mroczne zakątki seksu i dragów

Coraz więcej gejów bierze udział w tzw. imprezach Chemsex, czyli weekendowych orgiach napędzanych twardymi używkami. Zobacz trailer dokumentu o podziemnym świecie i przeczytaj wywiad z reżyserem.

tekst Noor Spanjer
|
25 Listopad 2015, 11:39am

Jeden z najgłośniejszych filmów dokumentalnych tego roku to wyprodukowany przez Vice'a Chemsex, który szczegółowo obrazuje życie dwunastu mężczyzn, aktywnie zaangażowanych w tytułową scenę. Chemsex to zjawisko, które w niesamowitym tempie zyskuje na popularności wśród londyńskiej społeczności gejowskiej. Polega na długotrwałych orgiach, podczas których uczestnicy odurzają się za pomocą metamfetaminy, GHB, mefedronu czy innych substancji, najczęściej przyjmowanych dożylnie. Dzięki takim aplikacjom jak Grindr nietrudno znaleźć kogoś, kto z chęcią potowarzyszy w ww. rozrywkach. Ich niepożądanym następstwem jest niestety rosnący odsetek osób zarażonych wirusem HIV, jako że wiele z nich nie używa zabezpieczeń. W pierwszej scenie filmu widać mężczyznę, który wstrzykuje sobie w żyłę, po czym już bardzo napalony zaczyna szukać na Grindrze kogoś, z kim mógłby się zabawić. Film to ciężki, ale bardzo wciągający materiał, który przez dziurkę od klucza podgląda świat uzależnionych mężczyzn, szukających intymności w miejscach, gdzie bardzo trudno ją znaleźć. Rozmawiamy z Williamem Fairmanem, jednym z dwóch reżyserów o tym, jak tworzy się film o tak trudnej tematyce.

Czy mężczyźni pokazani w Chemsex obejrzeli potem ten dokument?
Tak, obejrzeli prawie wszyscy. Jeden z nich nadal jest na odwyku, próbuje wyjść z nałogu, a film mógłby zadziałać jako bodziec, więc uznaliśmy, że lepiej, aby akurat teraz go nie oglądał. Cholernie się denerwowałem podczas seansu, bo film opowiada o ekstremalnych i najbardziej intymnych częściach ludzkiego życia. Na szczęście wszystkim się podobał.

Czy trudno było znaleźć mężczyzn, którzy otwarcie zgodziliby się wystąpić w dokumencie?
Wiele osób z filmu przyszły do nas same. Współpracowaliśmy z przychodnią zdrowia seksualnego na Dean Street i z pracującym tam terapeutą Davidem, więc mogliśmy zostawić ulotki. Zapytaliśmy, czy są mężczyźni, którzy chcieliby podzielić się z nami swymi doświadczeniami, abyśmy mogli otworzyć dyskusję.

Film nie ukazuje tylko i wyłącznie imprez chemsex - opowiada również osobistą historię tych mężczyzn. Co czułeś, słuchając tych wszystkich rozmów?
Naturalnie byłem pełen empatii, gdy się rozklejali, ale moją rolą jako reżysera było stworzenie im możliwie jak najbezpieczniejszych i otwartych warunków, gdzie mogli swobodnie opowiadać swoje historie. Jednak to zawsze odbywało się na ich warunkach: jeżeli chcieli skończyć - kończyli. Na początku większość z nich bała się, że inni będą ich oceniać za to, co robią, ale potem wielu zdradziło więcej, niż planowali. W tym właśnie tkwi wielka siła tych historii.

Ci mężczyźni naprawdę się otworzyli, a teraz będą mogli zobaczyć to ich znajomi, koledzy z pracy i rodzina. Czy był to dla ciebie problem?
Nigdy nie chcieliśmy tworzyć przesłodzonej wersji tematu. To by nigdy nie wypaliło. Od samego początku chcieliśmy pokazać rzeczywistość taką, jaka jest - od pierwszego kontaktu ze sceną po uzależnienie, a wreszcie - prośby o pomoc. Na samym końcu poprosiliśmy wszystkich, aby jeszcze raz zastanowili się nad swoim udziałem w filmie, daliśmy im też możliwość ewentualnego wycofania się, ale wszyscy nadal okazywali swoje całkowite poparcie. Czuję odpowiedzialność za dobrobyt wszystkich, którzy wystąpili w filmie, jednak nie za całe ich życia.

Dlaczego ty i Max Gogarty postanowiliście nakręcić ten film?
Jest to kontrowersyjny temat, dlatego chcieliśmy otworzyć dyskusję i przełamać tabu. Dokument jest dedykowany ludziom ze społeczności chemsex i wszystkim, którzy wystąpili w filmie.

Zobacz też:

Seks homoseksualny a narkotyki.

Czy polska telewizja jest gotowa na drag queen?

Już po metroseksualizmie, i dzięki bogu.

Kredyty


Tekst: Noor Spanjer
Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
vice
LGBT+
narkotyki
chemsex
londyn
Kultura
dragi