queerowe tatuaże

Tatuażyści LGBTQI+ walczą z traumami i konwenansami za pomocą igieł i tuszu.

tekst Cher Tan
|
03 Kwiecień 2017, 12:55pm

Nomi Chi at work.

Gdy kanadyjski, queerowy tatuażysta Brody Polinsky zaczął swoją karierę, jeszcze oficjalnie nie ujawnił swojej orientacji seksualnej. Był pełnym niepewności, młodym mężczyzną i czuł, że nie pasował do subkultur, w które się wciągnął. Interesował się punkiem, metalem, motocyklami, deskorolkami i tatuażami. Mainstreamowa kultura tatuażu jest podszyta homofobią i przerysowaną wersją męskości, więc zainteresowania i tożsamość Brody'ego kłóciły się ze sobą.

„Moja skóra była maską, którą nosiłem, najlepiej jak mogłem. Wszyscy byli w szoku, gdy się ujawniłem. To oznaczało, że przez lata codziennie używałem w moich społecznościach antygejowskiego języka i wymierzałem homofobię sam w siebie. Większość tych osób nie ma pojęcia, co może wyrządzić mowa nienawiści", wspomina Polinsky.

W 2002 roku Polinsky wyszedł z szafy, a ponad dekadę później założył w Berlinie studio UNIV ERSE. To queerowa przestrzeń, w której pracują tatuażyści LGBTQI+. Przed umówieniem wizyty klienci spotykają się z Brodym na herbacie w studiu, a potem artysta tworzy dla nich wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju wzór, biorąc pod uwagę również odporność na ból. Prace Polinsky'ego składają się z geometrycznych kształtów i linii pełnych detali. Nigdy nie robi dwóch takich samych tatuaży.

Dzięki takim ludziom jak on na Zachodzie w ciągu kilku ostatnich lat zmienił się sposób postrzegania kultury tatuażu. Z początku uważana za tradycyjną, zamkniętą i niejako ujednoliconą dziedzinę zmieniła się w bardziej urozmaiconą formę wyrażania siebie. Tatuaże stają się coraz powszechniejsze, a queerowi artyści szukają sposobów na wykorzystanie tego na swoją korzyść i stworzenia przestrzeni dla siebie i swoich klientów.

Brody Polinsky w studiu, zdjęcia Jakob Yaw.

Do założenia UNIV ERSE Polinsky'ego zainspirowała ta atmosfera, ale także negatywne doświadczenia z pracy w różnych studiach na świecie. Często czuł, że te miejsca nie były przyjazne queerowym osobom, co skutkowało niezręcznymi i przykrymi sytuacjami. „Mam grubą skórę i jestem dość znieczulony na homofobiczne, obraźliwe komentarze. Problem pojawia się, gdy mój queerowy klient przez innych czuje się spięty. Ciężko kontrolować [zachowanie] innych tatuażystów i ich klientów w zatłoczonym salonie", wyjaśnia. „Przez takie podejście queerowi tatuażyści nie chcą też odbywać typowych praktyk w salonach, bo boją się branży".

Niektórzy z tych tatuażystów niejako „przemknęli się tylnym wejściem", jak wyjaśnia queerowa, transpłciowa artystka, Noel'le Longhaul. Zaczęła tatuować siebie i znajomych, a potem wieści rozeszły się pocztą pantoflową i przez media społecznościowe. Longhaul jest teraz licencjonowaną tatuażystką i pracuje z prawie samymi queerowymi i transpłciowymi klientami. „Zaczęłam poznawać starszych, queerowych ludzi w świecie tatuażu, co niesamowicie podniosło mnie na duchu i otworzyło przede mną niesamowitą możliwość poznania wiedzy oraz technik od bardziej doświadczonych ode mnie. Po raz pierwszy poczułam, że nie jestem zupełnie sama w nietypowej branży", powiedziała nam.

Adam Traves z Disinhibition przeszedł podobną drogę: zaczął, gdy przyjaciel oddał mu starą maszynkę do tatuażu i nauczył się obsługi metodą prób i błędów, polegając głównie na radach z internetu. Później znalazł pracę w Crucible Tattoo Co, queerowym salonie w Melbourne, gdzie jego orientacja seksualna nigdy nie była problemem. Niektóre jego projekty są bardzo seksualne i przedstawiają pornograficzne, gejowskie akty. „Wielu klientów prosi mnie o projekty na zamówienie, które reprezentują ich tożsamość, a ja lubię tworzyć obrazy, które odzwierciedlają moją orientację seksualną, zamiast standardowych, homoseksualnych obrazków obecnych w kulturze tatuażu. Myślę, że noszenie swojej tożsamości na skórze może dać dużo siły", stwierdza.

Adam Traves/Disinhibition.

Chociaż dzięki internetowi o wiele łatwiej o podejście zrób-to-sam, wielu queerowych artystów i tak musi odnaleźć się w bardziej mainstreamowej odsłonie branży, zanim się wybiją. Megan Climaldi z Portland na początku czuła, że w tej branży nie znajdzie się dla niej miejsce, bo jest młodsza (19 lat), homoseksualna i nie jest biała. Fachu uczyła się w profesjonalnej szkole w Oregonie i wkrótce zaczęło jej przeszkadzać wiele kwestii w świecie tatuażu.

„Czuję, że w kulturę tatuażu wpisane jest zachęcanie do radzenia sobie z bólem, w sposób lekceważący wielu ludzi, którzy nie są w stanie znieść długotrwale zadawanego bólu, ze względu na problemy ze zdrowiem psychicznym czy fizycznym itd.", mówi. Climaldi borykała się kiedyś z samookaleczaniem, więc rozumie, że robienie sobie tatuażu może szybko się przerodzić z czegoś, co da się znieść, do zbyt silnego bodźca, przywołującego wspomnienia. Dlatego teraz, gdy pracuje, zawsze ma przy sobie środki znieczulające.

Ciemniejsza karnacja może stać się kolejną kroplą w czarze goryczy dyskryminacji, z jaką trzeba się mierzyć w świecie tatuażu. Climaldi pracuje teraz w przyjaznym queerowym osobom studiu, tworzonym w głównej mierze przez ludzi o innym kolorze skóry niż biała. Nomi Chi z Vancouver mierzyła się z podobnymi przeszkodami. Chociaż jej mentor również zachęcał ją, by odrzuciła tradycyjną, północnoamerykańską kulturę tatuażu, gdy znalazła się już w mainstreamowym środowisku, poczuła dyskomfort. „Zdecydowanie doświadczyłam w pracy aktów mikroagresji, dwuznacznych uwag oraz otwarcie obraźliwego zachowania, głównie ze strony cispłciowych mężczyzn", wyjaśnia. Rozmyślając o byłym współpracowniku, który ciągle zachowywał się nieodpowiednio, gdy zostawali sami, dodaje: „Teraz od razu przy kolesiach tatuażystach jestem spięta i podchodzę do nich sceptycznie, jeśli nie znam zaufanych ludzi, ręczących za nich albo dopóki ich lepiej nie poznam".

Noel'le Longhaul, zdjęcie: Elisabeth Fuchsia.

Rosnąca obecność i widoczność tatuatorów LGBTQI+ nie tylko sprawia, że branża staje się bardziej otwarta, a klienci czują się bardziej komfortowo — jest to także środek wyrażenia emocji dla artystów. Longhaul stwierdziła: „[Społeczność queerowch tatuażystów i klientów] sprawiła, że mogę żyć na wsi i nadal utrzymywać więzi z ludźmi poza moim najbliższym kręgiem. Możliwość stania się częścią społeczności, połączenia się z innymi dzięki wspólnym doświadczeniom, sprawia, że wszystkie lata samotności i bycia niedostrzeganą, bolą trochę mniej".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Cher Tan

Tagged:
queer
tatuaż
tatuaże