w sezonie jesień/zima 15 raf simons wraca do szkoły

Raf Simons otworzył paryskie pokazy mody męskiej nostalgiczną, ale w żadnym wypadku nie bazującą na jego starszych kreacjach kolekcją. Przypomniał branży mody, że aby zrobić wielkie wrażenie wystarczy tylko skromna scena.

tekst i-D Team
|
22 Styczeń 2015, 3:13pm

Rafa Simonsa zainspirowały tym razem wczesne pokazy jego bohaterów, Martina Margieli i Helmuta Langa. Dlatego urządził swój pokaz jesień/zima 15 w ponurym magazynie na nieco mniej szykownych obrzeżach Paryża („Nie odchodźcie zbyt daleko" - powiedział zaniepokojony kierowca i-D, kiedy przed pokazem próbowaliśmy znaleźć jakąś okoliczną kawiarnię). Kolekcje pokazano w świetle fluorescencyjnych lamp, na wysokim wybiegu - w stylu lat 80. W tle można było usłyszeć piosenkę Child in Time zespołu Deep Purple, zmiksowaną z epickim rozmachem przez Michela Gauberta. Zaproszenia o rozmiarach plakatu głosiły „Z powrotem do archiwów, wszystko już nieaktualne". I rzeczywiście, Raf Simons odrzucił w swojej kolekcji ideę inspirowania się modowymi archiwaliami. Zamiast tego cofnął się do swoich studenckich lat. Czasów zanim jego słynne archiwa w ogóle powstały. Znajdziemy w niej nostalgię jego najnowszych kolekcji, ale także lekceważącą, nawet nieco nastoletnią dekonstrukcję. Bazującą na indywidualnych przeróbkach ubrań i częściowo na uniformizacji, która już pełni ogromną rolę w tym sezonie. Po pokazie ekipa i-D, wraz z grupką innych wyznawców Simonsa, zasiadła z Rafem w kręgu. Przypominało to nieco zebranie w szkolnej klasie. A projektant uraczył nas lekcją na temat swojego wspaniałego świata.

Czemu archiwa są już nieaktualne?
W następnym sezonie moja marka skończy 20 lat, licząc w kolekcjach... ponieważ ominąłem jedną kolekcję, kiedy koło 2000 roku zrobiłem sobie przerwę. Skłania to mnóstwa przemyśleń na temat przeszłości. Nie chodzi wyłącznie o tę kolekcję. To trwa już od paru sezonów. Było obecne w kolaboracji ze Sterling, jak i w ostatniej kolekcji. Która odnosiła się w znacznym stopniu do mojej własnej przeszłości, rodziny oraz przyjaciół. I do początków marki. Tak więc wraca się do archiwów. Ale za każdym razem, gdy do nich wracaliśmy, nie czuliśmy wcale, że zrobienie czegoś z archiwaliów będzie aktualne. Bardziej odpowiednie zdawało się zrobienie czegoś innego.

Stąd wziął się pomysł na zaproszenia?
Niektórzy pytali mnie: „Czemu twierdzisz, że twoje archiwa są teraz kompletnie nieaktualne?". Odpowiadałem: „Nie, my wcale tak nie mówimy". To brzmi tak: „Z powrotem do archiwów - przecinek - wszystko już nieaktualne". Ludzie ruszają do archiwów, wyjmują z nich jakąś kreację, wkładają na chłopaka... i my tak naprawdę mówimy tu „nie". Nie robimy czegoś takiego. „Z powrotem do archiwów"? Sięgnięcie dokładnie po to samo nie jest aktualne.

Jak kolekcja stała się tak osobista?Kojarzyła mi się z pewnym łacińskim określeniem. Przez to poczułem się, jakbym składał wymagane dokumenty, by uzyskać tytuł naukowy. Dlatego wróciłem wspomnieniami do czasów spędzonych na uczelni. Przez pierwsze lata przerabiałem łacinę, grekę, matematykę... Bardzo poważne rzeczy. Chodziło mi też o to, że człowiek podróżuje przez te fazy bycia dzieckiem, nastolatkiem, potem studentem - i przez to wszystko musisz przejść z twoimi rodzicami albo twoją szkołą

Skąd wziął się pomysł na te pobazgrolone fartuchy laboratoryjne?
To taki bardzo belgijski zwyczaj. Myślałem, że robi się tak na całym świecie. Chodzi o to, że jak zaczynasz naukę na uniwersytecie, w ciągu miesiąca czy dwóch nadejdzie dzień, kiedy zostaniesz w pewnym sensie ochrzczony. Amerykanie mówią na coś takiego „hazing". Ale to zupełnie nie to samo. Chrzczą studenci z trzeciego i czwartego roku. I podczas uroczystości obowiązuje bardzo konkretny dress code. To ma przypominać kapłanów w kościele. Ludzie, którzy cię chrzczą, są ubrani w fartuchy laboratoryjne pokryte mnóstwem wiadomości naniesionych podczas chrztów z poprzednich lat. Stąd właśnie wzięło się to w kolekcji.

