polityczne przesłanie na rękawie

Zobacz ubrania inspirowane konfliktami zbrojnymi.

tekst Lynette Nylander
|
30 Marzec 2016, 10:20am

Projektantka Nafsika Skourti ma greckie i jordańskie korzenie. Absolwentka Central Saint Martins w niezwykły sposób łączy swoje pochodzenie oraz miłość do haftów i tradycyjnego krawiectwa. Swoją markę prowadzi razem z siostrą, Stephanie. Trzecia kolekcja 28-letniej Nafsiki, „Temporary Security", została pokazana w siedzibie British Fashion Council podczas londyńskiego tygodnia mody oraz na Fashion Forward w Dubaju. Jest inspirowana konfliktem zbrojnym, który rozgrywa się tuż przy granicy jej rodzinnej Jordanii. Teksty, takie jak „samozniszczenie", „czekanie jest zabronione", „granice" i „telewizja" są wyhaftowane na rękawach kurtek i nogawkach dżinsów po angielsku i arabsku — to ukłon w stronę jej korzeni, miłości do popkultury oraz pełnej nieporozumień konwersacji pomiędzy Bliskim Wschodem a państwami zachodnimi. Ubrania z jej kolekcji nosiły już m.in. piosenkarka Aluna Francis z AlunaGeorge, M.I.A., aktorka Saoirse Ronan oraz blogerka Susie Bubble. Nafsika dotarła też do finału Style.com/Arabia — DDFC Fashion Prize, stając się wschodzącą gwiazdą świata mody, więc lepiej zapamiętajcie jej nazwisko.

Co sprawiło, że zainteresowałaś się modą?

Studiowałam w Central Saint Martins. W 2012 roku zrobiłam licencjat z projektowania wzorów tkanin. Początkowo chciałam zająć się rzeźbą. Nie uważałam, że po kierunku modowym znajdę pracę, ale w duchu chyba właśnie o tym marzyłam. Nie wkładałam serca w rzeźby. Nauczyciel zobaczył moje ilustracje i zachęcił mnie, żebym spróbowała projektowania printów.

Co najbardziej lubisz w pracy projektanta?

Uwielbiam to, że w tej pracy rozmawiam ze sobą, rozszyfrowuję swoje myśli, zamiary i przesłanie. Moje zadanie polega na rozwiązywaniu problemów, często trzeba zastanawiać się co i jak, myśleć praktycznie, zadawać sobie pytania: „czy to na pewno dobry produkt?", „jak to przekazać?", „jak sprawić, żeby to się spodobało?". Nasze pokolenie jest bardzo dobre w robieniu czegoś z niczego. Staram się przenieść to do swojej marki. Jeśli chcę zrobić haftowany, kaszmirowy płaszcz, zamiast stuprocentowego kaszmiru wykorzystam domieszkę 70% wełny. Dzięki temu można dodać hafty na wierzchu i obniżyć cenę produktu.

Kiedy założyłaś swoją markę?

We wrześniu 2014 roku.

Czyli niedawno, a mimo to już zdążyłaś zwrócić na swoje projekty uwagę i przyciągnąć wielu kupców.

Miałyśmy dużo szczęścia, idzie nam świetnie. Wierzę, że jeśli robi się coś z sercem, to trafia do ludzi.

Anton Belinskiy wzruszy cię do łez

Kto i co cię inspiruje?

Gdybym nie została projektantką, zajęłabym się grafiką i komunikacją wizualną. Marzę o stworzeniu jakiejś publikacji — uwielbiam połączenie tekstu i obrazów. Zbieram rzadkie wydania magazynów i zinów. Nawet jeśli pojedyncza strona jest pięknie złożona, od razu to zauważam. Jeśli chodzi o projektantów mody, to uwielbiam Rafa Simonsa. Wiem, że to banał, ale obserwuję go od dłuższego czasu i widzę w jego projektach integralność, do której sama dążę. Oglądam też prace wielu fotografów — bardzo lubię proces tworzenia obrazów.

Jako projektantka też tworzysz obrazy, nadzorujesz i kształtujesz czyjś wizerunek. Ciągle myślisz o produkcie końcowym, tak jak fotograf zastanawia się, co będzie czuć odbiorca jego zdjęć. Myślę, że te kwestie są w pewien sposób powiązane.

Dokładnie. Dla mnie najważniejsze jest, jak ktoś będzie się czuł w moich ubraniach. Sama mam nudne rzeczy, które w kółko noszę, bo są wygodne. Nie jestem jakimś facetem, który wyobraża sobie hipotetyczną kobietę i robi dla niej niepraktyczne ciuchy. Ja jestem kobietą. Uwielbiam Isabel Marant, przez jej podejście do ubrań i to jak mówi o swoim biznesie. Jest bardzo pragmatyczna i świadoma sytuacji, w jakich znajdują się kobiety. W jej pracach widać prawdziwą szczerość. Zaprojektowałam sukienkę bez ramiączek, którą w studiu nazwałyśmy „były chłopak" i od razu wszystkie wiedziałyśmy, co przez to rozumiemy. Mam też patchworkową sukienkę, którą ochrzciłyśmy „sukienką na poty", bo czasem latem jest tak gorąco, że nie chcemy, żeby coś dotykało naszego ciała. Klienci to uwielbiają, dzięki temu mogą utożsamiać się z tymi rzeczami.

Wojna w Syrii oczami dzieci

Mieszkasz w Jordanii i tu prowadzisz działalność. Czy to było strategiczne posunięcie? Jak wygląda kreatywna społeczność w twoim kraju?

