postapokaliptyczny krajobraz sezonu wiosna/lato 15

Kilka tygodni temu napisałam artykuł, w którym postulowałam, by dać sobie wreszcie spokój z nostalgią. Miała być to próba zachęcenia młodych, prężnych umysłów, aby oderwały się od przeklejania na swoje blogi fotek Selmy Blair i zajęły się nie...

tekst Nathalie Olah
|
18 Wrzesień 2014, 1:25pm

Mitchell Sams

Branża mody, która od dekad egzystowała w alternatywnym wszechświecie nieskończonej ilości pieniędzy i innych zasobów, w sezonie wiosna/lato 2015 spadła z hukiem na Ziemię - i odkryła, że w międzyczasie ta planeta zmieniła się nie do poznania. Z cienia wychodzi nowy szczep, nie mający nic wspólnego ze świetlaną przeszłością, którą przewidywali nasi przodkowie. To bystroocy wojownicy i plemienni nomadowie, a ich jedyna motywacją jest przetrwanie.

Spójrzmy na wyjątkowo chwaloną debiutancką prezentację Danielle Romeril na LFW, zainspirowaną, jak mówi sama projektantka, wizją samowystarczalnego dziewczęcego gangu. Siedzące na replice pomostu wędkarskiego modelki miały na sobie robocze uniformy w maskujących kolorach camo, z wieloma kieszeniami pozwalającymi na noszenie przy sobie narzędzi czy racji żywnościowych. Przez to uosabiały sobą ducha surwiwalizmu, nieodzownego w postapokaliptycznych warunkach. Podobnie jak modelki, które prezentowały na sobie ubrania z którejś z wielu kolekcji, które za podstawę obrały sobie ochronę przed wodą - od Hunter (rzecz oczywista) do Marc by Marc Jacobs. Winylowe torebki, plastikowe płaszcze przeciwdeszczowe oraz gumowe buty zapowiadały wodną przyszłość, w której nasza potrzeba wyglądania dobrze będzie się równała wyłącznie konieczności pozostania suchymi.

Następnie zetknęliśmy się z nieumalowanymi kobietami Mary Katrantzou, które dopiero co wyłoniły się z basenów pływowych i jaskiń świata pogrążonego na powrót w pierwotnej brutalności. Maszerowały z włosami mokrymi od rozbryzgów morskiej wody, pokryte koralowcami, wodorostami i skorupiakami. Ta rozbita na części pierwsze dekonstrukcja podkreślała odejście od drobiazgowego utrzymywania symetrii i dramatycznego krawiectwa poprzednich sezonów. Była pokornym ukłonem w stronę procesów zmieniania się środowiska naturalnego, których kontrolowanie nie jest w naszej mocy.

Później ze zgliszczy upadłych metropolii wymaszerowały hiperseksualne rusałki Nasira Mazhara, przyodziane w strzępy sportowych ubrań pozostawionych przez zniszczoną cywilizację. Przemknęły obok, kierowane niezłomną determinacją, skradając się w zupełnej ciszy. Albo nieustępliwe kobiety przyszłości zrodzone w wyobraźni Ashley Williams, wystrojone w przekraczającą etniczne podziały kolizję pokrytych sloganami t-shirtów z tradycyjnymi chińskimi strojami. Cwaniackie i stoickie - bliższe bohaterkom przedstawionym w ostatniej fali filmów s-f ze Scarlett Johansson niż bionicznym kobietom przeszłości.

U podłoża tych kolekcji leży sztuka przetrwania i dopasowania dostępnych zasobów do swoich potrzeb. Co zdaje się sygnalizować, że lśniący obraz superwydajnej, wielokolorowej przyszłości to coś nieosiągalnego. Zamiast tego powinniśmy się spodziewać modowej przyszłości wypełnionej walką z żywiołami i bazującej na tworzeniu czegoś pięknego z reliktów wyrzucanych na brzeg przez ocean lub zalegających w kawałkach w rynsztokach przy opuszczonych ulicach. Świata w którym nie ma makijażu, są tylko barwy wojenne. Jeśli style proponowane w tych kolekcjach stanowią jakiś wskaźnik, w przyszłości nasza potrzeba utrzymania własnego piękna stanie się nikłą. Zamiast tego skłonimy się ku znakom plemiennym, gdyż kolektywizm będzie warunkiem przetrwania, a współdziałanie kluczową strategią działania.

Oczywiście to wszystko pozostaje wciąż czysto hipotetycznymi wizjami, ale zmiana nastawienia z pewnością ma miejsce i najbardziej zauważalnym tego przykładem jest kolekcja Jeremy'ego Scotta. Maestro podejścia more is more wysłał na wybieg 48 modelek eksponujących szeroki asortyment czepków prysznicowych, kapcie w kształcie pluszowych misi, spodenki rowerowe we wzory z motywem płomieni, warkocze w styluFestiwal Piosenki Benidorm, edycja 1997 i różnorodne przykłady kolekcjonerskich gadżetów ze Shrekiem.

Scott wydaje się mówić: hej, kim ja jestem, żebym mówił ci co masz robić, każda kobieta decyduje za siebie. Zajmując jedno z najbardziej emancypacyjnych i egalitarystycznych stanowisk, udowadnia nam, że wszystko jest dozwolone i zaprasza do nieskrępowanego korzystania z resztek pozostawionych przez ludzką aktywność, które nagromadzają się dookoła nas.

Nie jest to perspektywa prostej, efektywnej przyszłości, jakiej moglibyśmy sobie życzyć. Jednak w pewnym sensie chaotyczna wizja wymalowana nam przez świat mody w tym sezonie jest właśnie z tego powodu piękna.

@NROLAH

Kredyty


Tekst: Nathalie Olah
Zdjęcie: Mitchell Sams
Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebooku, śledź nas na Twitterze i Instagramie.

Tagged:
FASHION WEEK
opinie