All clothing Prada.

kendrick lamar z bliska

„Nie wszystko, co piszesz, jest zajebiste”, rozmawiamy z raperem z Compton.

tekst Touré; zdjęcia: Craig McDean; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
16 Październik 2017, 3:08pm

All clothing Prada.

„Nie mam pojęcia…", mówi Kendrick Lamar, zapytany dlaczego Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Mało kto rozumie Amerykę tak, jak Kendrick, więc z pewnością musi wiedzieć coś na temat miliardera z reality show, który przytrafił się jego ojczyźnie. Raper siedzi w małym, szarym pomieszczeniu za kulisami w Barclays Center na Brooklynie w niedzielne popołudnie. Za kilka godzin zagra tam koncert. Ma na sobie srebrne Air Maxy i bordowy dres z logo TDE (z jego wytwórni Top Dawg Entertainment). Jest spokojny i mówi gładko, promieniuje z niego niesamowita siła, bo ostrożnie dobiera słowa, które mają wielką wagę. Kendrick jest wnikliwy, często po prostu genialny w swoich obserwacjach, jednak temat Trumpa komentuje krótko — „Wszyscy jesteśmy skonsternowani". „To kompletnie przeczy naszemu poczuciu moralności". Zmiana jest szczególnie wyczuwalna dla Kendricka, ponieważ Obama jest dla niego nie tylko prezydentem, którego szanował i podziwiał, ale także znajomym i fanem, który zapraszał go do Białego Domu.

„Rozmawiałem z Obamą i najbardziej uderzyło mnie, gdy powiedział: 'Wow, jakim cudem się tu znaleźliśmy?'. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie, było bardzo surrealistyczne. W końcu jesteśmy dwoma czarnoskórymi ludźmi — inteligentnymi jednostkami, ale pochodzimy ze środowisk, w których mówi się, że nasza stopa nigdy nie postanie [w Białym Domu]", powiedział Kendrick i na chwilę przerwał. Wspomniał o swojej babci, która zmarła, gdy raper był nastolatkiem — zastanawiał się, co pomyślałaby, gdyby zobaczyła czarnego prezydenta rozmawiającego z jej wnukiem. „Coś niesamowitego. Podczas spotkania widziałem jego inteligencję oraz pozytywny wpływ, jaki wywiera nie tylko na mnie, ale na całą moją społeczność. Przypomina mi to, jak daleko zaszliśmy i o ile dalej możemy się jeszcze posunąć. Sama jego prezydentura nas inspiruje — możemy osiągnąć, co tylko zechcemy".

Zarówno Barack, jak i Kendrick nie mieli łatwego startu, ale dla wielu stali się idolami dzięki mocy swoich słów. W Gabinecie Owalnym rozmawiali o swoich nieprawdopodobnych historiach: „Jak się tu znaleźliśmy?" A teraz, według Białego Domu, oboje są uznawani za wrogów publicznych. O zaistniałej sytuacji raper mówi: „Kompletne szaleństwo". Dopiero co odwiedzał amerykańskiego prezydenta, a teraz czuje się przez całą instytucję znienawidzony.

„Kluczową różnicą [między Obamą i Trumpem] jest moralność, godność, zasady, zdrowy rozsądek", mówi. Obama był dla niego inspiracją, ale Trumpa ciężko mu w ogóle szanować. „Jak można być zwolennikiem kogoś, kto nie wie nawet, jak do kogoś podejść, czy uprzejmie rozmawiać ze współczuciem i empatią?". Pojawienie się Trumpa zdecydowanie obudziło w Kendricku coś nowego. „Po prostu podsyca to mój ogień. Podsyca we mnie ogień — zachęca, żebym dawał z siebie wszystko".

Wewnętrzny ogień Kendricka musi przypominać piekło, bo jego najnowszy, czwarty album studyjny, „DAMN.", odniósł wielki sukces — zarówno na listach przebojów, jak i według krytyków. Rozszedł się już w nakładzie ponad 2 mln egzemplarzy, a dziennikarze muzyczni prześcigali się w pochwałach. Pitchfork nazwał „DAMN." „rapowym arcydziełem z szeroką perspektywą, pełnym bogatych beatów, zaciekłych rymów i niezrównanych opowieści o przeznaczeniu Kendricka w Ameryce". „Jeśli chodzi o samo brzmienie albumu, chcieliśmy, żeby przypominało powrót do przyszłości, coś, czego jeszcze nigdy nie słyszeliście, ale jednak brzmi znajomo. Jeśli to w ogóle ma jakiś sens", mówi.

