białystok w londynie, czwórka przyjaciół wydała modowy zin

„Polacy lubią pokazać, że się postarali — mocny pasek i torebka, włosy specjalnie ułożone — prosto od fryzjera”, mówi ekipa zinu Żurnal.

tekst Basia Czyżewska
|
10 Listopad 2017, 11:08am


We wczesnych latach 00. wydawali wspólnie gazetkę w białostockiej podstawówce. Wbrew regule ich przyjaźń przetrwała próbę czasu i kiedy w dorosłym życiu wyjechali razem na studia do Londynu, żeby szlifować swoje talenty w dziedzinie filmu, fotografii i ilustracji, wymyślili kolejny projekt — zin o prześmiewczym tytule „Żurnal”.



„Mieszkaliśmy wtedy w council estate (odpowiednik budynku socjalnego), w Stamford Hill, dzielnicy, która jest tutaj taką małą, polską enklawą. Polskie restauracje, półki z polskimi produktami w supermarketach i jakoś tak zainspirowaliśmy się tym klimatem” wspomina Nicco.

Polska tożsamość zapisana w ubraniach, fryzurach i make-upie okazała się świeżą, inspirującą konwencją modową. Kiedy pytam Nicco jak z jego perspektywy wygląda polski styl, odpowiada od razu.

„Polacy lubią pokazać, że się postarali — mocny pasek i torebka, włosy specjalnie ułożone — prosto od fryzjera. Do tego najmocniejsze kolory i najlepsze marki, wszystko jest błyszczące i lakierowane, podkreśla status. Oczywiście noszą podróbki, ale nie wiem, czy sobie z tego zdają sprawę. Ale to jest spoko. Patrzymy na to z miłością — to są nasze babcie i ciocie, mamy, koleżanki mamy… ”, wylicza z nostalgią.

„Jako że pracuję jako asystent gotowy, a Anita studiuje fotografię, zdecydowaliśmy się zrobić sesję dla jednej z naszych koleżanek, która też pochodzi z Białegostoku — Zuzi. To 'dziewczyna z sąsiedztwa', więc idealnie wpasowała się w klimat. Pożyczyłem trochę ubrań z sesji, nad którą akurat pracowałem, resztę ciuchów skombinowaliśmy ze szmateksów albo użyliśmy naszych własnych. I tak powstała pierwsza sesja pt. Zuzia idzie na zakupy.

Innego dnia po prostu nudziłem się z Anką w domu, wyciągnęliśmy mojego starego VHS-a i zaczęliśmy nagrywać dziwne filmiki: jak Anka wspina się na szafę albo smaży cytryny na patelni. Screeny z tego nagrania stały się kolejną sesją i jakoś już poszło z górki od tego momentu”.

Gdy cała czwórka musiała wyjechać z Londynu na wakacje, bo nie było ich stać na utrzymanie mieszkania, znów wylądowali w Białymstoku — idealnej przestrzeni do rozwinięcia projektu.
„To wszystko wyszło całkiem naturalnie, pod koniec wakacji mieliśmy już naprawdę bardzo dużo zdjęć i filmików, więc zdecydowaliśmy się na prezentację ich na małym evencie. Zorganizowaliśmy imprezkę w Białostockim klubie Metro i pokazywaliśmy zina na starych telewizorach, słuchaliśmy Beaty Kozidrak i piliśmy ruskiego szampana.”, wspomina Nicco.

Nostalgiczny „Żurnal” wyszedł na papierze, ale tak naprawdę żyje w sieci. To opowieść o modzie z czasów dzieciństwa, stylistyce lat 00. i jak pisze Nicco „jakiś tam komentarz na temat rzeczywistości, jeszcze nie do końca wiemy, co chcemy powiedzieć, ale to chyba okej”.

Żurnal

Tagged:
londyn
białystok
zin