powrót lady gagi

Pora na nowy, ekscytujący rozdział.

tekst Matthew Whitehouse
|
19 Wrzesień 2016, 2:45pm

Gdy Neil Tennant z Pet Shop Boys w trakcie wywiadu z początku lat 00. użył zwrotu „okres panowania", odnosił się do szczytu popularności zespołu w latach 1987-88. To właśnie wtedy trzy numery zespołu wspięły się na sam szczyt brytyjskich list przebojów — „It's A Sin", „Always On My Mind" i „Heart". Według Tennanta, posiedli wtedy klucz do współczesnego popu i wiedzieli, co trzeba zrobić, by stworzyć hit. Trudno się z tym nie zgodzić.

Potrafili kuć żelazo, póki gorące i — parafrazując słynny monolog z „Las Vegas Parano" Huntera S. Thompsona — cokolwiek robili, było strzałem w dziesiątkę. A jednak.

Jak wymieniono w nieocenionym eseju Toma Ewinga na temat pochodzenia zwrotu „okres panowania" w świecie muzyki, imperia upadają. Relatywnie rozczarowująca piosenka Pet Shop Boys „Domino Dancing" z 1988 roku (w Wielkiej Brytanii zajęła 7. miejsce na liście przebojów) sygnalizowała koniec pasma sukcesów, którego grupie nie udało się już powtórzyć. Chociaż nagrywali wielkie hity (jak „Go West" z 1993 roku — 2. miejsce na liście w UK) oraz zdobywali uznanie krytyków (jak np. za tegoroczne „Super"), to nigdy nie utrzymali się na podobnej fali. Ich czas i okres panowania minęły.

Lady Gaga jest artystką, która dobrze zna takie okresy. W ciągu wspaniałych dwóch lat — od debiutanckiego singla „Just Dance" po wideo do „Telephone" z Beyoncé — była artystką na topie, wszechmocną, jak Eminem 10 lat wcześniej. Podobnie jak w jego przypadku, mieliśmy nieodparte poczucie, że dobrze wiedziała, co robi. Każda kolejna piosenka bazowała na poprzedniej, a seria hitów zakończyła się dość rozczarowującą erą „Born This Way". Dziennikarz Michael Cragg niedawno napisał niedawno, że w tym okresie „wcześniej nienaganne okładki i teledyski zastąpiły robione na szybko prace" (mimo że świetne single „Judas" i „The Edge of Glory" wspięły się na 8. i 6. miejsce brytyjskiej listy przebojów).

Chociaż „ARTPOP" z 2013 roku dopełnił trylogię albumów, którą teraz wielu postrzega jako jej Ewangelię — pięcioletni okres niezwykle złożonych teledysków, występów i chwytów — w czasie jego premiery wielu przygotowywało się na najgorsze. Kilkakrotnie proponowano i anulowano single, teledyski nigdy się nie pojawiały — klamka zapadła: okres panowania Gagi dobiegł końca. Nagle definicja Chrisa Lowe z Pet Shop Boys wydała się zbyt trafna: „To znaczy, że można robić, co się chce, a potem przeważnie znika się w dupie!". Przykład: piosenka Gagi „Do What U Want" ze zdjęciem jej pośladków na okładce.

Teraz nadeszła kolejna faza, Lady Gaga w wersji 2.0. Zniknęły prostetyczne dodatki i taneczne kawałki z poprzedniej ery (przynajmniej jeśli wszystkie będą utrzymane w estetyce singla „Perfect Illusion"). Współautorami nowego krążka „Joanne" zostali Mark Ronson i Kevin Parker z Tame Impala, mają się też pojawić Florence Welch i Father John Misty. To jej najbardziej rockowe wydanie do tej pory, kontynuacja „budowania autentyczności" jazzowymi piosenkami. Jak zaznaczył The Guardian, Gaga stara się wkroczyć na terytorium zajęte przez Się, chce, żebyśmy „słyszeli jej bluesowe brzmienie i chrypkę".

Mimo to, chociaż pozornie ten kawałek różni się od jej poprzednich dokonań, można odhaczyć prawie wszystkie punkty na liście wymagań idealnego singla Lady Gagi (stworzonej przez Owena Palleta): proste akordy, melodię utrzymaną w skali molowej, tytuł powtarzany w tekście w nieskończoność. Dlaczego więc tak podzieliła opinię publiczną?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Częściowo może to być wina samej Gagi. „Patrzy na popowy krajobraz bezlitośnie, bez mrugnięcia okiem", jak wyjaśnia w swoim artykule Pallet. „Efekt? Gaga nie nagra singla, który modulował do innej tonacji". A jednak oto jesteśmy, w nowej erze, z „niezasłużoną" zmianą tonacji w samym środku singla zwiastującego powrót, jak uznał Pitchfork.

Kiedyś wierzyliśmy, że piosenkarka jest nieomylną popową boginią, a teraz kwestionujemy jej decyzje. Inspirowana disco gitarowa partia ponad trzy lata po „Get Lucky"? Wspaniały refren w świecie powściągliwości po „Lean On"? I to już 30 sekund po rozpoczęciu piosenki? Ciężko wyobrazić sobie, że ta nagle nowa Gaga byłaby na tyle zuchwała, by pojawić się w na rozdaniu nagród MTV VMA w sukience z surowego mięsa. Szczerze mówiąc, w dzisiejszym nudnym, pełnym trików popowym świecie, ciężko sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek założył sukienkę z surowego mięsa. Gaga zdaje się ludzka, omylna, na co wskazują wspomniane już zgrzyty w jej głosie. Czy to tylko iluzja?

Okresy panowania rzadko sygnalizują początek lub koniec kariery. Pet Shop Boys nie przestali być geniuszami po „Actually". Bruce Springsteen zyskał jeszcze większą sławę w latach po okładach Timesa i Newsweeka, które zaliczył w jednym tygodniu. Madonna może nawet poszczycić się niejednym okresem panowania w latach 90. i kolejnym w 00.

Lady Gaga nie jest już artystką numer jeden. I co z tego? Z dala od presji i hałasu poprzednich lat, możemy poczuć przedsmak ekscytującego, drugiego aktu.

Okres panowania się zakończył, ale już nie możemy się doczekać, by zobaczyć, co przyniesie przyszłość.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Matthew Whitehouse
Zdjęcia: Wolfgang Tillmans [The Hedonist Issue, numer 313, lato 2011] 

Tagged:
lady gaga
POP
muzyka
Perfect Illusion
Joanne