Szczerze mówiąc, mieszkam i pracuję tutaj, ponieważ nie było mnie stać na Londyn. Nie wytrzymałabym nerwowo, budując markę w tak drogim miejscu. Dlatego założyłam firmę w Jordanii i jest ciekawie. Po pierwsze to piękny kraj, nawet jeśli inne państwa wokół nas przechodzą, lekko mówiąc, burzliwy okres. Dzięki naszemu sojuszowi ze Stanami Zjednoczonymi mamy się dobrze, ale niestety w tym regionie ciągle coś się dzieje. Najpierw Irak, potem ISIS — to szaleństwo. W Londynie łatwo znaleźć krawców robiących świetne wykroje. W Jordanii jest nieco trudniej, ale za to Jordańczycy pracują szybciej — więc coś za coś. Może nie mamy swojego fashion weeka, ale i tak wszyscy podróżują, więc równie dobrze mogę pracować stąd.

Studiowałaś na prestiżowej szkole ręcznego haftu, paryskiej Ecole Lesage. Dlaczego dla ciebie ważne było, by nauczyć się tej tradycyjnej techniki? Niewiele osób specjalizuje się w sztuce haftu.

Zanim założyłam markę, dostałam się na staż w domach mody Marchesa i Alexander Wang. Gdy tylko zobaczyłam niesamowite hafty Marchesa, wiedziałam, że to coś dla mnie. Zainteresowałam się tym i pomyślałam, że muszę pojechać do Indii, a potem na Ecole Lesage, żeby nauczyć się haftu. Szczerze, każdy kto interesuje się tym rzemiosłem i chce dowiedzieć się czegoś więcej na temat sztuki cierpliwości i wytrwałości, powinien iść do Lesage. To jedna z najbardziej zorganizowanych instytucji, robi się tam niezwykłe rzeczy. Już po pół roku umiałam haftować. Cieszę się, że nauczyłam się czegoś nowego.

M.I.A. znów ma problemy

W twoich kolekcjach uderzyły mnie kolory, wyjątkowe nadruki i wyhaftowane słowa, np. „samozniszczenie" i „czekanie jest zabronione". Opowiedz nam coś więcej o zamyśle kolekcji na sezon wiosna/lato 16.

Chciałam połączyć różne energie. Sytuacja wokół nas nie jest spokojna — trwają walki, wybuchają konflikty. W tej kolekcji nie chciałam, żeby odbiorcy musieli czytać między wierszami — mój przekaz miał być jasny. Myślałam o Facebooku i mojej osi czasu, na której wszystko się miesza — polityczne treści, puchate kotki i plotki. Każdy ma swój cel, ale nic nie robimy, nic nie mówimy. Milcząc, przykładamy rękę do bezczynności. Dlatego zrobiłam czarne dżinsy z napisami. Z przodu wyhaftowałam „granice", a z tyłu „telewizja", na jednej nogawce po angielsku, a na drugiej po arabsku. Wydaje mi się, że nasze pokolenie przejmuje się obecnymi wydarzeniami, ale rozrywka zawsze czai się za rogiem — musimy uważać. Zainspirowały mnie też wietnamskie wojskowe kurtki z haftami.

Zawsze, gdy podróżuję, ludzie pytają mnie: „Och, jak jest w Jordanii?". Na Zachodzie panuje przekonanie, że wszystkie muzułmańskie kraje zlewają się ze sobą i są takie same. Z wiekiem coraz częściej rozmawiam z ludźmi na ten temat i zdaję sobie sprawę, że wszyscy mamy na myśli to samo, tylko przesłanie przepada gdzieś w procesie tłumaczenia. Wielu ludzi, w tym kupców, radziło mi, żebym nie robiła arabskich haftów, bo to ryzykowne. Powtarzali, że „klienci nie chcą ubrań z politycznym przekazem", ale nie zgadzałam się na zmianę mojej wizji. Koniec końców, ubrania świetnie się sprzedały. Dla mnie umieszczenie tego tekstu po angielsku i arabsku było ważne, bo to ten sam przekaz. Różni się jedynie językiem.

Przewodnik i-D po aktywizmie w teledyskach

Jak dużą rolę na kolekcje odgrywa twoje pochodzenie?

Szczerze mówiąc, nie czuję się, jakbym pochodziła z Jordanii, Grecji, ani nawet Londynu. Czuję się obywatelką internetu. Wszyscy wiedzą więcej o załamaniu Britney i zabawnych filmikach z YouTube'a, niż o wydarzeniach ze świata. Ta kolekcja jest bardzo polityczna, ale może nie zawsze będę iść w tym kierunku. Wszystko ciągle się zmienia, ale nie da się na siebie czegoś założyć i niczego nie wyrażać. To niemożliwe. Sprzeciwianie się modzie, jest modą samo w sobie. Cykliczne powtarzanie się elementów też jest trendem. Dlatego nosząc ubrania, coś komunikujemy, nieważne czy tego chcemy, czy nie.

Jak widzisz przyszłość twojej marki?

Chcę, żeby zawsze było ciekawie. Skupiam się na biznesie, staramy się zdobyć większą renomę i dotrzeć do ludzi. Pracuję bardzo ciężko i chcę ustalić pułap cenowy, bo mam wrażenie, że bez odpowiednich cen wszystko traci znaczenie. Istnieje zbyt wiele małych, luksusowych marek, dlatego znaczna część z nich nie może rozwinąć się i wkroczyć na następny poziom. Chcę, żeby moje ubrania stymulowały, prowokowały do dyskusji — to moje najgłębsze pragnienie.

nafsikaskourti.com

@nafsikaskourti

Kredyty


Zdjęcia Kirill Kuletski
Stylizacja Pam Nasr 
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Design
wojna
jordania
moda wywiady
nafsika skourti
nieporozumienie