yung lean wydoroślał

Kiedyś mogliście go poznać po Pokémonach i rybackim kapelusiku. Teraz raper opowiada nam, co się zmieniło.

|
sie 10 2016, 3:10pm

Jeśli nadal nie słyszeliście o szwedzkim raperze, Yung Leanie, to nie wiem, w jakiej grocie siedzieliście przez ostatnie kilka lat. W tym roku wydał drugi album —„Warlord", a bilety na jego koncerty na całym świecie sprzedają się jak ciepłe bułeczki. #SadBoys są wszędzie. Po raz pierwszy przeprowadziłam wywiad z Jonatanem Leandoerem Håstadem w 2014 roku, przed koncertem z trasy White Marble. Miał wtedy zaledwie 17 lat i jeździł po Europie ze swoją ekipą — Sad Boys (czyli producentami, Yung Shermanem i Yung Gudem), kumplami z Gravity Boys (ecco2k, Bladee i whitearmor) oraz kilkoma dziewczynami. Wszyscy bawili się świetnie. Jako Yung Lean urzeczywistnił marzenia o karierze rapera. Pokémony, herbatka Arizona i rybackie kapelusiki były nieodłącznymi elementami wizerunku Leana, a fani szli w jego ślady. Wczesne kawałki „Ginseng Strip 2002", „Oreomilkshake" i „Kyoto" były chwytliwe i uzależniające, a towarzyszące im teledyski domowej produkcji ociekały seapunkowymi efektami i brokatowymi naklejkami. Następnie wydał debiutancki krążek „Unknown Memory".

Minęły dwa lata, a nasz ulubiony Szwed z internetowego dziwaka zmienił się w znanego na całym świecie innowacyjnego artystę. Ma 20 lat, jego włosy nieustanie zmieniają kolory, a butelkę Arizony odstawił na rzecz kubka Sprite'a z syropem na kaszel z kodeiną — czyli drinka zwanego lean, ulubioną używkę amerykańskich raperów z Południa. Jeździł po świecie z trasą koncertową, wypuścił linię odzieżową Sad Boys Entertainment i wydał drugi album, „Warlord". Ten krążek to kolejna mocna dawka postinternetowej produkcji i obsesji na punkcie Japonii, ale teksty stały się głębsze. W końcu rok temu Lean w tragicznych okolicznościach stracił menedżera, współzałożyciela Hippos In Tanks — Barrona Machata, który zginął w wypadku samochodowym. Raper zadedykował mu kawałek „Roses". Z kolei „Miami Ultras" opowiada o oglądaniu „Gwiezdnych Wojen", podczas kopania własnego grobu. Oczywiście, to nie znaczy, że w głębi duszy nie pozostał starym dobrym Yung Leanem, który rapuje o jaraniu, trzepaniu hajsu i popijaniu drinków — to też znajdziecie na płycie.

Gdy Yung Lean znów przyjechał do Londynu na koncert w Koko (bilety się wyprzedały), spotkałam się z nim na kawie. Pamiętał mnie i zaproponował, żebyśmy do końca życia spotykali się co dwa lata, jak w filmach „Przed wschodem słońca" i „Przed zachodem słońca". Przez ten czas zdążył dorosnąć i zrobić sobie więcej tatuaży. Może i rapuje o torbach od Louis Vuitton, ale ma ze sobą pluszowy plecak z Gengarem, w którym znajduje się wbudowany schowek na karty Pokémon. Niestety nie ma już kolekcji z dzieciństwa, ale razem z kolegami wkręcił się w „Hearthstone", karcianą grę w stylu „Final Fantasy", która „nie jest tak kultowa, jak Pokémony, ale równie interesująca".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak się masz?
Bardzo dobrze! Miałem dużo roboty.

Domyślam się. Gdy widzieliśmy się ostatni raz, powiedziałeś mi, że Szwecja jest do bani — dostrzegłeś to na trasie. Mimo to nadal tam mieszkasz — zmieniłeś zdanie?
Teraz nawet lubię Szwecję, ale nie całą. Nie lubię szwedzkiej mentalności. Mieszkam sam w świetnej dzielnicy na przedmieściach Sztokholmu. Nazywa się Sätra i jestem tam bardzo szczęśliwy.

Czy to daleko od miejsca, w którym dorastałeś?
Nie aż tak. Sztokholm wcale nie jest taki duży. Z Sätra pochodzą wszyscy gangsta raperzy, ale jest tam miło. Nie było mnie stać na mieszkanie w dzielnicy, w której mieszkają moi znajomi i rodzice, to zbyt drogie. Mogłem sobie pozwolić na Sätra. I tak nawet wolę tam mieszkać. Mamy duży, wspólny balkon, więcej lasów i zieleni, bardzo dobre syryjskie restauracje. Wcześniej, gdy wracałem do domu, zasłaniałem czerwone oczy i mówiłem rodzicom „No, na trasie było fajnie". A teraz, gdy wracam do domu, jestem sam! To miłe.

Tak, te dwie strony twoje życia musiały mocno ze sobą kontrastować. Po trasie koncertowej nagle wracałeś do bycia dzieckiem...
Właśnie. Teraz jest mi lepiej.

Czego nauczyły cię ostatnie lata?
Nie wiem... Że ludzie nie zawsze są mili?

Czy nauczyłeś się czegoś, co chciałbyś wiedzieć, gdy miałeś 16 lat?
Może, żeby nie mówić zbyt wiele?

Czy już powiedziałeś zbyt wiele?
Nie, ale w wieku 15-16 lat nie myśli się o konsekwencjach... Uprawiasz z kimś seks na haju i nie rozumiesz, że kiedyś to może się na tobie odbić.

Teraz twoje decyzje są bardziej przemyślane?
Tak. Ale nadal jestem bardzo porywczy. Uczę się, że niektóre rzeczy się za nami ciągną, jak plotki. Ale chyba mam to gdzieś. Żyję w swojej małej bańce. Zrozumiałem, że jestem bardzo południowoamerykański...

W jakim sensie?
Jestem bardzo wyluzowany. Menedżerowie mówią „Spotkajmy się na kolacji o 20:00", a ja przychodzę o 22:00. Nigdy nigdzie nie pasowałem. W Sztokholmie i Londynie wszyscy są punktualni, zawsze na czas, a ja nigdy. A gdy pojechałem do Ameryki Południowej, wszystko nabrało sensu.

Chciałbyś tam kiedyś zamieszkać?
Tak, może przeniosę się do Meksyku. Ale na pewno zachowam mieszkanie w Sztokholmie. Wynajmę je albo coś.

Byłeś już w Japonii, prawda? Czy była taka, jak sobie wymarzyłeś?
Tak, chyba jestem też trochę japoński! Żyję w bardzo minimalistyczny sposób. Nie zajmuję dużo miejsca, nie potrzebuję wielu rzeczy. Byłem tam dwa razy i spotkałem się z tymi samymi ludźmi. Piliśmy i śpiewaliśmy na karaoke. Wszyscy są otwarci, było bardzo fajnie. Odwiedziłem bar karaoke, w którym kręcili „Między słowami" i piłem japoński lean. Był dobry! Kupiliśmy sześć butelek, chciałem je sprzedawać w Miami po tysiąc dolarów. Zarobiłbym niezłą kasę!

Cóż, zawsze jest mieć dobrze coś w zanadrzu, gdyby plany nie wypaliły.
Dokładnie! Po prostu zacznę dilować. Zrobię wszystko na opak — przeważnie raperzy najpierw sprzedają narkotyki, a potem nagrywają kawałki, a ja zrobię odwrotnie.

Przez kolejne sześć miesięcy będziesz w trasie... Czy w swoje urodziny będziesz daleko od domu?
Nie, spędzę je z babcią i gośćmi! Urządzam 20. urodziny, kolumbijski przyjaciel rodziny ugotuje jedzenie, przyjadą też moi znajomi z Japonii oraz Adamn Killa z Chicago. Będzie super. Brzmię jak mały dzieciak, gdy tak opowiadam o urodzinach!

Bardziej cieszysz się na myśl o urodzinach niż na trasę koncertową?
Pewnie tak. Mogę wybrać muzykę i gości... Brzmi trochę słabo, bo przecież nie można wybierać ludzi na koncertach. Ale sam nie wiem, odmiana zawsze jest przyjemna. Dopóki na koncertach mogę urzeczywistnić część swoich pomysłów, mi to pasuje. Próbuję używać więcej rekwizytów i tak dalej, mam sztuczną krew i strój pielęgniarza. Nudziła mnie wizualna strona rapowych koncertów, więc zapożyczyłem elementy z noise'u i punka. Rap oraz stojące za nim postaci są ekscytujące, jak koncert Lil Durka, więc on nie musi wychodzić na scenę zakrwawiony. Yung Lean pewnie też nie musi, ale... to dobra zabawa. Znudzili mnie zwykli ludzie na scenie.

Najciekawszy koncert na jakim byłeś to...?
Nie widziałem ostatnio zbyt wielu, więc nic nie przychodzi mi do głowy. W tym roku pójdę na koncert Brainbombs, musisz ich posłuchać, są super, też pochodzą ze Szwecji. Mają bardzo apolityczne piosenki, z tytułami jak „Lipstick On My Dick". To świetna muzyka. Co zabawne, typowi Szwedzi by zwymiotowali, najchętniej na nich.

Ale nie ty.
Nie, nie ja. Ja jestem japoński i południowoamerykański! Właśnie mi się przypomniało — gdy miałem 13 lat widziałem Crystal Castles, byli super. Lubię też ekstrawaganckie występy, na scenie chcę oglądać słonie i inne takie.

Skoro już jesteśmy przy ekstrawagancji, to czy możesz mi powiedzieć o najbardziej luksusowym doświadczeniu z twojego życia?
Chciałbym mieć ich więcej. Może jazda limuzyną, picie szampana, palenie blantów, łykanie Xanaxu i słuchanie Future'a? To robiłem w zeszłym roku w Nowym Jorku. A potem utknąłem w torbie Prady. Byłem nieźle nastukany i chciałem do niej wejść i się zaciąłem.

Czy ktoś to uwiecznił?
Sherman pewnie ma na telefonie jakieś zdjęcia.

Porozmawiajmy o płycie „Warlord". Z której piosenki jesteś najbardziej dumny?
Chyba z „Fire" i „Eye Contact". Może jeszcze z „Miami Ultras". Lubię je, bo dobrze oddają to, co wtedy robiłem i jak się czułem.

Gdyby ten album mógł być ścieżką dźwiękową filmu, który byś wybrał?
Połączenie „Lśnienia", „Niekończącej się opowieści" i „Aguirre, gniewu bożego".

Dobry wybór. Mówiłeś wcześniej, że Yung Lean to postać, którą stworzyłeś. Czy teraz czujesz, że Yung Lean jest po prostu tobą?
Tak. Zrzuciłem maskę.

Czy to dlatego, że stałeś się bardziej pewny siebie?
Miałem 16 lat i rapowałem o wciąganiu kokainy, a potem naprawdę jej spróbowałem i... to tyle. Zabawnie było tworzyć pewną postać i po jakimś czasie się nią stać, zrozumieć, że ona po prostu jest mną. Wszystko, co mówię, jest oparte na prawdziwych zdarzeniach, od „Oreomilkshake" po „Warlord". To wszystko się wydarzyło. Ciężko byłoby to wszystko wymyślić. Chciałbym, żeby tym projektem stał ktoś inny, coś więcej. Bo to tylko ja, a to trochę smutne.