Wygląda na to, że świat hip-hopu jednogłośnie zgadza się z tym, że Kendrick Lamar jest teraz najlepszym MC na Ziemi. Mógłby wygrać bitwę z najbardziej undergroundowymi raperami i przebić w sprzedaży większość popularnych hiphopowców. Jest niekwestionowanym królem gatunku.

Kendrick żyje w sposób, który pasuje do króla hip-hopu: w zasadzie mieszka w studiu i nieustannie szuka perfekcyjnego beatu i doskonałego rymu. „Czasami potrafię odciąć się od całego świata, żeby napisać — moim zdaniem — idealną zwrotkę", mówi. „Mogę cały dzień siedzieć w studiu, wyłączyć telefon i zniknąć, bo czuję, że to moje powołanie. Nie pozwalam nikomu w tym przeszkodzić". W przeciwieństwie do wielu raperów, Kendrick pozostaje czysty podczas procesu twórczego. „Chcę tworzyć muzykę w jak najbardziej trzeźwym stanie umysłu, chcę wiedzieć, że to moja zasługa, a nie alkoholu!".

Jeśli hip-hop jest grą, to Kendrick chce ją wygrać. „Hip-hop w mojej głowie odgrywa dwie role. Po pierwsze sportu kontaktowego, ale także czegoś, z czym się można utożsamiać — [tu w grę wchodzi czyste] pisanie tekstów. Dorastałem i słuchałem walk między Nasem i Jayem-Z — dla mnie to ten sport. Wtedy można zaszaleć, mogę mówić, co tylko chcę, jak i kiedy tylko chcę. Druga strona to pokazywanie czegoś, z czym ludzie mogą się utożsamiać. Z natury lubię rywalizację, ale jestem też dość empatyczny, by mówić o tym, co się dzieje dookoła".

Kendrick zapytany, czy napisał już ten rym idealny, odpowiada, że dwunasta piosenka z ostatniej płyty, czyli „Fear", zawiera jego najlepszy tekst w karierze. „Jest kompletnie szczery. Pierwsza zwrotka opowiada o wszystkim, czego się bałem, od kiedy skończyłem siedem lat. W drugiej zwrotce mam 17 lat, a w trzeciej 27". Do tej otwartości doszedł po latach pracy z „rodziną" ze studia, która pomaga królowi zachować pokorę. „Nie wszystko, co piszesz, jest zajebiste", mówi. „Nawet jeśli jesteś świetnym tekściarzem, część z tego, co stworzysz, będzie słaba. Większość ludzi nie ma obok siebie kogoś, kto jest w stanie to głośno powiedzieć". Kendrick ma przyjaciół, którzy potrafią zwrócić mu uwagę, gdy coś nie siedzi i jak sam mówi, to robi ogromną różnicę. „Byłem w studiu i pisałem okropne zwrotki i refreny, a ziomki, przyjaciele i zaufani ludzie komentowali: 'To do bani'. Wyhodowałem grubą skórę i zaczynałem od początku. W końcu wykształciła się we mnie umiejętność rozpoznania, kiedy coś nie gra. Nauczyłem się rzucać sobie nowe wyzwania, wspinać się na kolejne poziomy".

Droga na tron nie składała się jedynie z nauki składania rymów. Kendrick dorastał w kalifornijskim Compton, w niespokojnej okolicy. Gangi, mordercy i zwłoki to codzienność na Rosecrans Avenue — ulicy, przy której jeszcze do niedawna mieszkał. Muzyka była nie tylko środkiem wyrazu, ale także sposobem na ocalenie duszy. Gdy dorastał, miał obsesję na punkcie muzyki, którą tworzyli Snoop, Dre, Pac, Public Enemy, KRS-One, Rakim, Jay-Z i Kanye, a także Michael Jackson, Quincy Jones, Prince, Marvin Gaye, the Isley Brothers, Luther Vandross. Inspirował go również Malcolm X. „Jego poglądy ukierunkowały moje podejście do muzyki", mówi. „Wszystko wyszło od prostej myśli: chciałem stać się lepszym człowiekiem dzięki wprowadzeniu się w ten stan umysłu, tak jak Malcolm".

Bez muzyki, która nadała cel jego życiu, mógłby źle skończyć. „Ludzie, którzy odnieśli sukces, mówili nam, co było dobre, a co złe, ale z naszej perspektywy to było gówno warte. Oni mówili same pozytywne rzeczy, a my wychodziliśmy z domu i widzieliśmy ludzi z roztrzaskanymi głowami, więc wszystko, co wcześniej usłyszeliśmy, traciło znaczenie. Coś takiego powoli niszczy poczucie własnej wartości. Sprawia, że czujesz się gorszy. Im więcej przemocy doświadczysz w dzieciństwie, tym bardziej to się na tobie odbija. Większość dzieciaków, wśród których dorastałem, ta przemoc kompletnie złamała. Mówili: 'Pieprzyć wszystko, zrobię co trzeba, żeby przetrwać'". Jak Kendrickowi udało się uciec? „Zanim pozwoliłem się temu zupełnie zniszczyć, postanowiłem zająć się muzyką".

Tego samego wieczoru w hali Barclays Center, Lamar wysuwa się z platformy w podłodze, a tłum szaleje. Raper ma na sobie żółty dres z czarną lamówką, jak Bruce Lee w „Grze śmierci". Rządzi na scenie — przez większość czasu występuje sam, nie tańczy i jest śmiertelnie poważny. Widownia nie może oderwać od niego oczu. Pomiędzy piosenkami na ekranie wyświetlany jest film „The Legend Of Kung Fu Kenny", inspirowany kinem kung fu z lat 70. W nim Kendrick wygląda jak jeden z bohaterów, ale to nie są zwykłe przebieranki, ale kwintesencja tego, kim naprawdę jest Lamar. Fabuła często skupia się na obsesyjnym pragnieniu zdobycia jakiejś umiejętności, prezentacji kunsztu i pracy nad wewnętrzną walką z samym sobą. Taki właśnie jest Kendrick-artysta: skupia się na szlifowaniu umiejętności, zmusza się, by iść coraz dalej i pokazać, na co go stać.

Zapytany o ulubione słowa, Lamar wymienia dwa: perspektywę i dyscyplinę. „Uwielbiam [to [drugie], bo pokazuje, kim naprawdę jesteś. Na świecie istnieje tyle pokus, a ludzie mają tyle wad, szczególnie w branży rozrywkowej. Cały czas jest się wystawionym na ich wpływ. Wszystko, czego potrzebujesz, masz tuż pod nosem. Ale ile masz dyscypliny, gdy nie jesteś w blasku fleszy, gdy gaśnie światło? To mnie inspiruje. Jak to okiełznać? W ten sposób dowiadujesz się, kim naprawdę jesteś. Samokontrola jest największą siłą".

Kendrick uczy się na ten temat coraz więcej, częściowo dzięki codziennej, porannej medytacji. „Potrzebuję 30 minut dziennie, żeby porozmyślać o tym, co jest tu i teraz", mówi. „W branży wszystko jest takie…" — tu raper urywa i pstryka palcami. „Lata zlatują bardzo szybko, bo pracujesz, a jednocześnie planujesz rzeczy już na kolejny rok lub pół. Muszę po prostu usiąść i pokontemplować nad tym, co się dzieje w ciągu tych 30 minut". Dzięki medytacji zyskuje świeżą perspektywę, która jest jego „słowem numer jeden".

A jednak Kendrick nadal żyje w Ameryce Trumpa, w której rasizm staje się coraz bardziej jawny, rozpowszechniony i brutalny. Niektórzy z ruchu oporu zaadaptowali „Alright" z płyty „To Pimp a Butterfly" jako swój hymn, a raper doskonale wie, jaką moc ma ten utwór. „Chyba spokojnie mogę powiedzieć, że to jedna z moich najlepszych piosenek, bo dała dzieciakom głos i zachętę, żeby wyjść na ulice i coś zmienić. Mówią, maszerują i robią swoje, zarówno wewnątrz swoich społeczności, jak i świecie młodocianych. Chcą coś zmienić". Czy Kendrick czuje odpowiedzialność za całą społeczność i jej ciężar na swoich barkach? „To zdecydowanie duża odpowiedzialność", przyznaje. „Wciąż jestem człowiekiem, osobą, mam rodzinę i własne problemy. Jednak muszę dać coś światu. Uważam, że to mój obowiązek — [uczyć się] na swoich błędach i [szerzyć] wiedzę, którą mam, mądrość, którą znalazłem. Dla mnie to nie tylko praca i rozrywka — to coś, co mogę zaoferować światu".

Kendrick wpływa na globalną popkulturę, ale dzięki jego sukcesom korzysta także miejscowa społeczność. Pomógł dziesiątkom swoich rówieśników znaleźć zajęcia, które nie tylko „przynoszą pieniądze", ale także pozwalają „zarobić na życie". „Tworzysz w swojej społeczności YMCA [Związki Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej — przyp. red.], dajesz pracę chłopakom, którzy nigdzie nie mogą znaleźć zatrudnienia. Dajesz im nowe możliwości i właśnie tym zajmuję się osobiście. Gdy ja daję im energię, oni mogą pomóc kolejnej osobie i kolejnej. Ludzie nie wierzą, że to może się zmienić od tak, ale wszystko zaczyna się zawsze od jednej osoby".

Dr. Dre oraz Venus i Serena Williams również aktywnie działają w Compton. 35-letnia burmistrz miasta, Aja Brown, także dokonuje prawdziwych zmian. „To pokolenie ma możliwości, których za moich czasów nie było", zaznacza. Dodał także, że prawdziwa obecność wśród ludzi daje moc. Nie wystarczy samo przekazanie pieniędzy, napisanie mocnej piosenki czy wrzucenie czegoś na Twittera. „Wiele osób boi się własnego środowiska, gangów, ale tak nie można. Trzeba tu być, bo to manifest pewności i wiary, nie tylko w siebie, ale także w dzielnicę. Ludzie szukają powodu, by cię znienawidzić. Nie dawajcie im tego powodu. Przechodzimy transformację, nie boimy się tego, skąd pochodzimy. Ta idea zostanie przekazana dalej".

Wielu ludzi pragnie zmian, ale jak dochodzi do prawdziwej ewolucji struktur? Czy „Alright" to tylko piosenka, czy stoi za tym coś więcej? Lamar obiecuje, że wszystko będzie dobrze, ale jak do tego doprowadzić? Jak ludzie mają się czuć w porządku w tak szalonym kraju? „Wszystko sprowadza się do społeczności", mówi Lamar. „To takie proste. Widzę dzieciaki, dorastające bez ojców, które nie mają pewności siebie, nie wiedzą, że są lepsze od środowiska, w którym się znajdują. Mówienie, że będzie dobrze, oznacza programowanie w nich pewności siebie. Chcę im pokazać, że pochodzę z tego samego miejsca i razem możemy coś zmienić".

Kendrick Lamar wie, że jest artystą, który ma moc, by zmienić świat i pracuje nad tym. „Gdy już odejdę, będę mógł spoczywać w pokoju ze świadomością, że przyczyniłem się do ewolucji umysłu".


Tekst: TOURÉ
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska
Zdjęcia: Craig McDean
Redaktor działu mody: Alastair McKimm
Stylizacja fryzury i strzyżenie: Francelle Daly z Art and Commerce.
Asystenci fotografa: Nick Brinley i Maru Teppei.
Technik: Nick Ong.
Asystenci stylisty: Sydney Rose Thomas i Madeleine Jones.
Asystent stylistki fryzur: Ryo Yamazaki.
Produkcja: Gracey Connelly i Dyonne Wasserman.
Kendrick ma na sobie ubrania Prady.

Tagged:
Hip-Hop
Kendrick Lamar
Obama
Trump
Damn
wywiad
Toure
craig mcdean