Co dzieje się podczas takiej ceremonii?
Chrzest może przybrać naprawdę różne formy. Od tych ekstremalnych, jak zjedzenie kilograma Nutelli. Albo musisz grać z kimś w szachy i za każdą straconą bierkę pijesz kolejkę wódki. No wiecie, to właśnie takie rzeczy. W fartuchach laboratoryjnych nie chodzi wyłącznie o pisanie po nich. Uczestniczą też we wszystkich punktach tej uroczystości. Są noszone przez cały dzień. Może więc być na nich krem czekoladowy, wódka i piwo. A każdego roku we wrześniu/październiku widuje je w sumie ponownie. Bo w każdym mieście Belgii mnóstwo ich wtedy na ulicach.

Czy poddano cię takiemu rytuałowi?
W moim przypadku, ponieważ chodziłem do szkoły z kręgu środowisk sztuki użytkowej, kazano mi i czterem kolegom z roku stanąć w wielkim pudle. Wypełniono je gipsem, żeby stało się utwardzonym podestem. Przez dziesięć godzin byliśmy żywym posągiem. A pod koniec dnia dają ci młotek.

A czy sam ochrzciłeś kiedyś kogoś?
Nie, nigdy. To nie jest coś, co musisz koniecznie zrobić. Nigdy nie chrzciłem innych studentów. Nie chciałem używać przemocy!

Co oznacza dla ciebie ten rytuał?
Wychowywałem się w wiosce. Oprócz sklepu z płytami, nie było w niej nic. To wszystko. Żadnego butiku, żadnej galerii. Nie przypominało to kultury, która obecnie bez ustanku wdychamy i wydychamy. Tak więc w pewnym sensie jesteś tym, kim jesteś. A kiedy pójdziesz do szkoły, twój styl może się zmienić. Ten chrzest łączy ze sobą wszystkie dziewczyny i chłopaków. Sprawia, że stajecie się grupą. Imprezujecie razem. Widuje się ludzi, którzy przechodzą na styl Nu Rave. Albo vintage'owe ciuchy z lat 60, które wynajdują w second handach... Chciałem po prostu umieścić takie gangi w świecie, w którym wszyscy żyjemy razem.

Dlatego wysyłałeś modeli na wybieg w grupach?
Tak naprawdę, to nie planowaliśmy tego. Pod koniec przygotowań uznałem, że to będzie interesujące. Ja ostatnimi czasy lubię coraz bardziej i bardziej, jak wszystko rozgrywa się organicznie. Mam wrażenie, że z moją marką mogę sobie pozwolić na swobodę. Ponieważ jesteśmy niezależni i wciąż czuję ten rodzaj wolności.

Wydaje mi się oczywiste, że to wszystko to dla ciebie bardzo osobista sprawa, zgadza się?
Myślę sporo o moich wspomnieniach. To nie są tylko wspomnienia o mojej marce, ale też o markach, którymi interesowałem się zanim zacząłem pracować w modzie. Jak o kimś pokroju Martina Margieli. I lubię te odniesienia, bo on był jedną z przyczyn, dla których wziąłem się za projektowanie. Obok Helmuta Langa. Ale wspominam też te wczesne lata i wtedy wszystko było inne. Mugler urządzał już pokazy na wysokiej scenie, bardzo szykowne. Coś, co łączy sie z pokazami, jakie obecnie widujemy wszędzie. Jednak potem Margiela zrobił swoje poza Paryżem, w zupełnie odmiennych, trudnych okolicznościach. Czasem to było nawet niebezpieczne. Jak przejazdy metrem w blasku świec... To wszystko stanowiło jeden wielki happening. 

Jak wspomnienia odbijają się teraz na tobie?Ostatnio wydaje mi się, że w tym była przede wszystkim systematyczność. I może chcę tak zwyczajnie przekazać to młodym pokoleniom, bo wciąż czujemy się młodą marką. Dochodziło do dialogu, było sporo informacji zwrotnych od publiki i to zachowuje we mnie taką energię. I sądzę, że może częściowo - nie, żebyśmy świadomie to przemyśleli - ktoś taki jak ja powinien pokazać innym, że da się to tak zrobić. Nawet jak nie masz białych świateł, miejsc siedzących na widowni i tym podobnych luksusów. Chodzi o to, co pokazujesz. A nie okoliczności, w których to pokazujesz

rafsimons.com

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Zdjęcia: Ash Kingston
Podziękowania dla Susie Lau, Richarda Gray, Anthony Stephinson i Pierre Rougier.

Tagged:
Raf Simons