lily allen tylko pisze piosenki

Macierzyństwo ani na chwilę nie zatrzymało Lily Allen. Niby czemu miałoby tak być? Ambasadorka Chanel, wokalistka i autorka piosenek w zeszłym roku wróciła do gry z wielkim hukiem, a dokładniej: z zabójczym albumem i wyprzedaną trasą koncertową. Dziś...

tekst Stuart Brumfitt
|
11 Luty 2015, 11:25am

Podczas pięcioletniej przerwy, Lily Allen zdążyła wyjść za mąż, urodzić dwójkę dzieci oraz ogłosić, że ma już dość i nie wraca do muzyki. Popkultura nie mogła tego przeboleć: straciła jedną z największych zwolenniczek feminizmu, symbol oryginalności, kogoś naprawdę cool. Aż nagle Lily - jak zwykła robić - zmieniła zdanie. Może jednak chce być tą gwiazdą? Wypuściła singiel Hard Out Here i wywołała typową dla siebie burzę kontrowersji, którą przetrwała w swoim klasycznym stylu: głośno i bez cienia poczucia winy. Można ją kochać lub nienawidzić, ale Allen jest bezwstydnie sobą - choć nie upiera się przy swoim zdaniu i potrafi przyznać, że kiedyś powinna była zrobić coś inaczej. O ile Hard Out Here było z początku chwalone za podważanie damsko-męskich stereotypów i wytknięcie palcem seksizmu w przemyśle muzycznym, to jej klip do utworu oskarżano o rasizm - czarnoskóre tancerki twerkujące w tle. „Nie powiedziałam niczego złego, choć może mogłam powiedzieć to nieco lepiej", przyznaje dzisiaj. „Nie żałuję tego teledysku. Oczywiście, szkoda mi tej całej afery, ale nie jestem politykiem - ja tylko piszę piosenki. To smutne jak pop staje się coraz bardziej banalny. Młoda dziewczyna, która pisze muzykę, gdy zobaczy całą nagonkę wokół Hard Out Here pomyśli sobie, że nie będzie pisać o tym co dla niej ważne, bo jeszcze ją rozszarpią - to przykre. Nie chcę, żeby moja muzyka była mdłym gniotem". Jak swoje rówieśniczki, Amy i Adele, Lily jest ostra i nieustraszona, choć nie nieomylna.

Jest też mocno na pieńku z czasem, więc gdy sesja do i-D we wschodnim Londynie kończy się, sugeruje żeby wywiad z nią przeprowadzić w samochodzie, w drodze na tajemnicze spotkanie w Knightsbridge po drugiej stronie miasta. Gdy nasza taksówka wyjeżdża na ulicę, Lily mruczy na widok migdalącej się na rogu pary, i zaczyna się otwierać, gdy rozmawiamy o jej karierze, prywatnym życiu i skłonnościach do tworzenia zamętu.

Jej powrót po tak długim czasie był niespodzianką dla wszystkich. Ludzie myśleli, że wyprowadziła się na wieś, została mamą i utemperowała swój język. Ale dziś, z włosami utlenionymi na blond i męskim plecakiem Louisa Vuittona (prezentem od przyjaciela Kima Jonesa, projektanta marki) jest daleka od stereotypowej mamuśki sprzed szkolnych bram. „Nie byłam aż tak zajęta jak chciałam", Lily mówi o swoim powrocie do pracy. „Przestałam grać, bo przede wszystkim miałam dzieci, ale po ostatniej płycie byłam też w kiepskim stanie. Byłam pogubiona, nie do końca wiedziałam czego chcę w życiu. Zadawałam sobie dużo pytań typowych na początku dorosłego życia. Nie chciałam tego robić w świetle fleszy".

Choć Lily była częścią pierwszego pokolenia gwiazd, które wyrosły z nowych internetowych sieci społecznościowych - jej sukces na MySpace'sie przyniósł korzyści obu stronom - to rozczarowała się ich wpływem na przemysł: muzyczne piractwo zepchnęło producentów muzyki w tarapaty. Wyniki sprzedaży leciały w dół, piractwo rosło, a wytwórnie wyciskały z artystów tyle, ile tylko się dało. „Nikt nie miał planu, jak radzić sobie z tą sytuacją. Wkładam dużo wysiłku w to, co tworzę. To trudna sprawa, żeby wypuszczać to w świat gdy wiem, że ludzie po prostu to sobie wezmą", mówi.

