Reklama

biżuteria sacai i sophie bille brahe

Co powstało z połączenia duńskiego minimalizmu i japońskiej awangardy?

tekst Anders Christian Madsen
|
17 Luty 2016, 4:57pm

Dla projektantów z londyńskiego Dover Street Market [kultowego londyńskiego butiku założonego przez Rei Kawakubo - przyp. red.], sklep to nie tylko miejsce, w którym można sprzedawać swoje towary, ale też przestrzeń wyjątkowych spotkań. Sophie Bille Brahe zrozumiała to, gdy na dziesięcioleciu butiku, Chitose Abe z Sacai powiedziała, że jest fanką jej biżuterii. Spotkanie japońskiej projektantki i duńskiej jubilerki wkrótce zaowocowało współpracą. W październiku zeszłego roku jej rezultat zaprezentowały na paryskim pokazie kolekcji Sacai na wiosnę/lato 16.

To kolejny krok Bille Brahe ku światowej sławie. Jej prosta i elegancka biżuteria jest teraz tak pożądana, że aby na Dover Street Market kupić coś z kolekcji z Sacai, trzeba zapisać się na listę oczekujących. Bille jest prapraprawnuczką renesansowego astronoma, Tycho Brahe, którego obserwacje umożliwiły Johannesowi Keplerowi odkryć tzw. prawa Keplera, czyli prawidłowości w ruchu planet. Młoda projektantka chętnie czerpie inspiracje z barwnej historii swojej rodziny.

Jak wyglądała współpraca z Sacai?
Chitose chciała, żeby kolekcja nawiązywała do dwóch rzeczy, które miała na sobie, gdy się poznałyśmy i żeby był w niej zawarty pewien element ruchu. Pokazała mi sukienkę z rękawem oddzielonym od reszty i szybko zdecydowałyśmy, jaką biżuterię stworzymy. Czasem po prostu się czuje, kiedy produkt jest gotowy. Myślę, że ta kolekcja jest bardzo spójna - to projekty w moim stylu, ale wyraźnie widać w nich też wpływ Sacai.

Jak projektujesz biżuterię na wybieg?
Bałam się, że nie będzie jej widać. Ale później stwierdziłam, że ludzie chcą zobaczyć coś naturalnego, więc cieszę się, że nie wyszło zbyt teatralnie. Lubię, gdy moja biżuteria jest prosta. Moim zdaniem nie została przytłoczona przez ubrania. W Sacai liczą się szczegóły.

Porozmawiajmy o twojej rodzinie...
Co chcesz wiedzieć? Pochodzę z arystokratycznej rodziny. Swój tytuł baronowej ukrywałam do 26 roku życia, ponieważ bałam się, że nikt nie będzie mnie lubić. Niestety, mój ojciec i dziad podjęli kilka złych decyzji, więc nie mamy już żadnych zamków. Zostało nam nazwisko i wiele pięknych, rosyjskich żyrandoli. Dom moich rodziców jest pełen wspaniałych rzeźb, w tym Thorvaldsena. Mają wiele przedmiotów, które opowiadają historię naszej rodziny. Ale poza tym - to tylko nazwisko.

Czy historia twojej rodzin wpłynęła y na ciebie?
Dorastałam, słuchając wielu opowieści. Moi rodzice nie są... no cóż, na stole zawsze leży jakiś okruszek, a jeśli stłuczesz starą chińską wazę, to nikt nie będzie na ciebie krzyczeć. To dom pełen życia, jak u Pippi Pończoszanki.

Pewnie macie w domu jakieś niesamowite pamiątki.
Stoi tam chińska szafa, która jest w rodzinie od pokoleń. Z jakiegoś powodu to właśnie tam wszyscy chowali piękne rzeczy, z którymi nie wiedzieli co zrobić. Znajdują się tam np. podróżne szachy z kości słoniowej, malutki szkolny zestaw dla lalek, różowa szkatułka z muszelkami, biżuteria, wachlarze i rzeźbione fajki. Kiedyś znalazłam tam pierścionek z brylantem, którego rodzice w życiu nie widzieli. To prawdziwa skrzynia skarbów. Zawsze, jak tam zaglądam, znajduję coś nowego.

