całkiem niezły normcore!

Jakiś rok temu fenomen normcore’u zalał modę i internet falą melanżowej szarości. Prawdziwe życie wymaga prawdziwych ubrań, i chwała mu za to – twierdzi Rory Satran, nowojorska redaktorka i-D.

tekst i-D Staff
|
21 Kwiecień 2015, 11:21am

Co jest ciekawego w ubieraniu się nudno? Wróćmy do jesieni 2013, gdy nowojorska agencja prognozowania trendów K-Hole wydała „Youth Mode: A Report on Freedom". Wyniki ich obserwacji millennialsów, którzy podłączają się pod mainstream, błyskawicznie uformowały nowy modowy nurt i sprowokowały internetowy mem: normcore. Zaszło to tak daleko, że rozchwytywany projektant aplikacji i programista Daniel Spagnoli stworzył „No More #NORMCORE", wtyczkę do Google Chrome, która blokowała wszystko związane z tym hashtagiem. Nagle wszędobylskie dzieciaki z północnego Brooklynu noszące się jak Jerry Seinfeld w drodze do pralni dostały nową łatkę. Wszystko kręciło się wokół podstawowych ubrań i przymrużenia oka: Levisów pięćset-jedynek, bejsbolówek, szarych bluz i New Balance'ów.

Jak szybko termin był ukuty, tak szybko został podważony. Czy tak bardzo pragniemy innowacji, że przeciętność stała się trendy? Co będzie następne: kulinarne blogi o tostach z masłem i festiwale muzyki z wind? Czy nie jest tak, że najfajniejsze dzieciaki i tak pogrywają sobie z robotniczą stylówką: od koszul drwala po sztruksy? Z punktu widzenia mody, szara strefa pomiędzy normalnością, a wystudiowaną prostotą jest, no cóż, szara. Sama Miuccia Prada wbiła na tę scenę, gdy w 1985 r. zrobiła prosty czarny plecak z tego samego nylonu, którego używało włoskie wojsko. Duży udział miały też eleganckie wersje działkowych butów i reinterpretacje sandałów Birkenstock przez m.in. Céline i Giambattistę Vallego. Na bogato, czy nie, ostatni rok przyniósł trend na noszenie się coraz bardziej niemodnie.

Myślę, że zamiast ulegać internetowej kontrowersji powinniśmy cieszyć się powrotem do normalności! Kto chciałby spędzać godziny układając wymyślne zestawy, które mogą, ale nie muszą, zapewnić nam zdjęcie na jakimś żenującym blogu? Wyrażanie siebie ubraniami jest niewygodne, drogie, trudne i pochłaniające czas. Może uwolnienie się od mody jest najlepszym sposobem, żeby skwitować jej niestabilność i to, że ciągle coś kombinuje? To zwyczajność jest sexy.

W pamięci mamy jeszcze wiele inspirujących modowych ikon w banalnych ciuchach. Chociaż Jerry Seinfeld i Steve Jobs zostali już utytułowani patronami kultu zwyczajności, to Johna F. Kennedy'ego Jra. i Carolyn Bessette Kennedy nazwałabym królem i królową szykownego luzu. Ok, Caroline nosiła minimalistyczne cuda Calvina Kleina i Narcisa Rodrigueza  - ale przy okazji też Gapa! Na zdjęciu z metra ma na sobie czarny t-shirt, spodnie khaki i opaskę na głowie. A John krążył po Tribece w bejsbolówce, luźnym swetrze i z plecakiem. Ich styl był wypracowany i wygładzony, ale osiągalny, odpowiedni do życia w wielkim mieście, spacerów, jeżdżenia na rowerze i rolkach (lata dziewięćdziesiąte, hello!).

" Kto chciałby spędzać godziny układając wymyślne zestawy, które mogą, ale nie muszą, zapewnić nam zdjęcie na jakimś żenującym blogu? Wyrażanie siebie ubraniami jest niewygodne, drogie, trudne i pochłaniające czas. To zwyczajność jest sexy"

Jak dobrze wiedzieli Carolyn i John, prawdziwe życie wymaga prawdziwych ubrań. Każdy kto próbował kiedyś kuśtykać po schodach do metra w ołówkowej spódnicy i platformach Céline wie, jak bycie modnym potrafi być okrutne. A to komfort jest elegancki. Dwie osoby z najbardziej wpływowych i nowatorskich twórców: fotografka Inez Van Lamsweerde i stylista Joe McKenna, noszą szare zamszowe New Balance'y. Oboje są otoczeni najbardziej konceptualnymi, luksusowymi projektami na tej planecie, ale mocno stąpają po niej w tenisówkach. Zapytany dlaczego wybiera normalkę, Joe odpowiada wprost: „wygoda". I w tym kryje się prawdziwy urok normcore'owego ruchu. Wzorowanie się na stylu młodych matek pozwala skupić się na codziennych zajęciach, nie na stroju.

