Reklama

czy możliwy jest świat bez kategorii płci?

Dokąd prowadzi dyskusja o gender i o co tak naprawdę powinniśmy walczyć?

tekst Tom Rasmussen
|
02 Grudzień 2015, 1:30pm

Definiowanie swojej płci w sposób wykraczający poza znany nam, binarny system „kobieta/mężczyzna", w mainstreamowej rzeczywistości często może wydawać się czymś raczej niepotrzebnym, i to z wielu powodów. Większość próbuje upchnąć nas w utarte, „akceptowalne" damsko-męskie kategorie. Naszą tożsamość płciową się nieustannie nagina, wykręca i wypacza po to, aby mieściła się w społecznie przyjętych ramach i aby inni czuli się komfortowo. I wprawdzie społeczeństwo decyduje, że ty, twoje ciało, twoje emocje, twoje umiejętności czy twoja sukienka muszą wpisywać się w jedną z dwóch istniejących kategorii, to definiowanie własnej płci w niebinarny sposób nadal pozostaje politycznym narzędziem niektórych mniejszości.

Dyskusja na temat gender utrzymuje się w mainstreamowych mediach już od jakiegoś czasu (a mimo to przypadki kompletnej ignorancji nie są odosobnione). Nadal należy jednak wierzyć, że naświetlenie dyskursu przez ww. media sprawia, że kwestie gender stają się coraz mniej obce, a w najlepszym wypadku - zrozumiałe dla większości społeczeństwa. Jak jednak wszyscy wiemy - nadzieja matką głupich i pomimo powierzchownych prób definicji gender przez media, wszelkie przejawy postaw nienormatywnych w przestrzeni publicznej nadal spotykają się z wielkim szokiem i wygląda na to, że od dawna nic nie posunęło się naprzód.

Każdy, kto ma czelność wykraczać poza społecznie akceptowalne kategorie, na porządku dziennym spotyka się z uciskiem, zarówno w skali osobistej, jak i systemowej. Przypadki prześladowań na tle tożsamości płciowej odbiegającej od „normy" stały się czymś normalnym, codziennym, zupełnie jak kupowanie papierosów czy mleka. Jak dobrze pójdzie, bezpiecznie i swobodnie można czuć się tylko we własnym domu i za zamkniętymi drzwiami sypialni. Aby jednak zachować to bezpieczeństwo w przestrzeni publicznej, należy kryć się ze swoim prawdziwym „ja" i zaoferować światu „akceptowalną" wersję samego siebie.

Niestety, dzięki internetowi i drukowanej prasie można mieć poczucie, że tolerancja rośnie, a ludzka mentalność powoli zmienia się na lepsze, jednak przejawy ignorancji i uprzedzeń, mniej lub bardziej agresywne, nadal pozostają na porządku dziennym. Zero-jedynkowe postrzeganie świata rozpoczyna się wraz z momentem narodzin. Jesteśmy pozbawieni umiejętności, zarówno lingwistycznych, estetycznych, jak i poznawczych, aby pojmować ciało czy jednostkę w kategoriach wykraczających poza system dwójkowy: mężczyzna/kobieta. Przykładów nie trzeba szukać daleko: „Ale masz długie rzęsy, zupełnie jak dziewczynka!", „umięśniona jak facet", „mamo, co jest z tym chłopczykiem, czy on ma na sobie sukienkę?"

Rzadko kiedy kwestionuje się nasz dyskurs, który w kategoriach płciowych kształtuje się już od najmłodszych lat. Zarówno dom, jak i szkoła to często walka o przetrwanie i o to, aby nie zostać tym prześladowanym, tą czarną owcą. Jak więc możliwe jest wypracowanie sobie definicji płci, odnoszącej się do własnej tożsamości w bardzo zawiłej hierarchii społecznej, która zaczyna się krystalizować już w szkole? Może czas zmierzyć się z faktem: nasze narodziny, wychowanie, definicja prawna i społeczna podlegają binarnym kategoriom płciowym. Wpaja się nam je od dziecka, dlatego odkrywanie własnych nonkonformistycznych kategorii musi odbywać się w ramach niezależnej, osobistej edukacji.

Potencjalnym wyjściem z sytuacji jest także nieustanne edukowanie wszystkich wokół - informowanie ich, że odstępstwo od normy jest w ogóle możliwe, co być może kiedyś, małymi kroczkami pozwoli zbudować drogę ku akceptacji. Z drugiej strony, dlaczego obowiązek edukowania innych ma ciążyć na właśnie tych, których społeczeństwo nie akceptuje?

Każdy, kto nie podlega dwójkowemu systemowi, musi najpierw poradzić sobie właśnie z faktem odstawania od społecznie przyjętych norm. Gdy już się to osiągnie, należy wykreować swoją bezpieczną przystań, albo samemu, albo z pomocą sprzymierzeńców. Niestety to ta zewnętrzna kategoryzacja często okazuje się najbardziej niszcząca - możemy publicznie wyrażać swoją płeć kulturową albo kompletnie jej nie definiować, ale to inni będą naruszać nasze bezpieczeństwo, oceniając nas przez pryzmat zero-jedynkowych konwencji. I jakkolwiek media będą kontynuować tę samą, powierzchowną dyskusję na temat gender, to kwestionować powinno się przede wszystkim nasz język i przyjęte kategorie, którymi automatycznie się posługujemy.

Czytaj też:

Wyobraź sobie, że płeć nie istnieje...

Od seksrobotów po e-kochanki - fantazjujemy o seksie przyszłości

Jestem demiseksualistką

Kredyty


Tekst: Tom Rasmussen
Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
opinie