modowe hity wczesnych lat 2000.

Wspominamy bez czego nie mogły się obyć nasze najmodniejsze stylizacje, które kilka lat później przyprawiały nas o dreszcze. Teraz znów wróciły do łask, więc lepiej wyszperajcie z szaf stare skarby!

|
wrz 13 2017, 10:07am

via @pradaandprejudice

Tuby
Ach, topy bez ramiączek. Co z tego, że ciągle trzeba było je podciągać, upychać pod nimi ramiączka od stanika, kupować specjalne biustonosze lub próbować chodzić bez nich, mimo że bluzki prześwitywały? To było wtedy modne i nic więcej nas nie interesowało. O ich niepraktyczności na własnej skórze przekonała się Edyta Górniak podczas rozdania Wiktorów w 2002 roku.

Jeans, jeans, jeans
Jeansowe spodnie biodrówki z rozszerzanymi nogawkami (dzwony 2.0) były obowiązkowym elementem garderoby — najlepiej lekko rozjaśniane na środku nogawki albo przynajmniej na udach. Na tym się jednak nie kończyło — jeans panował wszędzie, a patchworkowe połączenia zachwycały oryginalnością. Z jeansu robiono niego nie tylko spodnie, spódniczki i kurtki, ale też czapki, kapelusze, torby i buty. Do historii przeszedł niezapomniany total look Britney i Justina, ale Beyoncé i Jay Z też nie byli gorsi.

Kryształki
Teledysk „Come on Over" Christiny Aguilery mógłby w zasadzie zostać ilustracją do całego tekstu. Znajdziecie tu wszystko: bojówki z crop topami, biodrówki, tie dye, sznurowane elementy… Skupmy się jednak na jednym, kluczowym elemencie: kryształkach naklejonych na brzuch Christiny. Która z nas nie pragnęła w podobnym stylu zadać szyku na dyskotece? Musiałyśmy się zadowolić skromniejszymi wersjami z gazet i drogerii — które i tak były szałowe.

Skoro już o kryształkach moda, to ozdabiały wszystko, razem z płaskimi dżetami: koszulki, kurtki, spodnie, torebki, czapki… Więcej naprawdę znaczyło lepiej. Zobaczcie bogate zdobienia na jeansowej kurtce Missy Elliott w teledysku do „Get Ur Freak On" — marzenie niejednej nastolatki.

Bardzo krótkie spódniczki i szkolny styl na lolitę
Na początku nowego milenium spódnice sięgały maksymalnie do połowy uda, jednak najlepsze były te ledwo zakrywające pośladki. Bonusowe punkty należały się, jeśli była rozkloszowana i/lub kraciasta, naśladując styl szkolnych mundurków i japońskich lolitek. Mandaryna tańczyła w białej wersji w klasie z teledysku do „Here I Go Again".

BDSM
Skóra i lateks nagle wyszły z sex-shopów wprost na wybiegi, czerwone dywany i do teledysków. Britney Spears wystąpiła w czerwonym, lateksowym kombinezonie w klipie do pierwszego singla ze swojej drugiej płyty, wydanej w 2000 roku — „Oops… I Did It Again". Na nasze szczęście nie była to stylówka, którą można było łatwo odtworzyć za pomocą ubrań dostępnych w sieciówkach.

Bojówki i crop topy
Zgodnie z zasadą „jeśli część stroju jest workowata, reszta musi oblepiać ciao", w latach 2000. królowały bojówki z krótkimi, dopasowanymi koszulkami lub górami od bikini (jak widać na powyższym obrazku, czasem stawiano na to i to). Ich największą fanką była bez wątpienia Gwen Stefani, która lubiła odsłaniać brzuch, np. w teledysku „Hollaback Girl".

Dziergane czapeczki
Okej, to jedyny trend, którego nie rozumieliśmy i chyba nie zaobserwowaliśmy na polskich ulicach (na szczęście). Z jakiegoś powodu bożyszcza nastolatek (patrz: Enrique Iglesias i Justin Timberlake) pokochali dziergane, lekko ażurowe czapeczki, które wyglądały jak ozdoby na komody naszych babć. Ale to nie koniec! W teledysku do „Like I Love You" Justin zadaje szyku także w innych, równie szałowych nakryciach głowy: czapce tirówce (z bandaną pod spodem!) oraz fedorze.

TE PLECIONE ZŁOTE I SREBRNE PASKI
Na ich widok aż przypominają się stałe bywalczynie solariów ze szkoły i dyskotek. Brrr. Oprócz tego wariantu w modzie były także wszelkie grube paski z ćwiekami, dżetami i innymi mocnymi akcentami.

Biodrówki
17 lat temu nikomu się nie śniło, że będziemy nosić wyłącznie spodnie z wysokim stanem i zrozumiemy, że sylwetka jednak wygląda w nich korzystniej. Wtedy interesowało nas tylko odsłanianie jak największej powierzchni brzucha i pleców, żeby pochwalić się kolczykiem w pępku, tribalem na lędźwiach i motylkami przy kościach biodrowych. Mądrzy rodzice nie pozwolili nam na prawdziwe tatuaże (dzięki, mamo), więc stawiałyśmy na te tymczasowe — np. namalowane henną na straganie nad morzem.

Torebusie
Poza gigantycznymi, workowatymi torbami istniała tylko jedna opcja: małe, płaskie torebusie na krótkim pasku, zawieszone tuż pod pachą. Najlepiej pokryte logotypami lub jednym wielkim logiem. Ledwo mieściły telefony z klapką i portfele, ale przynajmniej były lekkie i wygodne. W sam raz na wypad na miasto.

Okulary
Okulary zakrywające pół twarzy były świetnym wynalazkiem. Dodawały nuty tajemniczości, chociaż przeważnie skrywały bardzo przyziemne, przymrużone oczy. Zabalowałaś i miałaś cienie pod oczami, nie chciało ci się malować? A może twoja stylizacja wydawała ci się nudna? Wystarczyło założyć okulary i gotowe! Skromniejszym dopełnieniem stylówki były okulary bez oprawek, najlepiej z kolorowymi, prawie przezroczystymi szkłami.

Koszulki z napisami
Za ich pomocą można było wyrazić wszystko: nastrój, poglądy polityczne, preferencje seksualne, charakter… Do wyboru do koloru. Hasła występowały najczęściej na T-shirtach lub tank topach, a litery były duże i wyraziste, żeby każdy już z daleka mógł się zapoznać z naszym postulatem.

Wiązanki
Trend, który ostatnio wrócił ze zdwojoną siłą i znów podbił nasze garderoby to wiązane wstawki. Każda szanująca się modnisia ma w szafie przynajmniej jeden top ze sznurowanym dekoltem. Wygląda na to, że trend ma się świetnie — na nowojorskim fashion weeku zaobserwowaliśmy jego kolejne wcielenia, m.in. na ubraniach z pokazu Fenty x Puma. Czekamy na powrót jeansowych dzwonów wiązanych po bokach rzemieniami… albo lepiej nie.

Przeczytaj też: