Reklama

perfume genius o fetyszach i wywoływaniu duchów

Przed koncertem Mike’a Hadreasa w Warszawie, przeczytajcie co artysta ma do powiedzenia na temat swojej twórczości.

tekst Charlotte Gush
|
14 Sierpień 2017, 3:26pm

Artykuł ukazał się pierwotnie w brytyjskim wydaniu i-D.

„Z pełną świadomością starałem się pisać pop: wielkie, popowe hity", Mike Hadreas powiedział o „No Shape", swoim czwartym albumie pod pseudonimem Perfume Genius. Zanim posłuchacie nagrań: to nie jest to, czego można by się spodziewać po twórcy pełnego furii, nietypowego „Too Bright" z 2014 roku. Począwszy od pełnego dumy glam rockowego, queerowego hymnu „Queen", przez nawarstwione krzyki i uderzające jak bicze syntezatory w „Grid", po upiorne, poszatkowane wokale z „I'm a Mother", artysta pokazuje środkowy palec opresyjnemu mainstreamowi, podkreślając to surrealistycznymi teledyskami, gdzie dekadencko przechadza się przez pełen obłąkania, ekstrawagancki, gnijący Nowy Jork.

Od kiedy kontynuacja „No Shape" została zapowiedziana na 2017 rok, było jasne, że powstanie coś zupełnie innego. Wykorzystujący melodyjne wersy i euforycze refreny popu pierwszy singiel „Slip Away" wyszedł razem z frywolnym teledyskiem rozgrywającym się w świecie fantazji widzianym przez różowe okulary. Ubrany w falbanki i objadający się przysłowiowym zakazanym owocem Mike hasał po wiejskich okolicach z partnerem, uciekając przed parą groteskowych troli („złymi dziećmi Trumpa", jak wyjaśnił z uśmiechem).

„Myślałem o tym, jak niektórzy artyści po po prostu serwują muzykę publiczności i wszyscy wariują", mówi Mike, wyjaśniając świadomą próbę stworzenia popu wraz z jego wielkimi, wyprodukowanymi w studio rytmami, adaptując jednocześnie style śpiewania i zuchwałe pozy artystów typu Elvis albo Bruce Springsteen. „To głównie faceci; faceci robią wielkie albumy pod hasłem 'Zobacz to koniecznie, oto wielki album!' czy coś, a wszyscy reagują w stylu: 'O Boże, co za geniusz, to jest niesamowite'. Nie pytają ich o pierdoły: Co to znaczy? Co było inspiracją?". Nie, żeby nie lubił mówić o tych kwestiach – jak mówi – po prostu zastanawiał się: „Co jeśli zrobię taki wielki album?". „To jak droga do poczucia się bardziej zdolnym, bardziej wywrotowym w tym zakresie", wyjaśnił Mike.

Choć album napędzany jest wysoce przetworzonymi w studiu dźwiękami popu, nie jest ani trochę mniej queerowy niż poprzednie prace. Wyróżniające się nagranie „Die 4 You", na przykład, to piosenka o miłości opartej na poddawaniu się komuś, byciu zdolnym do śmierci w jego imię – typowo popowy motyw, ale wyrażony przez metaforę erotycznego podduszania (dla seksualnej przyjemności). „Naprawdę kocham fetysze" – uśmiecha się Mike – „lubię to, że można być świadomym czego się chce i posiadać bardzo specyficzne pragnienia; uważam, że to piękne. Chciałbym mieć ich więcej".

Album został opisany przez Choire Sicha z The Awl jako „muzyka kościelna, taka jak 'Black Album' Prince'a – zbyt sprośna". „The Black Album", znany także jako „The Funk Bible" jest śmiesznie dobitny – w pewnym momencie wokalista składa niemoralną propozycję supermodelce „Cindy C" słowami: „Twoja futrzana, topiąca się część czeka na mnie". (Gdy pierwsze nagranie weszło do produkcji, Prince natychmiastowo kazał je zwrócić i zniszczyć, bo wierzył, że to było „złowieszcze". Pozostały jednak pirackie nagrania, które po latach wypuszczono).

Może być to oddawanie czci przy innym ołtarzu, ale części „No Shape" naprawdę brzmią jak nagrane w tradycyjnym kościele: do pierwszego kawałka („Otherside") studio nagraniowe rozstawiono z „kongregacją" piosenkarzy (czyli przyjaciół i producenta Blake Millsa) w kościelnych ławkach przed mikrofonem o kształcie głowy. Mike śpiewał na samym przodzie. „Brzmiałem, jakbym odprawiał mszę", wyjaśnił artysta.

W przeciwieństwie do Prince'a, Mike twierdzi, że nie jest religijny. „Raczej magiczny i spirytualny": w rzeczy samej wygląda nieco jak czarownik, zwinięty w ciemnym hotelowym pokoju na Shoreditch (jak się potem dowiedziałem po prostu zapomniał włożyć hotelową kartę w wyznaczone miejsce). Miał na sobie postrzępiony, kremowy, krótki top i takie same spodnie. Kiedy jego rodzice, wyznawcy new age, czasami zabierali go do kościoła (greko-katolickiego, ponieważ jego ojciec jest Grekiem) uwielbiał kadzidło i śpiewy. „Myślę, że zawsze miałem obsesję na punkcie chórów, hymnów i innych takich rzeczy, ale nigdy nie czułem się zaangażowany w to, nie czułem, by pieśni były dla mnie", mówi twórca. „Ale oddziaływał na mnie wspólny śpiew innych ludzi. Dlatego – jak sądzę – czasami tworzę muzykę o tej właśnie aurze, gdzie jestem ja i inni".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jeśli „Too Bright" było środkowym palcem wymierzonym w uciskające siły („To było jak grożenie komuś palcem, śpiewając mu prosto w twarz"), to „No Shape" jest „dla ludzi, którzy są po drugiej stronie. Jednocześnie z nimi i dla nich". Album został napisany przed wyborem Trumpa na prezydenta, ale jego cudaczne poglądy rzecz jasna nie są niczym nowym. „Wiedziałem, że Ameryka – a przynajmniej duża jej część – jest rasistowska, homofobiczna i popieprzona – wiedziałem od dłuższego czasu", mówi Mike. W rzeczy samej, jedną z przyczyn, dla których rozważał przeprowadzkę do Los Angeles (gdzie nagrano album) była jego chęć otoczenia się „innymi ludźmi, przeciwieństwem tego wszystkiego — Trumpa i ucisku".

Tematem kluczowym dla albumu jest znajdowanie spokoju i szczęścia w okresie politycznego i społecznego zamieszana. „Aby być uważnym i świadomym, gotowym do walki, ale też by wieść codzienne życie bez wpadania w złość", powiedział. To protest songi, które dostrzegają radykalną siłę nie tylko gniewu, ale też radości. „'Slip Away' mówi o skradaniu lub zachowywaniu miłości, nawet gdy świat mówi ci, że to nie jest właściwe albo, że to, jak kochasz jest złe", mówi Perfume Genius. „Czułem, że miłość na przekór jest wywrotowa". Ostatnie nagranie, „Alan", napisane zostało dla partnera, z którym Mike jest od 8 lat — pianisty Alana Wyffelsa. „Zauważyłeś? Przesypiamy całą noc. Czy widzisz kochanie, że wszystko jest dobrze?", śpiewa artysta, zdumiewając się stabilnością ich sytuacji, wynikającą ze wspólnej historii walki i uzależnienia, gdy mieli po 20 lat (Mike ma aktualnie 35).

Nie, żeby wszystko było usłane różami. Tytuł albumu to odbicie nieustających obsesji Mike'a dotyczących obrazu jego ciała. „Zawsze byłem jakiś mały i dziwny, ludzie postrzegali mnie jako kobiecego: nie zawsze było ze mną dobrze", mówi. To spore niedopowiedzenie: artysta trafił raz do szpitala po homofobicznym ataku. Tytuł albumu wyniknął z fiksacji na przekraczaniu limitów ciała. „To jak transcendencja duchowa… przenoszenie się na kolejny poziom spraw", wyjaśnia Mike. To nie tylko koncepcja, ale też energia, której doświadcza, jednocześnie pisząc i wykonując utwory na scenie. „Czasem, gdy piszę, czuję się jak czarownik", ujawnia ze szczerością muzyk.

Podczas występów na żywo w przeszłości głównym celem Mike'a było tylko przebrnięcie przez piosenki. Nie potrafił nawet spojrzeć prosto na publiczność, nie mówiąc już o tańczeniu – teraz jednak znacznie bardziej kontroluje sytuację. „Gdy energia krąży po sali, mam wrażenie, że jestem zdolny ją podkręcić, albo poruszyć nią", mówi. „Jeśli tej siły nie ma, mogę samemu wprawić się w trans… to jak wywoływanie duchów. W sumie to robię dokładnie to samo pisząc i występując", dodaje Mike, ale poprawia się zaraz potem: „Nie wiem dlaczego nie mogę po prostu tego powiedzieć i przyznać się do tego. To właśnie robię". Dobrze zatem, że Perfume Genius wystąpi dzisiaj w Niebie. Fani na pewno są gotowi, by wypełnić salę energią, która będzie krążyć i wstępować w Mike'a.

Perfume Genius wystąpi dzisiaj w warszawskim klubie Niebo.

Przeczytaj też:

Tagged:
queer
Perfume Genius
blake mills
Mike Hadreas
koncert
no shape
charlotte gush
alan wyffels
muzyka wywiady