Reklama

tim blanks: jak zostać wpływowym dziennikarzem?

Ikona dziennikarstwa modowego ma dla was kilka rad.

tekst Stuart Brumfitt
|
03 Luty 2016, 2:10pm

W branży nie brakuje nudziarzy i płytkich ludzi. Dlatego miło, że pojawił się ktoś taki jak Tim Blanks - mądry, sympatyczny i z ciętym językiem. Ten krytyk modowy ma niezwykłe wyczucie i idzie z duchem czasu - po kolei przechodził z pracy dla programu telewizyjnego, do magazynów, oraz internetowych portali. W style.com pracował jako główny krytyk pokazów („najlepsza robota w moim życiu"), a jego przystępny styl, pełen niespodziewanych odniesień, znalazł wielu naśladowców (choć żaden mu nie dorównuje). Nowozelandczyk pracuje teraz dla strony Business of Fashion, gdzie publikuje dłuższe artykuły.

Blanks jest idealnym kandydatem, na nauczyciela kursu pisania o modzie. Oczywiście Tim nie może nauczyć wszystkiego, co doprowadziło go do obecnej pozycji - był tak inteligentnym nastolatkiem, że w wieku 15 lat dostał się na Uniwersytet Auckland. Jak wspomina, spędzał czas „naćpany i ubrany jak Ziggy Stardust", mieszkał w Los Angeles z Jerry Hall, a w latach 80. pracował nad strojami i kolorami przy produkcji legendarnej kreskówki „Inspektor Gadżet" - a to wszystko, zanim na dobre zajął się modą i pisaniem. „Uważam, że chodzi o umiejętność komunikowania się, przekazywania informacji, oraz dodawanie pewności siebie" podkreśla Tim.

Kiedy i jak zacząłeś swoją karierę w branży mody?
Byłem redaktorem modowego magazynu należącego do „Toronto Life". W latach 80. zmienili charakter z lokalnego na krajowy. Gdy zaczynałem pisać, nie istniała branża mod0,y jaką znamy dziś: nie produkowano kolekcji ready-to-wear i tak dalej. Kanadyjska stacja CBC uruchomiła wtedy 24-godzinny kanał, a my zaproponowaliśmy im pomysł na program „Fashion File".

Co robiłeś wcześniej?
Zajmowałem się dyrekcją artystyczną ubrań i kolorów w kreskówce „Inspektor Gadżet"! Przedtem robiłem różne dziwne rzeczy, często się przeprowadzałem.

Który moment okazał się przełomowy?
„Fashion File" powstało w idealnym miejscu i czasie. To zabawne, bo wszystko wydarzyło się przypadkiem. CBC szukało nowych programów, żeby wypełnić 24 godziny czasu antenowego, a ja dałem im tani wypełniacz. „Fashion Files" miał formę pięciominutowych klipów, które były wyświetlane codziennie po kilka razy, a pod koniec tygodnia zbierano je w półgodzinny program, który kupowały też inne stacje z całego świata. „Fashion Files" szybko stały się najpopularniejszym na świecie programem tej stacji.

Jak to się stało, że pracowałeś w tylu różnych mediach?
Zupełnie przypadkiem. Mógłbym bez końca powtarzać, że znalazłem się w odpowiednim miejscu i czasie. Przeszedłem z prasy do kablówki, a potem do internetu i cyfrowego świata. Aby niejako zainspirować ludzi zainteresowanych kursem, powiem tak: wszystko sprowadza się do umiejętności pisania. Nie udało mi się dlatego, że umiem używać komputera, czy coś w tym stylu, ale dlatego, że pisałem, w najbardziej staroświecki sposób. Dobierałem słowa i opowiadałem historię. Myślę, że świat właśnie tego chce. Ludzie od zarania dziejów pragną słuchać historii - to się nie zmienia. Staroświeckość i nowomodność można bardzo zgrabnie połączyć.

Nie miałeś wtedy dostępu do świata mody.
Program tworzyliśmy w latach 1989-1992, a właśnie wtedy świat oszalał na punkcie supermodelek - dlatego „Fashion Files" kupowały stacje z różnych krajów. To była przystępna forma modowej edukacji dla ludzi z całego świata, a CBC tego nienawidziło. Woleli poważne programy albo rozmnażanie się gryzoni czy jazdę na nartach z Gandhim.