Co wiesz o swoim sławnym przodku, astronomie Tycho Brahe?
Był barwną postacią. Miał srebrny nos. Podobno zmarł, ponieważ podczas kolacji z członkami rodziny królewskiej nie chciał wstać od stołu, bo to niegrzeczne i w końcu pękł mu pęcherz. Mój tata ma po nim zegarek - jest wielki, ciężki i ozdabia go motyw sowy. To zabrzmi banalnie, ale zawsze interesowały mnie gwiazdy i konstelacje.

Jaka filozofia stoi za twoją biżuterią?
Na początku czułam się przytłoczona biżuterią, którą produkowano, była przekombinowana. Chciałam czegoś prostego, tak jak w innych sferach życia: lubię proste zasłony, marmurowe podłogi.

Jak podchodzisz do projektowania?
Może do zabrzmi głupio, ale dla mnie w biżuterii zawsze chodziło o pewien sposób ułożenia elementów. Jak odwiedzam rodziców, zawsze przestawiam im meble, bo trochę mnie denerwuje np. gdy kolory są źle dobrane. Na początku to samo robiłam, projektując biżuterię, a wraz z rozwojem marki zrozumiałam, że każda z moich kolekcji opowiada bardzo osobistą historię. Kolekcja z perłami powstała, ponieważ mama dała mi naszyjnik z perłami z okazji narodzin synka. Uznałam, że to równie magiczne, jak sam poród: nagle na świecie pojawia się dziecko, zupełnie jak perła wyjęta z ostrygi.

Jak zostałaś jubilerką?
Nie miałam wyboru - tylko to potrafiłam robić. Chodziłam do prywatnej szkoły Bernadotte, w której od małego wspierano mój wybór. Podobało mi się, że będę mogła tworzyć rękodzieło i się z niego utrzymać. Później zmieniłam zdanie - stwierdziłam, że to głupie i że nigdy nie dostanę się do szkoły średniej i nie zdobędę wykształcenia. Na szczęście mi się udało, ale już wtedy szukałam miejsc do odbycia praktyk. Skoro ani pisanie, ani czytanie, nie szło mi dobrze, to musiałam nauczyć się pracować rękami, aby się z tego utrzymać.

Czy masz jakąś radę dla młodych ludzi w podobnej sytuacji?
Musicie mieć świadomość, że we wszystkim talent stanowi zaledwie pięć procent. Reszta to ciężka praca. Nic nie przychodzi łatwo.

Jacy ludzie kupują twoją biżuterię?
Wydaje mi się, że wykształceni. Kobiety, które interesują się modą i chcą czegoś wyjątkowego, z limitowanych kolekcji. Mężczyznom podoba się, bo nie jest pokryta mnóstwem drobnych elementów, ale to nie jest typowa biżuteria, którą kupiliby żonom. Mężczyźni chyba uważają, że kobiety wolą bardziej dziewczęce dodatki.

Jak teraz wygląda sytuacja na rynku?
Po kryzysie finansowym ludzie wolą inwestować pieniądze w rzeczy, które przetrwają próbę czasu. Wcześniej wszystko zmieniało się co sezon, w myśl zasady „im tańsze, tym lepsze", co też ma swoje zalety, ale ja uważam, że biżuteria powinna być wysokiej jakości. Dover Street Market to jedyne miejsce, które nie bało się inwestować w rzemiosło. Pokochałam tworzenie biżuterii, bo to połączenie mody i sztuki.

Przeczytaj też:
Biżuteria z włosów opowiada o życiu i śmierci
Louis Vuitton dla Unicef
5 japońskich projektantów mody męskiej, których musicie poznać w tym sezonie

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Zdjęcia: Letty Schmiterlow
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska