ozdoby na skórze: myszki, znamiona, plamy, przebarwienia...

Dawniej magiczne znaki, dziś wyraz indywidualizmu.

|
07 Kwiecień 2016, 12:05pm

W wielu kulturach istnieją teorie i wierzenia dotyczące znamion na skórze. Niektórzy twierdzą, że przebarwienia powstają w trakcie ciąży, na skutek trybu życia lub diety matki. Znamiona dzieci miały odzwierciedlać silne emocje, pragnienia i strach matek, albo być efektem spożywania zbyt wielu czerwonych pokarmów. Mówi się też, że gdy kobieta dowiadując się o ciąży, złapie się za jakąś część ciała, dziecko będzie miało na niej myszkę. W języku holenderskim słowo oznaczające znamię nawet zawiera człon „matka".

W innych przypadkach znamię uważa się za karę, złowieszczy skutek jakiegoś występku z poprzedniego życia. Naznaczeni ludzie często byli wykluczani, uważani za wiedźmy, demony i grzeszników. Teraz już wiemy, że zmiany skórne powstają z wielu powodów, a żaden z nich nie jest tak romantyczny, jak złamane serce matki. Najczęściej to po prostu zmiany w drobnych naczyniach krwionośnych lub przebarwienia naskórka. Już nie utożsamia się ich z grzechem, choć „naznaczeni" wciąż są wytykani palcami.

Nigdy nie myślałam, że moje znamię naczyniowe na szyi i uchu w kolorze truskawki powstało na skutek jakiejś traumy w poprzednim wcieleniu. Lubię mój permanentny rumieniec. Gdy byłam mała, moja mama sprawiła, że dzięki niemu czułam się wyjątkowa — sugerowała wręcz, że jestem wybrańcem. Może podobał się jej przesąd, według którego dotknięcie kogoś ze znamieniem przynosi szczęście.

Chociaż ludzie nie utożsamiali mojego znamienia z zabobonami, to i tak się gapili. Gdy byłam mała, ciągle mnie o to wypytywano. Nie tylko ja przez to przeszłam. Nusha Gurusinghe w dzieciństwie nienawidziła swoich plamek na ramieniu. Jak wspomina, „myślałam, że to koniec świata, coś okropnego, co będę musiała zakrywać przez całe życie".

Nusha ma na sobie sukienkę z TLV, kostium kąpielowy z Nu i kolczyki Underground Sundae i Pip Stent.

Bridget Griffiths nie przeszkadzało jej włochate znamię na przedramieniu. „Gdy byłam mała, nazywałam je moją futrzastą plamką. Myślę, że futro to milsze określenie, które bardziej pasuje".

Bridget była dumna i lubiła zainteresowanie, związane z jej nietypową ozdobą. Wymyślała niezwykłe historie, które opowiadała dzieciom. „Gdy miałam sześć lat, powiedziałam w szkole, że zamieniłam łatkę skóry z człowiekiem 'z wyspy', w ramach jakiegoś rytuału voodoo", dodaje. A ja mówiłam innym siedmiolatkom, że uratowałam mnóstwo kiciusiów z pożaru i moje znamię to oparzenie. Chciałam je usunąć tylko raz — gdy za bardzo przypominało mi trądzik.

Rose Willis ma duże znamię na szyi. W zależności od tego, kogo spytacie, ma ono kształt serca, jabłka albo Tasmanii. Rose często słyszy, że jest piękne. Jej rodzice też sprawili, że od zawsze była z niego dumna. Niestety, w okresie dorastania przechodziła ciężkie chwile. „Uwielbiałam zimę, bo wtedy do szkolnych mundurków nosiłyśmy szaliki, które zakrywały szyję".

Bridget ma na sobie bluzkę z Hunter The Label, kolczyki i naszyjnik Sundae, naszyjnik MLD i bransoletkę Building Two.

Nawet Bridget przez chwilę miała wątpliwości. „W szkole zaczęłam wstydzić się włosów na ciele, więc postanowiłam ogolić również te na znamieniu. Dopiero w zeszłym roku pozwoliłam im odrosnąć, tak aby wróciło do naturalnego kształtu".

Z wiekiem nasze znamiona przyciągają coraz mniej uwagi. Może dzięki dialogowi o różnorodności, ludzie przyzwyczaili się do osób, które wyglądają nieco inaczej. Albinos Shaun Ross czy cierpiąca na bielactwo Winnie Harlow (znana także jako Chantelle Harlow) są gwiazdami modelingu. Przy nich, moje małe plamki nie robią wrażenia.

Gdy wkraczamy w dorosłość, nasze podejście do znamion nie przestaje ewoluować. Gdy zapytałam Rose, czy uważa, że bez mapy Tanzanii na szyi byłaby innym człowiekiem, zawahała się. „Myślę, że mój charakter to coś więcej. Ale nie jestem pewna, czy bez znamienia zdobyłabym te same doświadczenia. Bez wątpienia dzięki niemu wiele się nauczyłam. To przyspieszyło samoakceptację, pogłębiło związek z własną skórą, ale też podkreśliło jej błahość".

Bridget ma podobne odczucia. „To zachęciło mnie, by zastanowić się, jak zmiany na skórze mogą wpłynąć na głębsze poczucie indywidualizmu. Myślę, że moje znamię było pierwszą rzeczą, która pomogła mi zrozumieć siebie jako indywidualną osobę, na długo przed innymi czynnikami". Charakterystyczne myszki pokazują nam, że jesteśmy inni. Moje czerwonawe plamki zapoczątkowały rozmowę na temat tego, jak widzę siebie. Pozwoliłam innym zobaczyć mnie, taką, jaka jestem.

Gdy miałam 13 lat, rozważałam usunięcie znamienia, ale cieszę się, że moja skóra pozostała nietknięta. Naczynka krwionośne na szyi nie powstały przez grzechy, strach czy pożądanie. To przepustka do tajnego klubu i jestem z niej dumna.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Wendy Syfret
Zdjęcia Ben Thomson
Stylizacja Savannah Anand-Sobti
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska