punkowe kołysanki luluc nie dają spać

Wyłowił ich współtwórca niezależnej wytwórni Sub Pop ze Stanów, Jonathan Poneman, ten sam, który odkrył Nirvanę. Kołysanki Luluc – tego nufolkowego duetu z Melbourne – nie dają spać. „Piękno, na które tak harowałeś, zawsze będzie przy tobie” – mówią...

tekst Milly McMahon
|
07 Lipiec 2014, 2:15pm

Cichutka orkiestra w tle głosu Zoë - rogi, wiolonczele, gitary i pianina - wygrywa historię przejmującej tęsknoty. Dodaje szorstkości wzruszającym tekstom: bajkom o szczęściu, szalonej miłości, wielkiej stracie i życiu w pojedynkę. Dzięki niej malownicze scenki nabierają kształtów, wierzbowych listków, śpiewu ptaków i promyków słońca. Subtelnie pokazują, jak głęboki może być głos, który po prostu sięga po prawdę.

Zaskakiwać może jednak to, że muzyka duetu z założenia inspirowana jest punkiem, choć równie często nawiązuje do Nicka Drake'a i Simona & Garfunkela. Jest niczym widok z okna wiejskiego domku: sielanka, która tętni pięknem, jakiego świat nie widział. Chcemy słuchać tych utworów w kółko i jeszcze raz cieszyć się smutkiem ich pięknego dźwięku. Ich twórcy, Zoë i Steve, rozmawiają dla nas o miłości do pisania muzyki i wzajemnym podziwie do swoich umiejętności.

Steve: Wiem, że gdy dorastałaś, słuchałaś dużo punka i wpłynęło to na twoją muzykę. O czym była pierwsza piosenka, którą nagrałaś?
Zoë: To prawda, słuchałam wtedy sporo Iggy'ego Popa i takich kapel jak The Clash oraz Ramones - i dalej ich słucham! Wielu innych gatunków też. Płyty Simona i Garfunkela oraz Paula Simona były i nadal są wśród tych, które najbardziej cenię. Całe szczęście, że w gablocie z winylami moich rodziców był taki duży wybór. I że poznałam kilku ważnych dla mnie ludzi. To od nich dostawałam składanki z takimi skarbami jak Ramones, na których inaczej mogłabym nie trafić. W moim małym miasteczku dostęp do niszowej muzyki był co najmniej trudny. A więc pierwszy tekst pierwszej piosenki… To było dawno temu, ale wydaje mi się, że leciał: „Nie byłam pierwszą dziewczyną, która się na tobie wykrwawiła". Hmm, nie wiem, czy chcę, żeby to poszło do druku, wyjęte z kontekstu brzmi strasznie!

„Klasyczna muzyka zawsze zachowuje w sobie czarująco ulotny ślad twórcy"

Steve: Za ostro?
Zoë: Tak, a nie o to mi chodziło!
Właściwie, to zobaczyłam kiedyś występ dziewczyny w T-shircie z nadrukiem „first girl". Miałam jakieś 17 lat i takie robienie z siebie kogoś wyjątkowego wydawało mi się żałosne, trochę się zawiodłam. Ale stąd wzięła się pierwsza linijka. A jak nadal jest z moim pisaniem tekstów? Po pierwszych słowach wystrzeliła reszta. Była o złamanym sercu i kiepskim chłopaku.

Steve: Powiedziałbym, że to całkiem niezłe początki. Teraz ludzie mogą nie wyczuć punka w naszej muzyce. Myślisz, że pozostał w niej jeszcze jakiś ślad? W końcu facet, z którym podpisaliśmy kontrakt, współpracował kiedyś z Nirvaną i Mudhoney.
Zoë: Punk jest dla mnie tylko kategorią muzyki, niekoniecznie jej przesłaniem. Możesz robić bezpieczny i popularny punk, ale to chyba wbrew idei prawda? Tym, co przyciąga mnie do wykonawców punkowych i każdych innych, jest buntowniczość w ich naturze i różnorodność ich pomysłów. Nagrania, które odkryłam jako nastolatka, były dla mnie idealne. Żeby jakoś się trzymać w konserwatywnym środowisku plotkarskiego miasteczka, bardzo potrzebowałam tej lekkomyślności i myślenia o sobie. I dalej te nagrania kocham! Nirvana jest świetnym przykładem, jako nastolatka widziałam ich na żywo w Melbourne. Wyjechałam z domu, mieszkałam w klitce, było mi ciężko po ucieczce z małego miasta. Z drugiej strony, ekstra było chodzić po szkole w koszulce Nevermind. Uwielbiałam patrzeć na reakcje ludzi. Nadal jest coś z tego w moich piosenkach. Ale tworzenie muzyki jest jak wielkie płótno - tak wiele rzeczy na nie wpływa.

Steve: Co skłoniło cię do tworzenia bardziej melodyjnej muzyki? Masz wspaniały głos, cieszę się, że wykorzystujemy go w naszym stylu, a nie - powiedzmy - w scream metalu.
Zoë: Więc jak mówiłam: zawsze lubiłam wiele gatunków muzycznych, wielu wykonawców i zawsze kochałam świetny głos. W jego brzmieniu jest coś wyjątkowego, głębia i szczerość. Pierwszą płytą, którą kupiłam za własną kasę, była Graceland Paula Simona. Za 11 dolarów, gdy miałam 11 lat! Znałam już na pamięć Bridge Over Troubled Water, There Goes Rhymin' Simon i One Trick Pony. I uwielbiałam je. Ale ta płyta dała mi coś, z czym nie miałabym kontaktu w Upotipotpon, australijskiej wsi. Pamiętam to uczucie, gdy zaczęłam jej słuchać, byłam oszołomiona jej pięknem, magią głosów Ladysmith Black Mambazo, ich harmonią. Dziwnie mnie to uderzyło, brzmiało jakoś znajomo! To było niesamowite nagranie - i przeżycie. Tak bardzo się z tego cieszyłam. Nigdy nie znudzą mi się nagrania Simona i też chcę tworzyć albumy, których można słuchać przez długi czas. To dla mnie ważne, mam nadzieję, że nam się to udaje.

Zoë: Na koniec moja kolej na pytanie. Jaką techniczną radę dałbyś komuś, kto tworzy muzykę? Moim skromnym zdaniem odwaliłeś kawał dobrej roboty przy miksowaniu naszych dwóch płyt. Co byś więc poradził?
Steve: No, nieźle! Najlepszą radą, jaką mogę dać, jest ta, żeby nie przesadzać z efektami specjalnymi - chyba że są absolutnie potrzebne twojej muzyce. Niektórzy twórcy są z natury nieśmiali, rozumiem, że podkręcanie dźwięków, żeby brzmiały supercudownie, może wydawać im się słuszne. Ale uważam, że klasyczna muzyka zawsze zachowuje w sobie czarująco ulotny ślad twórcy. Najważniejsze, by tego nie zakryć.

Zoë: Racja.

Kredyty


Tekst: Milly McMahon

Tagged:
muzyka
muzyka wywiady
luluc