tej pierwszej przeprowadzki i jak pracujecie obecnie na odległość, gdy Grzegorz ponownie mieszka w Polsce?

To była zupełnie naturalna decyzja, nigdy się nie zastanawialiśmy za bardzo „dlaczego?". Dla nas wyprowadzka ze Szczecina do Berlina to trochę jak przeniesienie się do innej dzielnicy. Wyjazd do Berlina to była pierwsza zagraniczna wycieczka dla większości dzieciaków w podstawówce.

To był naturalny ruch ze względu na bliskość (Szczecin - Berlin 120km), poziom sceny klubowej i liczbę sklepów muzycznych. Bardzo często przed przeprowadzką byliśmy w Berlinie, kupując płyty, jadąc do klubów. Nawet podróżowanie z berlińskiego lotniska było dla nas łatwiejsze.

Przeprowadziliśmy się jeszcze przed hypem na Berlin, kiedy nie było aż tak wielu turystów, niełatwo też było spotkać ludzi z Polski. Mamy studio w Berlinie, obecnie mamy bardzo dobry flow, rozumiemy się świetnie i wiadomo, że praca na odległość wymaga kompromisów i bardzo dużo planów i strategii, ale jak na razie świetnie sobie z tym radzimy i kluczem jest komunikacja. Staramy się bardzo dużo rozmawiać i w obecnej sytuacji bardzo pomaga nasz team: Marysia i Marta, z którymi współpracujemy. Dziewczyny trzymają w ryzach nasze bookingi oraz label. Dzięki temu my możemy skupić się na pomysłach, muzyce i inspiracjach.

Jakie miasto inspiruje was w tej chwili najmocniej i jest przyszłością kultury klubowej?
Bardzo dużo ludzi narzeka na Berlin, ale dla nas to dalej bardzo inspirujące miasto i z dużą ciekawością przyglądamy się temu, jak się zmienia. Na pewno jest to nadal stolica muzyki elektronicznej i pod względem klubów i imprez nie ma sobie równych. Berlin nadal w porównaniu do innych stolic jest miastem relatywnie tanim i dostępnym dla wszystkich. Niestety miasto pada ofiarą swojej popularności i staje się coraz droższe. Powstają nowe inwestycje, wielkie sklepy i apartamentowce w miejscach, gdzie kiedyś były kluby. Czynsze idą w góry i scena trochę cierpi. Mamy nadzieję, że Berlin nie podzieli losów Londynu, gdzie scena ucierpiała chyba najmocniej.

Ciekawe jest to, czy Berlin będzie w stanie udźwignąć swój hype. Wielu ludzi mówi, że „Berlin się kończy" i jakie teraz będzie kolejne miejsce. Myślimy, że Berlin nie „skończy się" nigdy. Scena bardzo się zmienia, jednak nadal jest tam dużo dobrych, prawdziwych imprez, które inspirują i dają wiarę w prawdziwą scenę klubową. Ludzie, którzy są tam tylko dlatego, że jest to obecnie modne techno-miasto odejdą i znajdą sobie inną modną stolicę, a ludzie, którzy tworzą i kochają muzykę, na pewno zostaną.

Dużo ludzi mówi o Portugalii, Gruzji, a także z ciekawości patrzą na Polskę, chwalą nasze festiwale i producentów. Mamy więc naprawdę duży potencjał i musimy go wykorzystać.

Kredyty


Tekst: Artur Wojtczak
Zdjęcie: Yonathan Baraki

Tagged:
Catz N Dogz
muzyka wywiady
smolna