o seksie, cenzurze i sile rozbieranych fotek

Wyobraźcie sobie album z wykasowanych przez Instagram zdjęć.

tekst Tish Weinstock
|
15 Kwiecień 2016, 1:05pm

Arvida Byström i Molly Soda poznały się przez internet. Kilka lajków i wiadomości później zaprzyjaźniły się. Obie są odważnymi feministkami i zdobyły popularność w sieci — Molly dzięki rozbieranym fotkom i wiadomościom tekstowym, a Arvida dzięki swojej pastelowej wizji dziewczyńskości. To duet idealny. Chociaż wcześniej ich prace były wystawiane obok siebie na wystawach grupowych (jak na przykład Girls at Night on the Internet Grace Miceli), ich kolejny projekt będzie pierwszym wspólnym. Dziewczyny chcą zbadać zagadnienie cenzury ciała w sieci i podważyć to, co jest uznawane za „odpowiednie" w cyfrowej erze.

Molly i Arvida zbiorą w fotoksiążce zdjęcia, które zostały usunięte z Instagrama z powodu złamania zasad serwisu. Zachęciły ludzi do wysyłania zgłoszeń. Wśród nich znalazły wszystko: włosy łonowe, sutki, hidżab i różowa breja. Żeby dowiedzieć się, które zdjęcia zostaną w niej umieszczone, musimy poczekać do premiery książki, zaplanowanej na przyszły rok. Z tej okazji rozmawialiśmy z artystkami o seksie, cenzurze i sile rozbieranych fotek.

Jak się poznałyście?
Molly Soda: W internecie! Chyba na Tumblrze. Na żywo spotkałyśmy się po raz pierwszy dopiero po tym, jak postanowiłyśmy, że będziemy współpracować nad książką.

Jak na to wpadłyście?
M: Z tego, co pamiętam, Arvidzie właśnie zdjęto zdjęcie z Instagrama i napisała na ten temat post, w którym wyraziła swoją frustrację. Dałam wtedy komentarz w stylu: „Powinnyśmy zrobić z tego książkę", a ona do mnie napisała. To wydarzyło się szybko i naturalnie.

Dlaczego postanowiłyście zrobić z tego akurat książkę?
Arvida Byström: Podobała mi się idea umieszczenia tego w książce, żeby za 10, 20 czy 50 lat do niej zajrzeć i sprawdzić, czy coś się zmieniło.
M: Książka jest pewnego rodzaju kapsułą czasu. Gdy zdjęcie zostaje usunięte z Instagrama, jest stracone. Wiadomość od serwisu nigdy nie informuje, które zdjęcie skasowano — po prostu dowiadujesz się, że któreś z nich naruszyło zasady. To od razu podnosi wartość danej fotki, chociaż Instagram próbował ją zniszczyć. Umieszczenie tych „straconych" i „zniszczonych" obrazów w książce to fajny sposób na upamiętnienie ich i podkreślenie tego niezamierzonego podniesienia ich statusu.

Jakie zgłoszenia dostałyście?
M: Przeróżne! Niektóre są bardzo dosłowne, inne bardziej abstrakcyjne.

Czy coś was zaskoczyło?
A: Najbardziej zaskakującym zgłoszeniem jest zdjęcie osoby w hidżabie (chuście zakrywającej włosy, uszy i szyję). Koleś, który je zamieścił, dodał podpis, który ludzie mogli źle zrozumieć i pomyśleć, że nawiązywał do terroryzmu. Ale zupełnie nie to miał na myśli.
M: To najbardziej zaskakujące zdjęcie, bo nie przedstawia nagości, sugerowanej nagości, niczego drastycznego, brutalnego, ani niczego w tym stylu. To zwykły portret.
A: Czasem zdjęcia są tak abstrakcyjne, że nie wiadomo nawet czy widać na nich ludzkie ciało, ale podpis nawiązuje do sutka — i przez to post zostaje skasowany.
M: Mamy też dwie fotki z jakąś różową breją na dłoni.
A: To ciekawe. Pokazuje, jak działa społeczeństwo. Mniej dziwi nas usuwanie zdjęć kobiecego ciała niż męskiego.

