baasch: nie łasić się słuchaczom

EP-ką „Simple Dark & Romantic Songs” zdobył sympatię fanów, współpracą z grupą Plazmatikon wiele cennych doświadczeń, a kompozycjami na ścieżce dźwiękowej do „Płynących wieżowców” zainteresowanie mediów.

tekst i-D Staff
|
05 Czerwiec 2015, 11:00am

fot. Grzegorz Broniatowski

Baasch to jedna z najciekawszych postaci na scenie alternatywnej muzyki popowej, głęboko czerpiącej zarówno z muzyki gitarowej, jak i elektroniki. Jego debiutancki longplay „Corridors" zyskał wiele pozytywnych recenzji. Postanowiliśmy bliżej się dowiedzieć, kim jest facet ukrywający się za tym pseudonimem i co inspiruje go w pracy codziennej.

Jedni jako dziecko marzyli, żeby zostać policjantem, inni strażakiem, kolejnym zaś marzyło się bycie piłkarzem. Ty od zawsze chciałeś być muzykiem, czy też widziałeś się w innej roli?
Chyba zawsze mnie do tego ciągnęło. Mój ojczym nauczył mnie grać na gitarze. Jak załapałem dwa pierwsze akordy to już poszło. Pierwsze piosenki zacząłem pisać jak miałem jakieś osiem- dziesięć lat lat. Z muzyką od dziecka było mi bardzo po drodze, dlatego poszedłem do szkoły muzycznej, chciałem rozwijać się w tym temacie.

Czasem mówi się, że akademickie wykształcenie może zabijać artystyczną kreatywność. Możesz się z tym zgodzić, czy to mit?
Wydaje mi się, że każdy potrafi wyczuć ten moment, kiedy edukacja przestaje mu już cokolwiek oferować, kiedy dochodzi do bramy. Ja nie miałem aspiracji, aby być muzykiem z wykształcenia i grać w orkiestrze, chciałem po prostu pisać te swoje piosenki i mieć podstawy wiedzy teoretycznej. Czułem że potrzebuję się w tym podszkolić, a potem doszło do mnie, że najwięcej nauki daje mi już samo robienie muzyki. Z ludźmi poznanymi w szkole założyliśmy zespół, tak to poszło. Nie ma reguły.

Grywałeś supporty przed różnymi znanymi artystami, chociażby Tricky'm. Czujesz jeszcze takie specyficzne podniecenie przy okazji takich występów?
Oczywiście, ale nie myliłbym tego z tremą, to raczej radość obcowania z innymi muzykami. Nawet kiedy gram na jednej imprezie z innym polskim zespołem, którego muzyka mi się podoba, to zawsze wychodzi fajnie, to bywają twórcze spotkania i fajne doświadczenia. Z Tricky'm rzeczywiście było wyjątkowo, bo na jego muzyce się wychowałem.

Mieliście okazję pogadać?
Wymieniliśmy dwa słowa. Okazało się, że jego obecność tak mnie onieśmieliła, że nie byłem za bardzo w stanie czegoś powiedzieć.

A przeszła ci przez głowę myśl o tym, by zaproponować mu jakąś współpracę?
Nie. Chyba trochę za bardzo różnimy się gatunkowo.

Wiadomo, że inspiracje czerpie się często z twórczości innych muzyków. A co ciebie pobudza do działania, wpływa na proces kreacji, tworzenia - przyroda, architektura, literatura?
Wszystko, o czym mówisz. Głównie jednak ludzie i to, co się dzieje między nimi, przepływ energii i emocji. Tak tych złych, jak i dobrych. Film, sztuka wizualna - wszystko to, co jest trudne do sprecyzowania, ale z czego bije jakaś energia.

Ta filmowość, obrazkowość chyba jest dla ciebie ważna przy tworzeniu. Twoja muzyka zdaje się być taka, trochę marzycielska, czasem odrealniona.
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale biorąc pod uwagę, że bardzo cenię kino i zdarza się, że oglądam więcej filmów niż słucham muzyki, to coś w tym pewnie jest. Dla mnie ważne jest, aby muzyka miała też swój obrazek, opakowanie, aby zaproponować coś całościowo.

Czy kultura teledysków w dobie internetu i odchodzenia od telewizji muzycznych nie straciła trochę na znaczeniu?
Moim zdaniem nie, zwyczajnie się tam przeniosła i wciąż jest istotna. Ludzie sięgają po wideo w internecie, są złaknieni obrazków, ruchomych bądź statycznych. Na pierwszym miejscu zawsze jest muzyka, ale fajnie, gdy uda się połączyć te światy i dać ludziom coś, co poruszy jednocześnie różne zmysły.

Nie operując przy tym twarzą, bo nie dość, że skrywasz się za pseudonimem, to i w klipach nie eksponujesz za bardzo samego siebie. Nie masz potrzeby wychodzenia przed szereg, pokazania się?
Nie. Oczywiście jest to branża, w której trzeba czasem się pokazywać, brać udział w sesjach zdjęciowych itd. Sam koncert jest czymś takim, co powoduje bezpośredni kontakt na linii artysta - odbiorca. Ale żeby na siłę eksponować swój wizerunek, to nie w moim stylu. Robię to, co konieczne, by pomóc mojej muzyce w dotarciu do ludzi, gdyż siłą rzeczy jestem jej twarzą. To na tyle.

Powiedziałeś też kiedyś, że chciałbyś, aby fani zrozumieli twoją muzykę. Czego konkretnie od nich oczekujesz? Jak chciałbyś, żeby oni ją rozumieli?
To jest złożony temat. Nie chcę rzecz jasna profilować słuchacza. Na etapie tworzenia muzyki w ogóle o tym nie myślę. Nie ukierunkowuję moich nagrać do określonej grupy. Dopiero gdy powstaje jakiś szerszy materiał, coś więcej, staram się myśleć - dla kogo to jest i czy dla kogokolwiek poza mną? Muszę o tym myśleć, ale wielkich oczekiwań nie mam. Wydaje mi się, że kluczem do odbioru mojej płyty jest to, aby się w nią wgryźć. Ona nie jest specjalnie łatwa, zapraszająca, jest nieco chropowata. Chciałbym, żeby słuchacz się na chwilę zatrzymał, dał tej muzyce trochę czasu i sobie samemu pole do interpretacji. Rozmowy z moimi fanami, a może lepiej - odbiorcami, dowodzą, że często tak właśnie jest, a to mnie cieszy.

Wrażliwość, abstrakcja?
Trochę tak. Staram się nie łasić do słuchaczy. Chciałbym, aby oni sami szukali. Marzy mi się, żeby zostali z moją muzyką na dłużej, nawet jeśli na początku będzie to trudna relacja. Nie mogę tego od nich oczekiwać, ale do tego dążę.

Przeczytaj rozmowę z Mary Komasą.

Kredyty


Tekst: Andrzej Cała
Zdjęcie: Grzegorz Broniatowski

Tagged:
muzyka
baasch
nextpop
Polska muzyka
plazmatikon
simple dark & romantic songs