W otaczaniu się komfortem i zlewaniu z tłumem jest jakaś niezaprzeczalna przyjemność. Jak K-Hole pisał w swoim raporcie: „W normcorze nikt nie udaje, że jest ponad innymi". Gdy czarne Nike Free Runy stały się codziennym obuwiem właściwie wszystkich: od Kanye'go Westa po twoją mamę, mogłeś pójść w przeciwnym kierunku. Ale zamiast tego, też je kupiłeś. I poza tym, że są wygodne, dobrze zaprojektowane i pasują do twoich ubrań, jest coś fajnego w tym, że wszyscy twoi znajomi też je mają. To jak powrót do podstawówki, czasów zanim pochłonęła cię iluzja, że jesteś wyjątkowy.

Nowe pokolenie projektantów pracuje z większym umiarem niż poprzednie, może w odpowiedzi na ekonomiczny kryzys i przesyt street-style'em. Dayton Drink, 25-letni twórca superprostej linii ubrań Smith & Smith, oparł swoją kolekcję na oszczędnych w formie bluzach i dresach. Jak mówi: „Przez ostatnie 5 lat moda wystrzeliła jak z bazooki, szczególnie męska. Pojawiło się mnóstwo nowych marek, wszystko było bardzo dekoracyjne i pełne ornamentów. A my robimy odwrót od Givenchy'ego całego świata".

Rinks mówi też o swoich ubraniach w odniesieniu do filozofii wschodu. Z ukłonem w stronę buddyzmu i filozofii zen, umiar w garderobie może pomóc - jego słowami - „uwolnić umysł od myśli o ubraniach". Jestem pewna, że zgodziłby się z nim Steve Jobs. Jego fascynacja uniformami wyrosła z wizyty w fabryce Sony w latach 80., której pracownicy nosili stroje robocze projektu Isseya Miyakego. Jobs starał się, żeby ten zrobił też nylonowe kamizelki dla pracowników Apple, ale gdy ci się sprzeciwili, Jobs zamówił u tego japońskiego projektanta sto czarnych golfów, które stały się jego codziennym mundurkiem.

Ci z nas, którzy kochają modę, zawsze dostają dreszczy nosząc lub podziwiając najbardziej wyjątkowe i kunsztowne rzeczy od wielkich projektantów. Prosty czarny golf jednak nigdy nie przyćmi, powiedzmy, sukni z piór Alexandra McQueena. Ale odsetek społeczeństwa, które może choć o niej pomarzyć jest nieporównywalnie mały. Dla tych, którzy nie noszą gogli fascynacją mody na co dzień, niedostępność sukienek o pięciocyfrowych cenach jest jeszcze bardziej oczywista. A ja kupiłam Alaïę, na którą nie było mnie stać, z kiepską wymówką, że „starczy mi na długo".

Nawet dla tych, którzy mogą pozwolić sobie na drogie ubrania, inwestycja w nie jest dyskusyjna. Przy popularnych markach zrzynających na prawo i lewo od najbardziej twórczych projektantów, wyjątkowość stała się jeszcze trudniejsza do zdobycia. Przemycenie odważnego designu do mas odarło high fashion z awangardowej natury i podkradło jej niepowtarzalność. Jeśli możesz pójść do Zary i kupić ciuch jak z wybiegu, nad czym się tu zastanawiać?

Ktoś, kto ceni prawdziwą modę nie musi dać porwać się jej nurtowi. Od kiedy Tonne Goodman kupiła pierwszą parę białych dżinsów, stylowi ludzie zawsze wyróżniali się w niepowtarzalny sposób. Jak mówi nowojorski szef mody i-D, Alastair McKimm: „Myślę, że prasa źle to rozumie to, co jest normalne. Stawia na równi starannie wybrane praktyczne ubrania z ludźmi, których nie obchodzi to jak wyglądają. A ja zwyczajność popieram". W końcu takie ubieranie się polega na mądrym korzystaniu z życiowej energii. A w tym roku, wszystko kręci się wokół działania - mniej wokół zakupów.

Kredyty


Tekst: Rory Satran

Tagged:
Normcore
opinie
trendy
stylówa