Większość zeszłego roku Lily spędziła na trasie koncertowej - na której grała utwory ze swojego trzeciego albumu Sheezus - często wraz z dziećmi. „Gdy nie były przy mnie, było mi bardzo trudno - razem z nimi na trasie było genialnie", mówi. Występowała na festiwalach w Wielkiej Brytanii, supportowała Miley Cyrus w Stanach Zjednoczonych i przejechała własną trasę koncertową. „Mieliśmy niezły ubaw z Miley", wspomina. „Jej fani nie mieli bladego pojęcia kim jestem, nauczyło mnie to więcej niż cokolwiek innego w życiu. Musiałam nauczyć się przyciągnąć uwagę publiczności. Nagle zaczęłam traktować swoją pracę poważniej niż kiedykolwiek wcześniej".

Pomimo odstawienia sławy na pół dekady, nigdy o niej nie zapomniano - ani na chwilę nie zniknęła z tabloidów i portali plotkarskich. Moda też nigdy nie przestała jej kochać - Lily wciąż jest jedną z ambasadorek Chanel, ulubienic Karla Lagerfelda. „Nie do końca rozumiem dlaczego", śmieje się, wyraźnie zagubiona, „ale nie zamierzam zbytnio go o to pytać!". Gdy Lagerfeld zobaczył kiedyś początkującą wtedy piosenkarkę, łapaną przez papparazzich z torebkami Chanel w ręku, myślał, że ta dostaje je od działu PR marki. Gdy dowiedział się jednak, że Lily jest prawdziwą fanką, która kupuje je za własne pieniądze, od razu zaprosił ją na pokaz. Bliżej poznali się jednak dopiero wtedy, gdy Lily zgubiła się na imprezie na 31 Rue de Cambon, w starym apartamencie Coco Chanel. „DJ-owałam dla nich", tłumaczy, „aż nagle znalazłam się w pracowni Karla. Tylko on i ja, już trochę wstawiona. Zaczęliśmy rozmawiać o konstrukcji butów, które zaprojektował - tych, które miały w obcasie zielone dziurawe kółko. Następnego dnia zostałam zaproszenie do pozowania w kampanii".

Nie była może najbezpieczniejszym wyborem na twarz luksusowego domu mody, ale taki już jej urok. Gdy większość ambasadorek ledwo wyksztusi z siebie

zdanie w strachu przed utratą kontraktu, Lily nigdy nie gryzie się w język. „Często wpadam przez to w niezłe kłopoty, ale nie przejmuję się tym. Jestem wygadana i szczera, dlatego też nieźle radzę sobie w social mediach. Inni z mojej branży udają świętych i poważnych, grają w gierki", wzrusza ramionami. „Wykorzystuję te portale do wyrażania swoich uczuć. Czasami czuję się tak czymś wkurzona, że muszę się tym podzielić. Chcę wiedzieć, czy inni też tak myślą", mówi.

Takie podejście do publicznego życia przysparza jej wielu problemów, ale umacnia też jej pozycję w muzycznym i kulturowym świecie. Jest jedną z niewielu osobowości muzyki pop, które otwarcie mówią to co myślą. Brytyjska muzyka byłaby bez niej o wiele, wiele nudniejszym miejscem.

Pierwsza płyta, którą kupiłaś? Ultimate Kaos. Ostatni koncert, na którym byłaś? Jamie T w londyńskim Alexandra Palace. Utknęłaś na księżycu, ale możesz sprowadzić do siebie jednego wykonawcę - kogo i dlaczego? Kurta Cobaina, żebym mogła się z nim kochać i słuchać jak śpiewa. Ulubiony kawałek do karaoke? R Kelly, The World's Greatest. Jaki utwór miałby zagrać na twoim pogrzebie? The Cardigans, Lovefool. Skąd czerpiesz inspiracje? Z jazdy po mieście, patrzenia na ludzi, swoich związków. Jakie cechy osobowości najbardziej cenisz? Szczerość, odwagę, poczucie humoru. Która z twoich piosenek najlepiej cię opisuje? The Fear. Jest o hipokryzji, a jestem hipokrytką! Co chcesz osiągnąć w roku 2015? Satysfakcję.

@lilyallen

Kredyty


Tekst: Stuart Brumfitt
Zdjęcia: Matteo Montanari
Stylizacja: Max Clark
Włosy: Kei Terada / Julian Watson Agency
Make-up: Jenny Coombs / Streeters przy użyciu kosmetyków Chanel wiosna/ lato 2015 i Chanel Body Excellence
Paznokcie: Adam Slee / Streeters przy użyciu Chanel
Asystenci fotografa: Nicholas Riley Bentham, Nicola De Cecchi
Asystenci stylisty: Bojana Kozarevic, Kristofj Von Strass
Asystent stylisty fryzur: Takuya Uchiyama
Asystentka makijażystki: Mona Leanne
Produkcja: Joe Streeter / Streeters
Lily ma na sobie ubrania Chanel

Tagged:
Lily Allen
Wywiady
muzyka