Reklama

sesja na skypie

W swoim nowym projekcie TWENTY-FOUR CARAT Jessica Barthel zwraca uwagę na wszechobecną kulturę selfie. Spotkaliśmy się z podróżującą między Nowym Jorkiem a Berlinem artystką i zapytaliśmy ją o jej prace i social mediową tożsamość młodych dziewczyn.

tekst Juule Kay
|
14 Marzec 2017, 7:35am

Portret od zawsze stanowi wyżyny sztuki fotografii. Nie dlatego że jest on wiernym odwzorowaniem przedstawionej osoby, ale dlatego, że jest próbą uwiecznienia jej osobowości. Czy w obecnej erze selfie cokolwiek jest jeszcze prawdziwe? To właśnie pytanie stawia urodzona w Lipsku fotografka Jessica Barthel, która na potrzeby swojego projektu TWENTY-FOUR CARAT wykorzystała nowe media. Dzięki apkom takim jak Skype czy FaceTime, bohaterki jej zdjęć od Berlina aż po Nowy Jork miały pełną kontrolę nad swoim wyglądem i językiem ciała, korzystając z  wewnętrznych kamerek swoich telefonów i webcamów. Kiedy pozowały, Barthel czekała na właściwy moment i robiła zrzut ekranu swojej wirtualnej rozmówczyni. Jessica, która jest absolwentką Parsons, opowiedziała nam, co chciała przez to osiągnąć i dlaczego jej zdaniem te proste zdjęcia prowadzą do prawdziwej intymności.

Jesteś wykształconą fotografką. Mimo to w TWENTY-FOUR CARAT pracujesz z tak prostym medium, jak zrzut ekranu. Dlaczego?
Aparaty w telefonach robią się coraz lepsze. Musimy zastanowić się, co tak naprawdę oznacza fotografia. Nie chodzi w niej o użycie najdroższego obiektywu czy sfotografowanie najmodniejszej modelki. Zdjęcia to sztuka, a sztuka jest lustrzanym odbiciem naszego społeczeństwa. Rozwój technologiczny to również proste rzeczy, takie jak screeny. W projekcie TWENTY-FOUR CARAT bawię się z tą tezą.

Prosiłaś dziewczyny, żeby same wybrały dla siebie właściwe ujęcie. Dlaczego?
Zależało mi, żeby portrety były naturalne. Żeby każda z bohaterek była sobą. Na ekranie widzę je z perspektywy, którą one uważają za najlepszą i w której czują się najbardziej komfortowo. Umalowane czy nie, w dresach czy w miniówce. Ujęcie wybierały same, zupełnie jak robiąc selfie. Ja wybrałam chwilę, w której wydały mi się najpiękniejsze.

Twoje rozmowy na Skypie czy FaceTime zazwyczaj nie trwały dłużej niż 10 minut. Czy któraś z nich szczególnie utkwiła ci w pamięci?
Jedną z dziewczyn zobaczyłam na ulicy w Soho. Była tak piękna, że za nią pobiegłam. Rozmawiając z nią na Skypie, zdałam sobie sprawę, że jest o wiele młodsza i bardziej nieśmiała niż sądziłam. Nasza Skype-sesja odbyła się na sedesie w jej liceum.

Co kryje się za nazwą TWENTY-FOUR CARAT?
24-karatowy stop zawiera 99,9% czystego złota. Nazwa mojej serii to synonim autentyczności portretów. 

Czy prywatność i intymność są dzisiaj nadal ważne?
Chociaż nasze życie ulega coraz większej cyfryzacji, wierzę, że intymność i prywatność są coraz ważniejsze. Nasz profil w social mediach jest dziś równie ważny, co marka naszego auta w latach 90. Ale w branży kreatywnej to także narzędzie marketingowe. Znam tyle blogerek, które opanowały sztukę udawania doskonałego życia do perfekcji. Bycie influencerką to ciężka praca, jednak nie ma ona nic wspólnego z prawdziwym życiem, osobowością, intymnością i prywatnością.

@jessicamaraa

Kredyty


Tekst: Juule Kay
Screeny: Jessica Barthel