żyję, by uwieczniać paradoksy

Portrety największych plażowych ekscentryków, których długo nie zapomnisz.

tekst Emily Manning
|
05 Sierpień 2016, 3:30pm

Historia powstania dzielnicy Venice w Los Angeles jest równie dziwna i fascynująca, co kolorowa ekipa, która dziś przesiaduje w tej okolicy: uliczni artyści, zaklinacze węży, jeżdżący na wrotkach gitarzyści i kulturyści. Została stworzona w 1905 roku przez Abotta Kinneya, potentata branży tytoniowej, którego nazwiskiem ochrzczono największą ulicę handlową na zachodzie LA. Kinney marzył o „Wenecji Ameryki" i wybudował kilometry kanałów, wesołych miasteczek na molach i innych atrakcji. Mimo to później nastąpiły lata zaniedbań i kiepskiego zarządzania infrastrukturą, które w latach 50. przyczyniły się do złej reputacji tego miejsca. Na szczęście niski czynsz w podniszczonych bungalowach przy plaży przyciągnął rzesze artystów, bitników i hipisów, którzy zmienili Venice w kontrkulturowe centrum.

Ta wyjątkowa historia i barwni mieszkańcy zainspirowali brazylijskiego fotografa Claudio Edingera do przyjazdu w 1984 roku. Rok później wydał fotoksiążkę „Venice Beach", w której zgromadził portrety miejscowych mięśniaków, wrotkarzy, plażowiczów i bitników. Venice to słoneczny kocioł, pełen ekscentryczności, a zdjęcia Edingera pokazują esencję tej wyjątkowej energii.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Teraz fotograf odnowił więzy z kilkoma miejscowymi, których uwiecznił ponad 30 lat temu. Spotkanie odbyło się w nowym concept storze Le Magazyn, który sprowadza do Stanów prace dizajnerów z całego świata. Wśród zaproszonych była m.in. 76-letnia projektantka wnętrz, Barbara Brown. Wciąż mieszka w tym samym domu, w którym Edinger zrobił jej zdjęcie. Lara Norton także przyszła go zobaczyć — miała 15 lat, gdy zapozowała z rodziną w domu projektu Franka Gehry'ego. Wśród znamienitych gości znaleźli się także zdobywca Oscara — reżyser i producent, Tony Bill oraz znany rzeźbiarz, Guy Dill.

Porozmawialiśmy z Claudio przed tym wielkim wydarzeniem, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o fotografowaniu dziwnego czaru Venice.

Czy możesz opisać typowy dzień w Venice Beach w 1984 roku?
To był okres przejściowy, podczas którego wielu artystów mieszkało w studiach przy plaży, różni ekscentrycy występowali na deptaku, a we wschodniej części miasta działały gangi. Rano spacerowałem promenadą i widziałem, jak budzą się bezdomni, całymi dniami poznawałem różnych ciekawych ludzi. Właśnie skończyłem fotoksiążkę o hotelu Chelsea w Nowym Jorku, w którym mieszkałem i fotografowałem przez 5 lat. Wydawca był zadowolony, recenzje ukazały się w NY Times i Newsweeku, a książka dostała nagrodę Leica Medal of Excellence. „Co dalej?", zapytał wydawca. Słyszałem o wspaniałej historii Venice, o milionerze z branży tytoniowej, który postanowił stworzyć Wenecję w Los Angeles. Sfinansował kanały, gondole itd. Oczywiście mu nie wyszło i upadek był bolesny. Venice przez wiele lat stanowiła opuszczony teren, aż zaczęli tam przyjeżdżać bitnicy, artyści i kulturyści. Wtedy wszystko się zmieniło. Chciałem to uchwycić. Byłem hipisem i szukałem swojego miejsca, społeczności i chciałem się upewnić, że to właściwe miejsce. Lub niewłaściwe.

Co przyciągnęło cię do ludzi i miejsc, które sfotografowałeś w Venice?
Przez pierwsze kilka dni się szwędałem, rozmawiałem z każdym, kto chciał mnie słuchać. Byli bardzo otwarci i wkrótce znałem ludzi, którzy znali wszystkich. Wiedzieli, że miałem poważny kontrakt z wydawcą i pozwolili mi zajrzeć do ich domów, wejść w ich życie. Nie musiałem wybierać, każdy był na swój sposób zwariowany. Było ich tylu, że niektórzy z bardzo ważnych ludzi, których fotografowałem, np. Frank Gehry, zostali pominięci w książce. Teraz patrzę na to z perspektywy czasu i jest mi bardzo przykro, że zdjęcia niektórych nie zostały w niej zamieszczone.

Co najbardziej uderza cię w tych zdjęciach, gdy patrzysz na nie trzy dekady później? Czy zmieniło się twoje podejście do fotografii lub samego regionu Venice?
Porównam fotografię do medycyny — w obu dziedzinach znajdziesz specjalistów. Moją specjalnością jest szukanie informacji. W pewnym sensie szukam leku na raka. Jako artysta kocham zmiany i siłę trwałości, jaką ma fotografia — moc utrwalania czasu. Fotografia jest jedyną bronią, którą możemy walczyć z czasem. Przez moją obsesję z szukaniem informacji i badaniem terenu, czarnobiałe zdjęcia z filmu 35 mm z fleszem zmieniły się w kolorową kliszę w Indiach w 1986 roku. Potem znów wróciłem do czarnobiałych zdjęć, tym razem kwadratowych, gdy pojechałem do zakładu psychiatrycznego i na karnawał do Brazylii. Na Kubie wróciłem do koloru, znów się go pozbyłem w Nowym Jorku. Każda książka, którą robię, miała swój własny styl, aż do 2000 roku. Wtedy zacząłem używać kamery z formatem 4x5. Tak znalazłem to, czego cały czas szukałem: możliwość skupienia ostrości na wybranym elemencie. W najnowszym projekcie odkrywam fotografię lotniczą, widok świata z lotu ptaka. Teraz zrozumiałem, że przypadkowe fakty są bez znaczenia. Świat zawiera w sobie piękno, które jest o wiele istotniejsze niż jakiekolwiek fakty i zdarzenia, mające w nim miejsce.

Co myślisz o spotkaniu z ludźmi z twoich fotografii po 30 latach?
Każda chwila, zrobione zdjęcie, opublikowana fotoksiążka zmienia nas — artystów. Książki mają ogromną moc i wciąż rosną w siłę. Powracając do miejsca, które próbowało się tak intymnie zbadać, zagląda się w potężne lustro, pozwalające zrozumieć, kim byłeś i kim się dzięki temu stałeś. To radość robienia książek, patrzenia jak rośliny rosną, obserwowania lotu ptaków — to zupełnie naturalne. Czas jest naszym wrogiem i sprzymierzeńcem. Zmiany są ciągłe i nieuniknione, rzeka płynie, a ludzie się zmieniają, chociaż pozostają też tacy sami. To wielki paradoks. Właśnie po to żyję, żeby uwieczniać paradoksy.

Wernisaż wystawy „Venice Beach" odbył się 4 sierpnia w Le Magazyn. Claudio podpisywał rzadkie kopie swojej fotoksiążki. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Kredyty


Tekst: Emily Manning
Zdjęcia: Claudio Edinger
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska