kowbojskie kapelusze i bdsm

Projektant z australijskiego duetu opowiada nam o zmianie kierunku marki Strateas Carlucci.

tekst Isabelle Hellyer
|
10 Kwiecień 2017, 6:53am

Projektanci Peter Strateas i Mario-Luca Carlucci mają to coś, czego brakuje wielu obiecującym markom na samym początku kariery: smykałkę do interesów. Jako Strateas Carlucci duet sprawdza się świetnie we wszystkim, od pierwszych szkiców po wykonanie pięknych ubrań. W ciągu lat stworzyli efektywny, sprytny zespół PR-owy, nawiązali bezpośrednie relacje z miejscowymi wytwórcami i fanami branży z zagranicy. Mimo, że wszystko szło gładko, pięcioletnia marka toczyła wewnętrzną walkę — jak sprawić, żeby ich ubrania naprawdę chwyciły?

Przez lata Strateas Carlucci przodowali w eleganckich, schludnych strojach. Para zebrała imponujące dowody uznania: stali się pierwszymi australijskimi projektantami mody męskiej zaproszonymi na paryski tydzień mody. Świętej pamięci redaktorka naczelna włoskiego Vogue'a, Franca Sozzani, zaprosiła ich na pokaz do Mediolanu, a do Londynu pojechali z okazji zdobycia International Woolmark Prize. Większość projektantów na takie uznanie pracuje całe życie. Oczywiście Mario i Peter byli dumni, ale chcieli więcej. W Strateas Carlucci brakowało nieco zabawy — na pewno nie obraziliby się za to stwierdzenie.

W najnowszej kolekcji męskiej i damskiej nagle zmienili kierunek. Zeszli trochę z ceny, wprowadzili do linii bardziej przystępne, podstawowe elementy garderoby i pozwolili sobie na wykorzystanie seksowniejszych materiałów, z ukłonem w stronę BDSM. Zamienili ostre, cyfrowe zdjęcia na ziarniste, analogowe fotki i wszystko od razu zaskoczyło. Ten sezon jest bardzo seksowny, zapadający w pamięć, a jednocześnie bezpretensjonalny. Gorsety, lateks i heavy metalowe detale — wszystko bardzo na czasie.

Dzięki współpracy i wprowadzeniu odrobiny luzu marka znalazła właściwy rytm. Jako pierwsi pokazujemy wam ich najnowszą kolekcję damską okiem Gadira Rajaba. Spotkaliśmy się z Mario-Lucą, połową duetu projektantów, by dowiedzieć się więcej o nowym rozdziale.

Opowiedz nam, jak poznałeś Petera.
Wierzcie lub nie, przyjaźnimy się od szkoły średniej. Studiowaliśmy też razem wzornictwo przemysłowe oraz sztukę i komunikację wizualną. Wtedy po raz pierwszy współpracowaliśmy. Pracowaliśmy z trzecią osobą, która studiowała sztukę, więc przypominaliśmy mały kolektyw, w którym każdy miał inne umiejętności. Zawsze byłem bardzo przedsiębiorczy, Peter zresztą też, więc to ewoluowało i rozrastało się. Dosłownie przeszliśmy od tego do robienia koszulek, potem jeansów, a później linii ready-to-wear.

Wielu młodych projektantów ma problem z produkcją, ale zdaje się, że przyszło wam to z łatwością.
Cóż, nie było tak kolorowo, ale bardzo ciężko pracowaliśmy i naprawdę się w tym zanurzyliśmy. Znaleźliśmy fabrykę w Melbourne, która pozwoliła nam wynająć przestrzeń. Pracowaliśmy tam codziennie z wykrojami. Zupełnie jak na praktykach. Tak zyskaliśmy wiedzę z zakresu konstrukcji odzieży. Studiowaliśmy wzornictwo przemysłowe, więc wiele zasad się pokrywało, jednak weszliśmy w to z zupełnie innym podejściem do mody. Projektujemy w bardzo nietypowy sposób — wielu naszych stażystów na początku trochę się dziwi.

Dziś pojawia się coraz więcej młodych marek. Media społecznościowe zachęciły wielu ludzi do zakładania własnych firm. To ciekawe, że mimo tego wszystkiego jako relatywnie młoda marka jesteście już dość ukształtowani i dojrzali.
Myślę, że takimi ludźmi po prostu jesteśmy — zawsze gotowi do działania. W ciągu ostatnich czterech lat zaliczyliśmy wiele kamieni milowych w karierze, a z tym wiąże się wiele porażek. Chyba można to tak nazwać. Mawiają, że pierwsze pięć lat biznesu jest najtrudniejsze i mają rację. Tak jak powiedziałaś, istnieje wiele marek i przebicie się w branży jest zdecydowanie wyzwaniem. Odkryliśmy, że potrzebni są kluczowi zwolennicy, którzy wierzą w waszą markę. Myślę, że w innym wypadku można się pogubić w przejmowaniu się, co wszyscy myślą i popaść w paranoję. Gdy przestaliśmy zwracać na to uwagę i pozostaliśmy wierni sobie, wtedy zobaczyliśmy najlepsze rezultaty — tak jak w tym sezonie.

Najnowsza kolekcja jest fantastyczna. Odchodzicie w niej od poprzednich prac. Dodaliście elementy S&M, ale zachowaliście piękne krawiectwo.
Myślę, że nasza znajomość materiałów, konstrukcji i krawiectwa nieźle nas ustawiła. Stawiamy to w centrum naszego biznesu i dodajemy inne elementy. Sądzę, że to odróżnia nas od innych marek zrób-to-sam, które się pojawiają. To dodaje marce powagi i wiarygodności.

Muszę o to zapytać: czy ciągnie was, żeby przenieść się na półkulę północną?
Tak, ale każdy kij ma dwa końce. Kochamy Melbourne, Peter i ja urodziliśmy się tu i wychowaliśmy, mamy tu rodziny. To niesamowite miasto. Ciągle bywamy w takich miejscach jak Paryż, które są bardzo inspirujące, ale potrafią też trochę przytłaczać. Miło jest zabrać tę inspirację do domu i udoskonalać ją we własnej bańce. Z drugiej strony, gdy już się tam jest, pojawia się tyle możliwości. Można poznać kogoś niesamowitego na ulicy, na imprezie, gdziekolwiek. Zawsze istnieje ta pokusa. Rozmawialiśmy o tym, ale teraz jesteśmy szczęśliwi tutaj.

To musi nastąpić w odpowiednim czasie, prawda? Praca na odległość z pewnością sprawdza się teraz lepiej niż chociażby 10 lat temu. Nie musicie mieszkać w danych miastach, by pokazywać tam kolekcje.
Dokładnie. Wcześniej myśleliśmy, że mieszkanie w Melbourne działa na naszą niekorzyść, ale w tym sezonie zupełnie odwróciliśmy ten tok myślenia. Stwierdziliśmy: „Dobra, zamiast traktować to jako wadę, wykorzystajmy co dla nas oznacza bycie Australijczykami". Z Melbourne wiąże się też aspekt różnorodności, więc do naszej kolekcji dodaliśmy trochę australijskich smaczków, jak np. kowbojskie kapelusze. Myślę, że za granicą to właśnie przyciąga do nas ludzi, bo marzą o Australii. Bawiliśmy się tą ideą i świetnie się to sprawdziło.

Jak sądzisz, co będzie następnym krokiem?
Ścieżka współpracy, która jest ekscytująca i otwiera wiele drzwi, od artystów wizualnych po filmowców itd. Przy najnowszej kolekcji pracowaliśmy z Gadirem Rajabem, co było bardzo fajne — nigdy wcześniej tak nie robiliśmy. Mamy nadzieję na więcej takich bliskich współprac. To nasz naturalny postęp. Zabawne, bo jakby przeszliśmy od mody wysokiej do czegoś bardziej przystępnego. Prawie się cofnęliśmy, co nie jest typową drogą, ale pozwoliło nam na zmianę zakresu działania, by osiągnąć więcej.

Gdy produkt staje się bardziej przystępny, przyciąga młodszych ludzi. Myślę, że to bardzo ekscytujące.
Zawsze pracowaliśmy z najlepszymi fabrykami tkanin i krawcami, by tworzyć ubrania wysokiej jakości. Teraz zastanawiamy się, jak to utrzymać w cenie przystępniejszej dla młodej osoby? Zmiana elementów przez dziurawienie ich i dodawanie innych detali przyniosła nam dużo radości. Chcemy zrobić więcej rzeczy w stylu koszulek z nadrukami, bo to dobry produkt podstawowy, który pozwala każdemu przekonać się do marki. Oczywiście nie możemy trafiać do każdego, ale jednak staramy się dotrzeć do młodszej klienteli, którą bardzo chcielibyśmy zobaczyć w naszych ubraniach. W tym roku urządzamy pokaz na australijskim tygodniu mody, a dawno tego nie robiliśmy. Wrzucamy wyższy bieg, bo to nasz teren. Porzucimy ograniczenia Paryża i trochę się zabawimy, poeksperymentujemy, bo mamy tu ekipę. Mamy nadzieję, że to pomoże nam otworzyć się na nowych odbiorców. Bawimy się świetnie. 

Kredyty


Tekst: Isabelle Hellyer
Zdjęcia: Gadir Rajab

Tagged:
bdsm
Australia
melbourne
chaps
lateks
gadir radjab
mario-luca carlucci
peter strateas
strateas carlucci