miłość lany nas zbawi

Nowy singiel i teledysk Lany Del Rey odchodzą od jej przestylizowanego narcyzmu i otwierają nowy rozdział w karierze artystki.

tekst Brian O'Flynn
|
23 Luty 2017, 9:15am

Cała kariera Lany Del Rey jest oparta na mieszance narcyzmu i nostalgii. Każda jej piosenka przypomina skok do mętnego basenu, pełnego melancholii, użalania się i pobłażania sobie. Lana prezentuje to wszystko pokazane przez filtr Amaro, a właśnie tego pragniemy.

Odkrywa nasze płytkie pragnienie sławy, przenikające kolejne płaszczyzny naszego życia w środowisku, w którym wszyscy jesteśmy w stanie budować swoją własną sławę i kult osobowości przez media społecznościowe. W świecie, w którym ciągle ktoś nas taguje i ciągle meldujemy się online, oferuje nam formę ucieczki (do starego, dobrego Hollywood albo na bezkresne doliny Ameryki, przemierzane na motocyklu) — do miejsc, których nie uświadczymy w prawdziwym życiu.

W ten sposób Lana zawsze służyła swoim fanom. Ucieleśniała nasze ukryte pragnienia, nasze wady i brak umiaru, po prostu prezentując swoją własną personę.

Lecz w „Love" Lana porzuciła narcyzm i wyciągnęła do nas ręce bardziej bezpośrednio niż kiedykolwiek wcześniej. Odrzuciła samokontrolę, którą utrzymywała przez pięć lat i wyszła ze świata mglistej fantazji. Pozostawiła za sobą swój ulubiony temat (siebie) i zamiast tego mówi do nas, do słuchaczy z prawdziwego świata.

W „Love" pojawia się niespotykana u niej wcześniej bezpośredniość: „Zobaczcie, wiecie, że jesteście najfajniejsi. Świat jest wasz, nie możecie zaprzeczyć".

Lana patrzy nam prosto w oczy, mówi do nas. W swoich pracach skrupulatnie budowała postać Del Rey, nigdy nie przełamując poważnej, zamyślonej maniery ze strachu przed zniszczeniem magii swojego wizerunku. W „Love" uśmiecha się prosto do kamery i puszcza oczko, wręcz bije od niej ciepło. Jakby chciała szepnąć: „Koniec z tymi gierkami. To dla was".

Tekst jest pełen sympatii do młodych ludzi, którzy męczą się, próbując znaleźć swoją tożsamość i miejsce w tym świecie. „Jesteś częścią przeszłości, ale teraz jesteś przyszłością", śpiewa z uczuciem. „Znaki na drodze mogą mącić w głowie na tyle, by czasem oszaleć".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Rozumieją, że ciąży na nich odpowiedzialność — mają naprawić świat, który się wali. „Świat jest wasz i nie możecie temu zaprzeczyć. Wydaje się, że możecie się smucić, ale to nie znaczy, że powinniście się zadręczać". Lana, która do tej pory zawsze była ostoją emocjonalnego masochizmu i bezpiecznego, nieco niewinnego wydania nihilizmu, a do tego parodiowała siebie aż do granic absurdu, nagle stała się śmiertelnie poważna. Porzuca swój wizerunek i wychodzi do nas, błagając, byśmy nie ulegali nienawiści i apatii. Przypomina nam, że chociaż fajnie czasem się pobawić w przebieranki i potańczyć w pokoju do jej piosenek, to poza tym istnieje prawdziwe życie i musimy się nim przejąć. Wie, że jest ciężko i że eskapizm się przydaje, ale kompletna ucieczka i porzucenie odpowiedzialności to po prostu za mało.

Tytuł wybrany przez Lanę również jest znaczący. „Love" pozornie wydaje się zbyt proste, ale odnosi się do wielu rzeczy. Miłości, którą darzy młodych fanów i całe nasze pokolenie; trudną miłość, którą chce między nas rozdzielić oraz miłość, która — miejmy nadzieję — może pomóc nam ocalić ten świat mimo wszystkich przeciwności.

Lana łagodzi tę trudną miłość, przypominając nam, jak piękne jest nasze pokolenie. Czule nuci o sposobach, na jakie uciekamy przed mrokiem i przyziemnością codzienności. „Szykujecie się, stroicie, żeby nie iść w żadne specjalne miejsce: z powrotem do pracy, albo do kawiarni — to nieważne, tyle wystarczy".

Jeśli „Love" jest odą skierowaną do nas, to najważniejsza część przesłania tkwi w zdaniu: „To nieważne, tyle wystarczy". Tyle wystarczy, jesteśmy dość dobrzy. Młode postacie z teledysku wirują w kosmosie w samochodach, a Lana wierzy, że tak jak oni możemy sięgnąć gwiazd — daje nam księżyc i rozmaite planety, bo jesteśmy tego warci.

W miarę z rozwojem akcji w klipie powierzchnię księżyca i twarze protagonistów rozświetla złote światło słoneczne. Przyszłość maluje się w jasnych barwach. Do tej pory Lana zawsze była główną bohaterką swoich teledysków, ale tym razem jest jedynie widzem.

„Nie martw się, skarbie", śpiewa, a jej kojący głos zalewa nas swoim ciepłem. Lana chce po prostu nas pocieszyć. Do pewnego stopnia chce też wybudzić nas z letargu i przypomnieć, że apatia — którą normalnie emanuje— jest jedynie iluzją. Ona też chce powiedzieć nam, że świetnie sobie robimy, radząc sobie z tym światem.

„Love" opowiada o szukaniu drogi przez trudną, bezlitosną drogę, na której możemy znaleźć siebie. Jeśli piosenka wskazuje nam, w jakim kierunku zmierza artystka, to być może w swojej nowej erze pomoże nam się podnieść.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Brian O'Flynn
Zdjęcie: Scott Trindle
Stylizacja: Caroline Newell
[i-D, wydanie The Winter Warm Up Issue, numer 316, 2011 rok]

Tagged:
Love
lana del rey
muzyka