Jak wpływa na to płeć? Czy dostałyście więcej zgłoszeń od kobiet niż od mężczyzn? Czy zdjęcia kobiet są bardziej związane z nagością, a męskie z przemocą? Jakie wyciągnęłyście wnioski?
M: Powiedziałabym, że jest więcej zgłoszeń od osób, identyfikujących się jako kobiety, bo bardziej prawdopodobne, że będą sobie robić zdjęcia. Do tego korzystają z internetu w inny sposób. Nie widziałam żadnych zdjęć, które mogłyby zostać uznane za „brutalne".
A: Jestem pewna, że brutalne zdjęcia często są usuwane. Nawet czytałam artykuł o ludziach, których zadaniem jest kasowanie zdjęć i filmów pokazujących egzekucje i inne okropne rzeczy z wielkich platform społecznościowych. Nie wydaje mi się, żeby ludzie prowadzący takie brutalne konta obserwowali mnie i Molly lub byli zainteresowani naszą twórczością. Dlatego nie przysłali nam swoich fotek. Nasza książka będzie dotyczyć cielesności, kobiecości i wyzwań związanych z pokazywaniem ciała w przestrzeni publicznej i prywatnej.

Obie macie doświadczenia związane z kasowaniem zdjęć przez serwis. Wasze ciała niejako pogwałciły zasady wielkiej korporacji, zdominowanej przez mężczyzn. Jakie to uczucie?
M: Teraz już nawet się nie denerwuję. Działam w sieci wystarczająco długo, by wiedzieć, co zostanie skasowane i już mnie to nie dziwi. Te aplikacje i strony nie są nam przychylne, ale i tak ich używamy, bo czujemy się z nimi związane, zależne od nich. One pozwalają innym na dostęp do naszych prac i pomysłów. To wartościowe narzędzia w wadliwym systemie.
A: Ja też od dawna działam w sieci. Zaczynałam jako bardzo niepewna siebie nastolatka, nienawidząca swojego ciała itd. Teraz jestem o wiele bardziej wyluzowana. Ale fakt, że jakaś korporacja czasem ma na ten temat inne zdanie, mnie nie dziwi. Oni bazują na założeniach, według których ciała są przydatne tylko, jeśli sprzedają jakiś produkt lub nie wyrządzają szkód firmie. To bardzo ciekawe, co decydują się demonizować i czego ich zdaniem nie powinna oglądać młodzież. Ich argumentem przeważnie jest hasło: „chrońmy nasze dzieci". Można by się spierać, że oglądanie w kółko tylko jednego typu figury (ubranej czy nie) jest bardziej szkodliwe, niż oglądanie różnych nagich (i ubranych) ciał raz na jakiś czas.
M: To ciekawe. Okazuje się, że zawsze znajdzie się jakiś nowy problem dotyczący ciał.

A: Ostatnio zamieściłam zdjęcie i byłam pewna, że zostanie usunięte. Miałam na sobie majtki, na samym środku spodni miały dziurę w kształcie serca, przez którą widać moje włosy łonowe. Ponieważ nie wystawały bokiem ani górą, zdjęcie nie zostało usunięte. W ten sposób chyba najbardziej zbliżyłam się do pokazania cipki, a mimo to, zdjęcie nie wywołało sprzeciwu. Z drugiej strony często kasowane są fotki w majtkach czy kostiumach kąpielowych, z których włosy lekko wystają bokiem.
M: Myślisz, że te same zdjęcia zostałyby usunięte, gdyby nie było na nich włosów łonowych?
A: Nie, jestem tego pewna na 100 %, ale wiele ogolonych dziewczyn dzieli się zdjęciami swojego ciała i nikt ich nie kasuje. Gdzie przebiega granica?
M: Zaczynasz się zastanawiać, które ciała są bardziej akceptowane. Niektóre są bardziej „odpowiednie" niż inne. Ciekawie byłoby sprawdzić, co by się stało, gdyby grupa osób o różnych figurach zrobiła takie samo zdjęcie. Ciekawe czyje zostałoby usunięte.