Uważam, że to dobrze...
Nie, to byłoby niezłe zaskoczenie, dobra historia.

W swoich tekstach wspominasz różne rzeczy. Jaki dostałeś najlepszy prezent związany z jednym z twoich tekstów?
Rapowałem o kocim autobusie, wiesz, takim jak w filmie anime Miyazakiego. Dostałem trzy gadżety z kocimi autobusami, gdy byłem w Tokio!

Czy odwiedziłeś muzeum Studia Ghibli?
Tak, ale się zawiodłem. Myślałem, że będzie przypominać Disneyland, ale z twórczością Miyazakiego.

Rozumiem. Co ci się ostatnio śniło?
Zapisuję wszystkie sny, które pamiętam.

Spisujesz je po angielsku czy po szwedzku?
Po szwedzku, ale coś ci przetłumaczę. Dobra... jesteśmy w Sztokholmie, idziemy ulicą. Kim, koleś, który robi mój towar [koszulki, czapki, itd.], zostaje postrzelony. Ktoś pisze na Twitterze, że powinienem stanąć na schodach. Stoję więc na schodach koło łódki. Ktoś z pokładu podaje mi kamerę, a ja przyczepiam do niej inne urządzenie i teraz kamera jest uzbrojona, jest naładowaną bronią. Razem z Nino Thaiboyem szukamy gościa, który postrzelił Kima. Znajdujemy go i robimy zdjęcia. Spotykamy się ze znajomymi, żeby im powiedzieć, że Kim nie żyje, a nasze przygody wywołały chaos w Sztokholmie. Idziemy do teatru obejrzeć sztukę, w której grają same psy. W pewnym momencie psy mówią, że słuchają Buriala. Kim go uwielbia, więc patrzę na moich przyjaciół, a oni płaczą. Emilio wypuszcza teledysk do „Sippin", ale piosenka zmieniła się w kawałek z lat 80. z piskliwym głosem, a cały teledysk to tylko Nino strzelający z pistoletów. Wkurzam się na Emilio.

Niesamowite.
Tak.

Powinieneś wydać książkę ze snami.
Nagram film. Właśnie piszę scenariusz. Postaram się sprawić, żeby był jak najpodobniejszy do „Drive". Chcę, żeby widzowie czuli niepokój.

To będzie seria krótkich filmów?
Tak. Nie mogę się doczekać. Dokończę scenariusz w Meksyku.

Idealnie. Czytasz teraz jakąś książkę?
Tak, nawet przeczytałem rano.

Przeczytałeś rano całą książkę?
„Mewę" Richarda Bacha. Jest świetna. Dostałem ją od pewnej dziewczyny, która ma na imię Barbara. Mewa Jonathan wymyśla nowy sposób latania i dostaje się do nieba. To trochę biblijna opowieść, bo Jonathan ma uczniów. Bardzo dobra książka.

Z jaką fikcyjną postacią najbardziej się utożsamiasz?
Gdy dorastałem, czułem się jak Holden Caulfield z „Buszującego w zbożu". Ale wiesz, to strasznie tandetne. Gdy ma się dwanaście lat, zna się tylko takie książki jak „Harry Potter". Czytasz i myślisz, o mój Boże, ja też jestem sam! Ja też jestem zupełnie wyjątkowy! Teraz wybrałbym esej „Słońce i stal" Yukio Mishimy. Nie dlatego, że ćwiczę, ale dlatego, że mi też niektóre pomysły nie dają spokoju, co nie zawsze jest dobre. On ma obsesję na punkcie odebrania sobie życia w piękny sposób. Dlatego musi ćwiczyć, stać się piękną osobą, żeby się zabić i pozostawić po sobie piękne ciało.

A co jest pięknym sposobem na śmierć?
Seppuku.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Francesca Dunn
Zdjęcie: Lily Rose Thomas
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska