10 początkujących fotografów, których musisz poznać jeszcze w tym roku

Na nowojorskim Brooklynie tworzy się zupełnie nowe spojrzenie na świat.

tekst Emily Manning; tłumaczenie Kacper Kolęda
|
21 Lipiec 2017, 3:15pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D. 

Red Hook Labs poświęciło tytanom portretów modowych (Jamie HawkesworthWilly Vanderperre) i lokalnym licealistom całą swoją przepastną galerię na południowym Brooklynie . W czwartek instytucja startuje ze swoją najambitniejszą - jak dotąd - wystawą grupową, Labs New Artists. Prezentowana kolekcja składa się z prac 25 fotografów z Nowego Jorku, wybranych spośród 450 artystów, którzy wysłali swoje prace odpowiadając na ogłoszenie Red Hook Labs.

Znaleźć tam można fotografię dokumentalną (haptyczne serie kazachskich poławiaczy w przeręblach Alekseya Kondratyeva), modową, oraz kolaże (prace Lucie Khahouitan inspirowane opowieściami ludowymi) i abstrakcyjne portrety, wszystko to w całym spektrum typów estetycznych i sposobów ujęcia tematu. Niektóre nazwiska - jak na przykład Isabel Magowan albo współpracowniczka Grace Wales Bonner, Joyce Ng - mogą brzmieć znajomo dla czytelników i-D. Z kolei inni, zadebiutują dopiero na tej wystawie. Prezentujemy wam listę 10 artystów wartych bliższego poznania.

Can Dagarslani: W swojej książce „Architektura szczęścia", Alain de Botton bada wpływ emocjonalny, jaki wywierać może architektura na swoich użytkownikach. Zdjęcia działającego w Stambule artysty i architekta Cana Dagarslaniego przywodzą na myśl debottonowską miłość do humanistycznego budownictwa. Jego wykonana w siedzibie Bauhausie w Dessau seria „Serenity Spaces" to pełne swobody eksperymenty z symetrią, kolorem i przestrzenią. Zdjęcia przedstawiają starszą parę, Adolfo i Gertudę, wchodzących w interakcje w ich własnym środowisku.

Joyce Ng:   Dla Joyce NG, fotografia to tylko jeden z etapów przygotowywania zdjęć. Oprócz zrobienia edytoriali dla „Man About Town", „Mushpit" i „Buffalo Zine", Joyce współpracowała artystycznie z Grace Wales Bonner między innymi przy legendarnym pokazie projektantki w V&A albo „Everything's for Real", zinie wydanym przez Ditto Press. Joyce rozwinęła swoje interdyscyplinarne podejście do tworzenia, podczas studiowania komunikacji w modzie na Central Saint Martin's, ale tak naprawdę jej wrażliwość narodziła się na długo przed przeprowadzką do Londynu. „Dorastałam w centrach handlowych w Hong Kongu; natura mnie przerażała", wyznaje Joyce i-D. „Każdy dzień był wypełniony kupowaniem, przecenami i wyprzedażami, więc dawno opuściło mnie idealistyczne podejście do mody". Jedno ze zdjęć, które Joyce przedstawia na Labs New Artists - pierwotnie opublikowane w 1Granary, czasopismie CSM-u - przedstawia sześciowosobową rodzinę o lankijsko-latynoamerykańskim rodowodzie. Jak większość swoich modeli, Joyce spotkała ich na ulicy. Zrobiła im zdjęcia w domu, ale pracowała z projektantem wnętrz, by dołączyć rekwizyty, gdy tylko atmosfera na planie się rozluźni. „Chcę, by moje fotografie pokazywały realność i fakty, ale z odrobiną glutaminianu sodu dla podkręcenia smaku"

Harris Mizrahi:  Wkrótce po ukończeniu liceum, wychowany na Brooklynie Harris Mizrahi dostał obsesji na punkcie klasycznej muzyki country. Piosenki opowiadające historie amerykańskiego Zachodu zupełnie wypełniły jego umysł do czasu, gdy fotograf, któremu asystował, zaprosił go do wspólnego projektu. „Byłem tam jako współpracownik, drugi fotograf, a nie jako pomocnik", mówi Mizrahi. „Dopiero gdy zacząłem sam podróżować, zorientowałem się jak wspaniałomyślne było to z jego strony, dopuścić mnie do takiego procesu". Para przejechała cały zachodni Texas, dzień i noc robiąc zdjęcia; podróż ta wywarła wpływ na Mizrahiego, którego seria „Inside Out" mówi o jego własnych zejściach z obranego szlaku. „Walcząc z ciężką depresją i zwodniczą manią moich zaburzeń dwubiegunowych, byłem w stanie pojechać tak daleko od domu, jak tylko się da bez ani jednej myśli o powrocie", mówi nam Mizrahi. Znajdował modeli w motelach, zapuszczonych barach, na stacjach benzynowych lub - po prostu - pukając do ich drzwi. Ludzie przedstawieni na jego zdjęciach wyglądają jak połączenie bohaterów Harmony'ego Korine'a i Marka Steinmetza. „Podróże służyły mi jako forma terapii; mój stan nadwrażliwości i pragnienie bycia zaakceptowanym pozwoliły mi robić zdjęcia i patrzeć na ludzi, których spotykałem, ze szczerością, zrozumieniem i intymnością nietypową dla kontaktów z nieznajomymi", mówi.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Cécile Baudier: Kiedy zajęta była pracą nad projektem modowym w meksykańskiej Oaxace, Cecile Baudier zaczął boleć ząb. Dzięki poczcie pantoflowej fotografów, dowiedziała się o dentyście, który przyjmuje zdjęcia jako formę zapłaty. W jego biurze, Baudier odkryła obrazy afro-meksykańskich rybaków - ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkała. Niedługo potem pojechała do odległej wioski Chacahua i zaczęła pracę nad nową serią zdjęć o nazwie „Diaspora". Portrety Baudier - wykonane starszym modelem aparatu Mamiya w naturalnym, złocistym świetle - dokumentują wspólnotę ludzi nieprzyzwyczajonych do bycia postrzeganych jako pięknych. „Dopiero w 2015 rząd meksykański uznał istnienie 1,38 milionowej mniejszości afrykańskiego pochodzenia", mówi Baudier i-D, „co było ogromnym zwycięstwem dla całej społeczności afro-meksykańskiej, która do tamtej pory przemykała niezauważona, na marginesach meksykańskiego społeczeństwa". 

Jon Henry: Urodzony w Queens, Jon Henry robił kiedyś zdjęcia sportowcom, które były inspirowane klasycznym malarstwem i rzeźbą - boisko do koszykówki było dla niego jak płótno Caravaggia. Seria, którą prezentuje w Red Hook Labs, jest również zanurzona w tradycji historii sztuki, jednak tematami nie są już atleci. „Stranger Fruit bada relację matka-syn w różnych społecznościach wobec poruszenia spowodowanego morderstwem bezbronnego Afroamerykanina", wyjaśnia Henry magazynowi i-D. Na każdym ze zdjęć matka trzyma swojego syna jakby był martwy, w pozie analogicznej do Piety - motywu w sztuce chrześcijańskiej. Matki przedstawione na portretach Henriego nie straciły synów, ale „[rozumieją] że jest to codzienność dla wielu rodzin w całym kraju", mówi nam autor, „a żadna matka nie powinna musieć znosić takiego cierpienia".

Lucy Ridgard: ta brytyjska fotografka wykonała na kolorowej kliszy portrety nastolatków w okolicy Bury St Edmunds - jej położonego w Suffolk rodzinnego miasta, zamieszkanego przez 40.000 ludzi i kojarzonego z powstaniem Magna Carta, jednego z pierwszych dokumentów prawa brytyjskiego. Ridgard przyznaje, że zainspirowała się nostalgią za swoją młodością przeżywaną w latach 90., ale jej tęsknota jest raczej dyskretna. Na zdjęciach nie ma dzieciaków na tylnych siedzeniach samochodów lub w sypialniach, nie całują się ani nie kłócą. Na ogół stoją samotnie, w pełni ubrani. Prace „Ridgard" zdają się akcentować raczej indywidualność niż interakcje. Jej modele - jak typowe nastolatki z lokalnego centrum handlowego - eksperymentują z fryzurami i kolorami włosów, plastrami oczyszczającymi cerę i przypinkami na jeansowych kurtkach. Zdjęcia Lucy Ridgard są bardzo lokalne, ale jednocześnie mają uniwersalny wymiar. 

Theo de Gueltzl: Francuski fotograf Theo de Gueltzl zjeździł z aparatem Kambodżę, Indie, Kubę, Meksyk, Rumunię, Belize oraz Nowy Jork. „Pozostaję w kontakcie z miejscami i ludźmi, słuchając swojej intuicji tak, aby potem stworzyć odpowiedź jednocześnie osobistą i uniwersalną", mówi i-D. W Red Hook Labs zaprezentowane zostaną zdjęcia z jego najnowszej serii, stworzonej w Namibii. Fotografie, które przedstawiają między innymi dzieci i powykręcane pnie drzew - pełne są ciepłych, bogatych barw. De Gueltzl bawi się światłem i cieniem w sposób jeszcze bardziej przyciągający wzrok niż w jego poprzednich pracach. „Jestem zafascynowany ludźmi żyjącymi na obrzeżach współczesnego społeczeństwa, którzy proponują nam inne drogi widzenia świata, a jednocześnie z szacunkiem wykorzystują zasoby natury, by wieść spokojne i szczęśliwe życie" mówi de Gueltzl.

Scandebergs: Ten londyński duet fotograficzny tworzą pochodzący z Włoch Stefano Colombini i Almberto Albanese. Para mówi, że starają się podejść do fotografii mody z perspektywy kinowej, włączając w nią elementy krajobrazu, celowo wyizolowane z rzeczywistego geograficznego kontekstu. Efektem są trochę surrealistyczne zdjęcia - „normalne" na swój osobliwy sposób. Widać to przykładowo na jednym z portretów, które pokazane będą w Red Hooks Lab, pierwotnie praca ta ostała opublikowana jako edytorial Prady; widać na nim jednego z żeglarzy z pokazu Miucci, który opuścił mediolański wybieg na rzecz typowych, całkiem niecharakterystycznych przedmieść. 

Isabel Magowan: Mówiąc o przedmieściach, warto wspomnieć o niepokojących wizjach amerykańskiej klasy wyższej przygotowanych przez absolwentkę Yale, Isabel Magowan. Magowan, która kiedyś była baleriną, stara się dokumentować momenty, gdy powiązane ze światem przywileju perfekcja, próżność i materializm nabierają mrocznego charakteru. Fotograf Gregoy Crewdson pochwalił jej „ironiczny sznyt" przywodzący na myśl styl Tiny Barney. Kompozycje Magowan - z typowymi dla nich nasyconymi barwami i często rzęsistym oświetleniem - wzbudzają charakterystyczne poczucie dyskomfortu. 

Justin French: Działający w Nowym Jorku fotograf Justin French, obszernie wykorzystuje jako inspirację Ninę Simone, Irvinga Penna, Lauryn Hill, a także swoje studia ekonomiczne i pasję jego matki do klasycznego kina. Przede wszystkim jednak, prace Frencha - fotografia mody z akcentem położonym na dynamicznych barwach skóry - skupiają się na sprawiedliwości społecznej. „Sprawiedliwość społeczna naprawdę była czymś, co przyświecało mi całe życie, nawet w kwestiach ekonomicznych. Chcę zmieniać świat i ludzkie życie", powiedział i-D w zeszłym roku. „Żyjemy w kulturze, o której mówimy z wielką dumą. Chcę z szacunkiem przedstawić te historie na rzecz zwiększania świadomości".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: własność artystów

Tagged:
Kultura
Isabel Magowan
Red Hook Labs
Wystawa
joyce ng
can dagarslani
cécile baudier
harris mizrahi
jon henry
lucy ridgard
scandebergs
theo de gueltzl