Reklama

seks, lato i słońce na zdjęciach claude’a nori

Klimat śródziemnomorski lat 70. i 80. w obiektywie francuskiego fotografa sprawi, że zechcesz rzucić wszystko i wyjechać nad morze.

tekst i-D Staff
|
19 Sierpień 2015, 3:40pm

Zdjęcia francuskiego fotografa Claude'a Nori ucieleśniają ten leniwy i niepodrabialny klimat lata, przesączony słońcem i nostalgią. Jego spojrzenie skupione jest na młodości i pragnieniach, osadzonych w uroczym otoczeniu (Stromboli we Włoszech lub malutkie, nadmorskie miasteczka we Francji). Zdjęcia powstały głównie w latach 70. i 80. i przedstawiają na przykład grę w pingponga na piasku, łapczywe jedzenie loda czy intymne momenty typowe dla nastoletniego okresu życia. Ciemna opalenizna, gołe ramiona i przepiękna pogoda, oto klimat fotografii Claude'a, który niedawno miał swoją mini retrospektywną wystawę pt. The Adventure of a Photographer[przygody fotografa] w paryskiej galerii Polka. Tytuł wystawy wziął się od opowieści Italo Calvino, w której główny bohater, Antonino, ma obsesję na punkcie aparatu. Claude Nori, który obecnie żyje w nadmorskiej miejscowości Biarritz, opowiada i-D o tym, jak wprowadzić ruch do statycznych ujęć oraz o flirtowaniu fotografią.

Używasz zarówno czarno białej, jak i kolorowej kliszy. Jak dokonujesz wyboru?
Moim ulubionym środkiem wyrazu jest czerń i biel. Dużo częściej wybieram właśnie je, ponieważ mają w sobie poetyckość, przypominają czasy włoskiego neorealizmu z lat 60. i 70., które wręcz uwielbiam. Używałem koloru wtedy, gdy chciałem inaczej wszystko pokazać. W latach 70. robiłem slajdy używając kliszy Kodachrome. Dziś zauważyłem powrót do tego zwyczaju.

Oprócz wystawy w galerii Polka wydałeś też swoje zdjęcia w formie albumu. Czy uważasz, że twoja twórczość ma inny wydźwięk, w zależności od tego, w jaki sposób ją przedstawisz?
Najlepiej udaje mi się wyrazić siebie poprzez książki, to uprzywilejowana przestrzeń. W 1975 roku nie mogłem znaleźć nikogo, kto wydawałby mój album w taki sposób, w jaki ja sobie to wyobraziłam, bo miałem już w głowie jakiś szkielet. Obecnie pracuję własnym rytmem, zdjęcia umieszczam na obu stronach wraz z autobiograficznymi wstawkami lub odniesieniami do innych fotografów. Trochę jak filmowiec, zaspokajam własne pragnienia.

Tytuł twojej wystawy jest oparty na opowieści Calvino The Adventure of a Photographer. Bohater wspomnianej historii, Antonino, ma prawdziwą obsesję. Czy uważasz, że jest to nieodzowna część natury każdego fotografa?
Tak, o tak. Jeśli chodzi o moje pokolenie, w latach 70., to chcieliśmy stworzyć coś na kształt rozłamu, załamania dotychczasowych norm, które głównie przypisywano zawodowym reporterom. Wielu z nas mówiło, że chce wyrażać siebie poprzez fotografię, że chce żyć fotografią. Był to sposób na podróż, na poznawanie nowych ludzi. Fotografia jest sposobem na myślenie i postrzeganie świata.

Skupiasz się na młodości i głównie na kobietach. We wstępie do galerii wspomniane jest coś o flirtowaniu fotografią, co to dokładnie znaczy?
Kilka lat temu napisałem książkę pt. La Géométrie du Flirt [geometria flirtu]. Skupiała się wokół świata fotografii, pod względem estetyki i wyborów. Na przykład zwykłem podchodzić do ludzi i wykonywać taki dziwny taniec, aby się do nich przedrzeć, uwieść ich. To ten krok „ekstra", na który nie odważyliby się fotografowie z wcześniejszych pokoleń, którzy po prostu robią zdjęcie i idą dalej. To właśnie to „flirtowanie fotografią", która jest nieodłączną częścią mojej pracy. 

Więc bardziej chodzi o to, w jaki sposób zwracasz się do ludzi, których pragniesz przedstawić, niż o samo pojęcie flirtowania?
Chodzi o podejście, o estetykę, o kadrowanie momentu. Jeśli coś się zdarzy, to nie sposób tego przekłamać, zupełnie jak w filmie, to są momenty z prawdziwego życia, małe scenariusze. Zdjęcia pochodzą z lat 70. i 80., byłem wtedy młody i było dużo łatwiej. Lubię to uczucie, że gdy na nie patrzysz, to nie widzisz jedynie głównej postaci. Zawsze zauważasz kogoś na dalszym planie albo gdzieś z boku. Na przykład, w przypadku zdjęcia dziewczyny na Vespie, po lewej jest też idący mężczyzna. Na zdjęciu z dziewczyną opierającą się o kabrioleta, z lewej strony widać również rękę trzymającą papierosa, uciętą przez kadr. Można powiedzieć, że za pomocą statycznych ujęć, tworzyłem poniekąd filmy. 

Na zdjęciach niekoniecznie znajdują się ludzie, których znałeś? Oni bardziej istnieją w wyobraźni, we flircie, aniżeli w samej rzeczywistości przed tobą?
W większości przypadków, tak. Przechadzałem się wzdłuż plaż, bo to miejsce, które zwykłem faworyzować, bo ludzie spędzają tam wakacje, odpoczywają. Lubię to otoczenia. Ogólnie, nie znałem tych kobiet, po prostu ujrzałem je i czymś mnie zaintrygowały. Nie tylko dlatego, że były atrakcyjne, ale dlatego, że piękny był sam moment, to zawsze konfiguracja wielu elementów. Ponieważ one nie tylko coś ucieleśniały, ale też światło było piękne, otoczenie interesujące... Oczywiście przewijają się również portrety kobiet, z którymi romansowałem i które fotografowałem z miłości.

Kredyty


Tekst: Sarah Moroz
Tłumaczenie: Zuza Bień
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Claude'a Nori i Polka Galérie, Paryż