Jeśli chodzi o ciała kobiet, to jak myślicie — do jakiego stopnia seks wpływa na decyzję o cenzurze ze strony Instagrama?
M: Ciała kobiet ciągle są uwikłane w dyskusję związaną z seksem, bo są widziane jako obiekty. W tym sensie od razu stają się seksualne, nieważne czy kobieta miała takie intencje i ile pokazuje lub zakrywa.

Jakim cudem jedne kobiety mogą zbierać lajki za seksowne zdjęcia w ubraniach, a z drugiej strony zdjęcia bujnego owłosienia są kasowane?
A: To bardzo złożone zagadnienie. Nagość nie jest akceptowana przez społeczeństwo poza przebieralniami i prywatnymi przestrzeniami. Powinniśmy zapytać: czy nagie ciała faktycznie są takie groźne? Czy młodzi ludzie faktycznie nie powinni mieć żadnej styczności z seksem? Myślę, że edukacja seksualna jest o wiele ważniejsza, niż kasowanie zdjęć i próbowanie usunięcie ciał z życia młodych ludzi.

Jak ma się do tego rasa i różnorodność?
A: Prawda jest taka, że zdjęcia przysyłają głównie ludzie obserwujący mnie i Molly, a większość z nich to białe, heteroseksualne, młode kobiety, często dość chude. Wydaje mi się też, że takie osoby czują się bardziej upoważnione do pokazywania ciała i nie sprawia im to problemu. Jeśli macie pulchne, grube, queerowe czy czarnoskóre ciała, mamy nadzieję, że wiecie, że jesteście równie piękni! Czekamy na wasze zdjęcia.

Jakie jest przesłanie waszej książki?
M: To nie jest walka z Instagramem. Nie próbuję „uwolnić sutków" i nie jest to największy problem feminizmu. To po prostu sposób na zebranie pewnych „niewidzianych" i „ocenzurowanych" obrazów, które moim zdaniem są ważne i powinny zostać zobaczone.
A: Uznanie tego za feministyczną książkę jest niesprawiedliwe. To, jak ludzie traktują swoje ciała w mediach społecznościowych i na co dzień, może być sposobem na zrozumienie ich w bardzo nietolerancyjnym społeczeństwie. To dyskusja na temat obecnego stanu rzeczy, w którym ciała są kasowane z Instagrama. Gdy serwis zdejmuje twoje zdjęcie, prosi o ponowne przeczytanie zasad, żeby „Instagram pozostał bezpiecznym miejscem". Może nasze społeczeństwo powinno przemyśleć te standardy i zastanowić się co naprawdę jest niebezpieczne? Ta książka będzie opowiadać o tym, w jakim momencie się znajdujemy. Tak jak już mówiłyśmy, spełni funkcję kapsuły czasu. Mamy nadzieję, że za kilka lat będzie wydawać się śmieszna i przestarzała. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby sutki przestały być piętnowane i uważane za zagrożenie. To samo dotyczy reszty ciała, włosów i płynów ustrojowych. Można powiedzieć, że to książka o ciałach, które nie spełniają standardów korporacji. Jakim cudem ogolone pachwiny są bezpieczniejsze od owłosionych? Są bezpieczniejsze, dzięki pieniądzom i wysiłkowi, jaki ogolona osoba włoży w pozbycie się włosów.

Jeśli chcecie wziąć udział w projekcie Molly i Arvidy, prześlijcie usunięte zdjęcia mailem na instabannedbooked@gmail.com, wraz ze swoim imieniem i pseudonimem na Instagramie. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Tish Weinstock
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Album
Arvida Byström
wywiad
sztuka
książka
Molly Soda
feminizm
nagość
media społecznościowe
fotoksiążka