pierwsza wizyta w hotelu miłości

Światła neonów i temat tabu.

|
lis 16 2017, 11:23am

Sądząc po tematyce podejmowanej przez holenderską fotografkę Milę van der Linden można sądzić, że interesuje ją głównie branża seksualna, chociaż to nie do końca prawda. Fotografowała już striptizerki z Los Angeles i Japonii, jednak bardziej interesuje ją związane z seksem tabu, które chce przełamać. Dlatego woli robić zdjęcia w odosobnionych miejscach, które normalnie istnieją za zamkniętymi drzwiami. Prowadzi to do nawiązywania niespodziewanych przyjaźni. Na przykład bardzo zbliżyła się do striptizerek z klubu Cheetahs w Los Angeles i zaprzyjaźniła z japońską parą poznaną w sklepie w Tokio. Postanowiła uwiecznić zakochanych w hotelach miłości tego miasta, które można wynająć na kilka godzin zabawy. Ich wnętrza są przykładem wielkiego przemysłu seksualnego Japonii.

Van der Linden działa spontanicznie i impulsywnie. Często zagaduje ludzi na ulicy i od razu nawiązuje z nimi nić porozumienia. Tak było w przypadku pary, z którą postanowiła wynająć pokój i zrobić sesję po wspólnie spędzonym wieczorze. Dzięki temu powstały piękne, surowe i kameralne zdjęcia wykonane w mieście pełnym kontrastów w kwestii seksu. Postanowiliśmy porozmawiać z nią o tym projekcie, który stworzyła razem z przyjaciółką, Morrison Schiffmacher.

Co cię fascynuje w Japonii?
Od lat interesowało mnie zjawisko hoteli miłości. Podczas przechadzki po Tokio od razu zauważyłyśmy ogromne kontrasty, jeśli chodzi o seks. Jest tematem tabu, ale jednocześnie widać go po prostu wszędzie. W Tokio znajduje się mnóstwo hoteli miłości i kawiarni z obsługą ubraną jak pokojówki-lolitki. Seks jest wszechobecny, ale większości młodych ludzi rozmowa na ten temat nie przychodzi łatwo. Na przykład Hiroyuki i Maina, para z sesji, nigdy nie była w hoteli miłości. Morrison i ja od razu pomyślałysmy, że taki pokój to świetne miejsce na aftera ze znajomymi, ale Japończycy chyba podchodzą do tego inaczej.

Jak poznałaś tę parę?
Spotkałam ich w sklepie w Shibuya i pomyślałam, że wyglądają ciekawie. Zaczęłam z nimi rozmawiać i od razu poczułam więź, mimo bariery językowej. Na początku w ogóle nie mogłam się dogadać z Mainą, ale akurat obie miałyśmy złote łańcuszki z naszymi imionami i mogłyśmy sobie z nich żartować. Nie mogłam jej dokładnie wyjaśnić swojego zamysłu, jak robię to z innymi modelkami, ale wszystko świetnie wyszło, bo nadawaliśmy na tych samych falach i dobrze się bawiliśmy. Później poszliśmy na kolację i strasznie się spiliśmy.

Często spotykasz na ulicy ludzi, których chciałabyś sfotografować?
Gdy znajduję modelki na Instagramie, pierwszy raz spotykamy się na żywo dopiero podczas sesji. W moim przypadku to się nie sprawdza, nie lubię tego. Na zdjęciach widać, co nas łączy, dlatego uważam, że trzeba wcześniej stworzyć więź. Naprawdę chcę poznać ludzi, których fotografuję. Dlatego moje prace znajdują się gdzieś na pograniczu fotografii modowej i dokumentalnej. Nadal przyjaźnię się ze striptizerkami z Los Angeles. Nie chodzi tylko o piękne zdjęcie, ale także o postać, która się za tym kryje.

Co cię interesuje w branży seksualnej?
W swoich pracach chcę pokazywać różne oblicza seksualności. Szczególnie ciekawią mnie perspektywy z innych krajów, bo dzięki temu można nawiązać dialog. Seks zbyt często jest tematem tabu, a przecież to wielka część życia. Kocham też neony, uwielbiam ich mroczny urok — zajmują wyjątkowe miejsce w przemyśle seksualnym.

Artykuł pierwotnie ukazał się w holendrskim wydaniu i-D.