connan mockasin i dev hynes zdobywają marfa myths

Złoty chłopak psych-popu zdaje nam relację z tygodnia nagrywania muzyki na teksańskiej pustyni. Dzieli się także z nami ekskluzywnymi zdjęciami z tej wycieczki.

tekst i-D Staff
|
25 Marzec 2015, 9:49am

Photography Hiromi Oshima

Connana Mockasina nic nie ogranicza. Swój najświeższy album, Caramel, nagrał w pokoju hotelowym w Tokio. Wybrał to pomieszczenie tylko dlatego, że znajdowało się w równej odległości zarówno od jego domu w Nowej Zelandii, jak i tego w Londynie. Jedynym jego celem było zaś nagranie płyty, która brzmiałaby jak karmel.

Niektórzy szukają odpowiedzi za pomocą rozsądku. Connan zwraca się w tym przypadku ku swoim uczuciom. Ostatnio spędził tydzień w roli rezydenta Marfa Myths - festiwalu muzycznego organizowanego przez wytwórnię Mexican Summer i organizację Balroom Marfa. Przez cały czas trwania festiwalu nagrywał muzykę wraz z Devem Hynesem. A potem znalazł się w Los Angeles. Żeby zapolować tam na inspiracje. Patrząc na Hollywood Hills, rozmawialiśmy z nim o branży muzycznej. A także życiu bez telefonu i bez wiedzy, czym zajmie się w najbliższej przyszłości.

Co robisz w LA?
O, to jest bardzo dobre pytanie. Tak naprawdę sam nie wiem. Przyjechałem dopiero wczoraj. Zamierzam więc improwizować. Robię sobie rok wolnego od grania koncertów. W tej chwili trochę znudziło mi się tworzenie muzyki. Także zajmę się tym, co akurat wyda mi się ekscytujące.

Czy nagrywałeś coś przed swoim wyjazdem na Marfa?
Nie, od zakończenia trasy promującej Caramel w lutym trzymałem się z daleka od muzyki. Mam w planach zrobienie wystawy sztuki w przyszłym roku. Wracam też do Londynu. Będę tam pracował nad serialem telewizyjnym z paroma przyjaciółmi. Nagrywam do niego muzykę - może się z tego urodzić kolejna płyta. 

Czy zamierzasz wydać w przyszłości następny album?
Na pewno nie w najbliższej przyszłości. Wydaje mi się, że tak jest z każdą branżą. No, ale to muzykę znam najlepiej. Lubię muzykę, ale nie lubię tego wszystkiego, co dzieje się wokół niej. Czasem po prostu nie jestem w stanie nie poczuć się wykorzystywany. Nadal jednak kocham to robić.

Nad czym pracowałeś podczas rezydencji na Marfa Myths?
Spotkałem się z Devem Hynesem, żeby nagrać razem parę piosenek. Zostaliśmy tam na jakiś tydzień. Nagrywaliśmy te piosenki całkiem szybko. Mexican Summer wyda je w sierpniu na 12".

Czy przed wyjazdem na Marfa omawialiście to, co chcecie wspólnie osiągnąć?
Nie, zupełnie tego nie planowaliśmy. Zwyczajnie zjawiliśmy się na miejscu. Nie widziałem go od zeszłego roku. Z Devem poznałem się lata temu, w Londynie. Jeszcze przed jego przeprowadzką do Nowego Jorku. Od tamtej pory wpadamy na siebie od czasu do czasu. To fajna sprawa, zrobić coś razem na luzie. Pracowało się z nim cudownie.

Czytałem, że nie słuchasz za wiele muzyki - czy to prawda?
Nie mam telefonu, biblioteki muzycznej czy iPoda. Podróżuje sporo, więc nie wożę ze sobą płyt. Nie żebym nie chciał, niemniej tego nie robię. Cały czas słyszę w głowie muzykę. Jeśli słucham za dużo innej muzyki, to przestaje ją słyszeć. Na świecie jest też tyle najrózniejszych nagrań - to nieco mnie onieśmiela.

Dlaczego zdecydowałeś się zrezygnować z posiadania telefonu?
Znalazłoby się bardzo wiele powodów. Nie lubię przebywać z osobami, którzy zajmują się swoimi komórkami. Widzę wtedy, jak to wpływa na ludzi. Teraz, gdy mamy takie rzeczy jak Instagram, popadają oni w obsesję na punkcie ciągłego obserwowania ile lajków zbierają. I ile followerów już mają. Lubię mieć swoje własne życie. Nie chcę dzielić się wszystkim z innymi.

Czego ostatnio słuchałeś dla przyjemności?
Ostatnimi czasy podobały mi się nagrania Rexy, Ennio Morricone oraz Concerts in China Jeana Michela Jarre'a. To wszystko niezwykle urocza muzyka.

Powiedziałeś kiedyś, że twoja matka miała istotny wpływ na wydanie twojego pierwszego albumu. Jaka jest najlepsza rada, którą od niej otrzymałeś?
Dziesięć lat temu przeprowadziłem się do Londynu po raz pierwszy. Skończyło się to tak, że po roku wróciłem do domu rodzinnego. I byłem ogromnie przygnębiony tym, jak działa przemysł muzyczny. Zacząłem się zastanawiać nad tym, czym innym mógłbym się zajmować. Moja mama powiedziała mi, żebym się niczym nie martwił. A zamiast tego nagrał płytę. Zacząłem nagrywać ją w domu, kiedy nie było rodziców. I było to naprawdę ekscytujące doświadczenie. Nie miałem nikogo, kto chciałby tego słuchać. Okazało się, że przynosi mi to otuchę. Robiłem to tylko dla siebie. Nie myślałem nawet o tym, że kiedyś mogę to wydać.

Co w takim razie ekscytuje cię teraz?
W tej chwili z niecierpliwością wyczekuję okazji do spędzania czasu z moimi przyjaciółmi. A także pracy nad tą telewizyjną produkcją i malowania. To dosyć zabawne. Kiedy zdecydowałem, że nie będę nic robił, czuję jak stopniowo napływa do mnie inspiracja.

mexicansummer.com
ballroommarfa.org

Kredyty


Tekst: Benjamin Barron
Fotografia: Hiromi Oshima

Tagged:
LA
Los Angeles
off!
Dev hynes
connan mockasin
Marfa
wywiad
Kultura
Awangarda
mockasin
muzyka wywiady
hynes