Jak przebiegło przejście z magazynu do produkowania filmików?
Anita Roddick zwerbowała mnie do Body Shopu, więc w 1990 roku wróciłem do Anglii, tuż po tym, jak „Fashion File" ruszyło pełną parą. Odszedłem z magazynu w Toronto, ale wciąż robiłem „Fashion File" i pracowałem dla Body Shopu. Przez pierwsze dziesięć lat, dzieliłem życie między tymi dwoma rzeczami, łącząc poważniejsze sprawy z modowymi nowinkami. Jeśli chodzi o samą pracę w telewizji, to na początku było mi ciężko stanąć z kamerą koło wybiegu, gdy tysiąc osób czekało na pokaz. Wcześniej nie było czegoś takiego, więc wszyscy byli zaciekawieni. Świetnie się bawiłem przy produkcji i nigdy nie wyznaczałem sobie granic „to zrobię, a tego nie". Tak samo, jak z pisaniem - pracowałem nawet dla „Virgin trains". Nie unoszę się dumą. Gdy pytałem studentów dziennikarstwa, co chcą robić, odpowiadali: „pisać dla 'Vanity Fair'". No cóż, raczej mało prawdopodobne. „Ale moja mama zna redaktora". Ach, no to co innego.

Co najbardziej podoba ci się w pracy w branży mody?
Ludzie. Jestem bardzo ciekawski, a ten biznes jest niesamowicie interesujący. Nigdzie indziej nie znajdziecie takiej różnorodności: od 15-letnich modelek prosto z Uzbekistanu po Karla Lagerfelda. Dzięki modzie mogłem zobaczyć niezwykłe rzeczy. Kilka tygodni temu byłem w Rzymie na pokazie Chanel. Udaliśmy się na wycieczkę po miejscach, które nie są dostępne dla turystów. Federico Marchetti wyprawił kolację w bibliotece Leonarda da Vinci, w której znajdują się pamiętniki artysty i inne rzeczy, których nie można podziwiać na co dzień. Zapiski mistrza! Inaczej nie miałbym szansy tego zobaczyć.

A co jest w tej branży najgorsze?
Za mało czasu. Nie chodzi nawet o ilość pokazów, ale o chaos i dezorganizację. Między pokazami można zacząć notatki, ale nie ma dość czasu, żeby je dokończyć. O tej porze roku szybko się ściemnia, więc nawet nie da się pracować w samochodzie. Jest ciemno i dziwnie, nie widzę co zanotowałem. Zauważyłem, że nie ważne jak bardzo bym się starał, wszystko przekładam na sam koniec i zaczynam pracę o 21, a kończę o 3 nad ranem. A rano trzeba zacząć wszystko od początku. Ten problem istniał od zawsze, a ostatnio tylko się pogłębił.

Jaką największą zmianę zauważyłeś w branży mody?
Tempo. Kiedyś miałem dłuższe przerwy, podczas których nie musiałem niczego oglądać i komentować. Teraz coś takiego nie istnieje. Wszystko dzieje się szybko, tu i teraz. Jest wspaniale. Wiemy, że świat się kończy, ale to nas nie zatrzymuje - ruszamy pełną parą prosto w otchłań.

Czy znalazłeś jakieś nowe sposoby na przetrawienie tego wszystkiego?
Gorzała! To stary sposób.

Wymień trzy zasady, zgodnie z którymi żyjesz.
5, 10 i 15 lat temu podałbym zupełnie inne odpowiedzi. Zawsze żyłem w myśl zasady „seks, narkotyki i rock'n'roll - co najpierw?". Ale to się zmieniło. Potrzeba wiele cierpliwości. To zabrzmi jak banał, ale każda chwila jest cenna, a alternatywa życia jest koszmarna. Dlatego moje zasady to: cierpliwość, docenianie chwil i mnóstwo czasu dla siebie.

Czy zawsze dobrze czułeś się sam?
Jestem w tym bardzo dobry. Lubię odwiedzać restauracje - potrafię wybrać się sam do szalenie drogiego miejsca i świetnie się bawić w swoim towarzystwie.

Czyli jeśli zobaczymy cię samego przy stoliku, nie powinniśmy ci współczuć?
Nie. To mój wybór. Kto wie, a może właśnie rozstałem się z ludźmi, z którymi przed chwilą się spotkałem?

Co byś robił, gdybyś nie pisał o modzie?
Coś dla leniuchów! Pewnie robiłbym coś podobnego, związanego z językiem. Nie pracowałbym często ani systematycznie, ale na pewno zajmowałbym się pisaniem.

Dokończ zdanie: moda sprawia...
...że jestem bardzo, bardzo szczęśliwy.

Writing: Mastered to internetowy kurs dla profesjonalnych pisarzy, prowadzony przez Tima Blanksa. Zapisy są już otwarte, a ilość miejsc jest ograniczona. Program rozpocznie się w maju. Swoje zgłoszenie możecie wysłać tutaj.

Przeczytaj też:
„Made in China", czyli cała prawda o naszych zakupach
Krytycy, którzy liczą się w tym miesiącu mody
Tavi Gevinson jest ikoną dla generacji aktywistów

Kredyty


Tekst: Stuart Brumfitt
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
dziennikarstwo
dziennikarz
tim blanks
moda wywiady