cichy protest

Artystka Violet Overn pozuje na ziemi i podmienia dźwięk w scenach łóżkowych i horrorach, żeby uświadomić nam, jak często przedstawiamy kobiety w roli ofiar.

tekst Michael Valinsky
|
23 Wrzesień 2016, 2:40pm

Artystka Violet Overn spędziła ostatnie pięć lat, tworząc prace, które nie dają się łatwo zaszufladkować. Obnaża swoje ciało w fotografiach, klipach i instalacjach. Stała półnaga na jednym z najbardziej ruchliwych skrzyżowań Manhattanu. Leżała na trawnikach przez męskimi akademikami. Płakała przed aparatem, żeby pokazać kobietę w roli ofiary. Jest córką legendarnej performerki, Karen Finley (znanej m.in. z wicia się nago w miodzie), więc dorastała w kreatywnym i wywrotowym środowisku. Pracując w swoim mieszkaniu na East Village i studiu w Long Island City, rozwinęła styl swoich prac, odrzucających zbyt powszechne społeczne nierówności, szczególnie dotyczące kobiet. Spotkaliśmy się z Violet, żeby porozmawiać o umacnianiu pozycji kobiet, sztuce performensu i punkowej scenie Nowego Jorku z lat 80.

Jak podchodzisz do kobiet w swoich pracach?
To przychodzi mi z łatwością. Próbowałam robić prace, które nie były związane z kobiecą sylwetką lub moim ciałem, ale nie były zbyt dobre, nie czułam tego. Walka, którą kobiety staczają dzień w dzień, w pracy i kawiarni, to ważny temat i trzeba go poruszać. Moje prace to umożliwiają — szturchają, popychają, prowokują.

Poruszasz te tematy w swoich fotografiach i klipach. W jaki sposób wybierasz medium, z którym chcesz pracować w danej chwili?
Ostatnio pracowałam z fotografią cyfrową, ale moje serce należy do analogowej. Ciemnia to moje ulubione miejsce. Zdjęcia z serii „Milestone" zrobiłam korzystając z samowyzwalacza w iPhonie. Chciałam wykorzystać prawdziwe medium współczesnych autoportretów. Pewnego dnia bardzo chciałabym zrobić odbitki techniką druku soczewkowego, ale nie znalazłam jeszcze projektu właściwego do tego formatu.

Którzy artyści wpłynęli na twoje prace?
Moją największą inspiracją jest punkowa scena Nowego Jorku z lat 80. Dorastałam otoczona silnymi kobietami, które wykorzystywały miasto, jako tło. To one nauczyły mnie, że warto tworzyć. Miałam szczęście — dorastałam w artystycznym, eksperymentalnym i mocno politycznym domu. Widziałam jak moja mama i inne nowojorskie matki pracowały bez wytchnienia, żeby stworzyć prace dotyczące rzeczy, w które wierzyły. To mnie motywuje, by wciąż działać i prowokować mężczyzn.

Prowokujesz ich w serii fotografii „Fraternity House", w której leżysz przed akademikami bractw studenckich, otoczona plastikowymi kubeczkami — pozostałościami po imprezie. Jak ludzie reagują na te zdjęcia?
Na różne sposoby. Kontaktowali się ze mną mężczyźni, którzy nie aprobowali moich prac, wygłaszali niepochlebną opinię również publicznie. Myśleli, że te zdjęcia nas dzielą albo że są niepotrzebne, bo oni nigdy nie spotkali się z problemami ze strony społeczności bractw studenckich. Z kolei kobiety, które doświadczyły napaści na tle seksualnym, dziękowały mi za te prace i dodawały mi otuchy. Te reakcje tylko udowodniły moje racje. Obserwowanie, jak mężczyźni przelewają swoje kompleksy na moje zdjęcia, dodaje mi sił.

W wideo „Body of Text" stoisz w kostiumie kąpielowym przed siedzibą CNN, obklejona artykułami z wiadomości. Co chciałaś w ten sposób osiągnąć?
Chciałam zobaczyć, jak zareagują mężczyźni. Chciałam pokryć ciało artykułami, żeby przechodnie musieli spojrzeć poza prawie nagie ciało, by przeczytać wiadomości. Mężczyźni robili mi zdjęcia, ale żaden z nich nie przeczytał, co było napisane na mojej skórze. Miałam nadzieję, że dzięki temu ludzie pomyślą, w jaki sposób newsy i inne rzeczy są nam prezentowane w trakcie codziennych dojazdów.

Dlaczego miasta są dla ciebie ważne?
Lubię tworzyć prace w przestrzeniach publicznych, bo nie pozostawiam ludziom wyboru — muszą ją zobaczyć. Moje ciało może być formą pokojowego protestu, strajku okupacyjnego, leżące na terenie męskiej instytucji.

Wideo „The Scream — Hurts so Good" sprawia, że widzowie czują się niekomfortowo. Jak daleko jesteś w stanie się posunąć?
Zebrałam sceny kobiet krzyczących w horrorach i w scenach erotycznych, żeby zamienić w nich dźwięk. Krzyki przeważnie pasowały idealnie, co samo w sobie jest przerażające. Widzimy te obrazy tak często, że nie uważam, aby ta praca posuwała się za daleko... Szczególnie że wykorzystałam sceny z bardzo znanych filmów, tylko część z nich jest dozwolona od lat 18. Ważniejsze pytanie brzmi: dlaczego to wprawia w takie zakłopotanie, skoro te obrazy są tak powszechne?

Nad czym teraz pracujesz?
Pracuję nad stykówkami. Zrobiłam około 200 portretów, na których pozuję jako gwiazda. W miarę robienia zdjęć zaczynam się sypać, wpadam w histerię, szał i płaczę. Patrząc z perspektywy fotografa, chcę podjąć problem fetyszyzacji kobiety w roli ofiary. W rzeczywistości kobiety są jednocześnie wpływowe i wywiera się na nie wpływ.

Kredyty


Tekst: Michael Valinsky
Wszystkie prace dzięki uprzejmości: Violet Overn

Tagged:
Performance
sztuka
Kultura
feminizm
Karen Finley
Violet Overn
performens