​„nowacy” zamiast „uchodźcy”

Jana Shostak, która przygotowuje dyplom na warszawskiej ASP, chce wyrzucić ze słownika stygmatyzujące słowo i zastąpić je innym, a jej akcję popiera nawet profesor Miodek.

|
kwi 20 2017, 12:10pm

zdjęcie: Dawid Groński

Akcje Jany Shostak, która właśnie przygotowuje dyplom w pracowni Mirosława Bałki na warszawskiej ASP, zawsze dotykają ważnych, aktualnych tematów. Jej aktywność w czasie Światowych Dni Młodzieży, kiedy wywiesiła (razem z Marią Olbrychtowicz) flagę z podobizną nieobecnego w identyfikacji wizualnej Franciszka na krakowskim rynku oraz na spotkaniu z papieżem trzymała tabliczkę z napisem „Papa call me", wzbudziła zainteresowanie mediów z całego świata.

Teraz Jana powraca z projektem „nowak" i chce odczarować negatywne skojarzenia, jakie pojawiają się wśród Polaków w związku z uchodźcami. Dotarła nawet do profesora Miodka, który pozytywnie ocenił jej starania, żeby w słowniku pojawił się „nowak" jako rzeczownik, a nie jedynie najpopularniejsze polskie nazwisko. Obecnie Jana stara się, żeby ruszyła „medialna kula śniegowa", a słowo „nowak" zalało polskie media, jak do tej pory było z „uchodźcą".

Wstałaś pewnego dnia z łóżka i w głowie nagle pojawił ci się pomysł, żeby „uchodźców" nazwać „nowakami"?
Nie, ale pamiętam, że jednego dnia, jeszcze przed kolejnym oblężeniem w Syrii, wstałam i zaczęłam szukać informacji na temat nowaków. Myślałam nawet, że może wyruszę do Aleppo. Poczułam, że chciałabym jakoś pomóc. Zaczęłam więc chodzić do ośrodków dla nowaków. Początkowo jeździłam tam ze względu na swoją ciekawość i chęć rozmowy.

Dużo mi pomogła organizacja Refugees Welcome, która stara się wynajmować pokoje dla nowaków, żeby ułatwić im integrację ze społeczeństwem. Pomagają im przenieść się z ośrodków i rozpocząć samodzielne życie w Polsce. Wprowadzają do mieszkań, gdzie współlokatorzy mówią po polsku, dzięki czemu oswajają się w rzeczywistości. Refugees Welcome organizuje też niezobowiązujące spotkania, w czasie których można po prostu posiedzieć i porozmawiać. W trakcie jednej z takich rozmów doszłam do tego, że większości nowaków nie odpowiada słowo „uchodźca", bo jest stygmatyzujące i trudno im nawet je wypowiedzieć ze względu na „dź", które jest spółgłoską zwarto-szczelinową dziąsłowo-podniebienną dźwięczną, jak później dowiedziałam się (śmiech).

A kiedy narodził się pomysł, żeby to spostrzeżenie zamienić w projekt artystyczny?
W tamtym czasie zaczęłam przygotowywać się do dyplomu w pracowni Mirosława Bałki na warszawskiej ASP. Zdaję sobie sprawę, że trudno zrobić projekt społecznie zaangażowany, który byłby wolny od zarzutów o to, że ktoś kogoś wykorzystuje i żeby był też rzeczywiście skuteczny. Na początku bałam się podjąć ten temat, ale intuicyjnie wydawał mi się właściwy.

Zaprosiłam więc językoznawców, socjologa, esperantystki, nowaków z Konga, Nigerii i Syrii, wolontariuszy, poetów i artystów do swojego mieszkania. Chciałam wykonać gest zaufania wobec nowaków, zaprosić ich do siebie. Zjawiło się około 13 osób, było ciasno, ale dzięki temu powstała dyskusja. Zależało mi na różnych perspektywach i dojściu do wspólnego słowa. Panie esperantystki zaproponowały „alilandano" (ali - inny, land - ziemia, ano - człowiek), większość jednak stwierdziła, że brzmi to zbyt włosko. Nowak z Kongo powiedział „imiegaux", połączył słowa imigranta i egalite, równość. To też było ciekawe, ale jednak stwierdziliśmy, że musimy szukać czegoś polskiego, nie zależało nam na wprowadzeniu obcych słów do naszego słownika. Nowak jako rzeczownik nie funkcjonuje, dlatego ruszamy z tym projektem.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nie myślałaś, żeby może odczarować słowo „uchodźca" zamiast wprowadzać nowe do słownika? Tak było w przypadku słowa „gej", które po latach straciło swoje pejoratywne znaczenie.
Ciężko jest odczarować słowo w momencie, kiedy większość społeczeństwa jest za jednym, konkretnym znaczeniem. Czułam, że wprowadzenie nowego słowa też może powodować, że później zostanie negatywnie nacechowane. Mam jednak wrażenie, że słowo „nowak" jest idealne, bo jeśli mielibyśmy śmiać się z nowaków, to musielibyśmy też zacząć śmiać się ze wszystkich Polaków, którzy tak się nazywają.

No właśnie, co na to Polacy noszący to nazwisko?
Znam jednego Nowaka, muszę zapytać (śmiech). To przypomina Nowakom, że też są przybyszami. Ich nazwisko wzięło się z tego, że tu przybyli. Istnieją jego różne etymologię, ale jedna mówi, że ludzie przyjmujący chrzest w 966 roku zostali nazwani Nowakami. Inna mówi, że osoby, które przybywały z innych terytoriów były tak nazywane. Każdy z nas jest nowakiem.

Nowak to najbardziej popularne polskie nazwisko, stąd mnóstwo żartów „o Nowakach". Czy to dobrze, żeby ludzie przybywający do Polski byli nazywani właśnie w ten sposób?
Dobrze, że istnieją żarty o Nowakach. Wydaje mi się, że poprzez żart buduje się najsilniej poczucie przynależności. Nowacy mogą wejść w naszą kulturę, stać się częścią szerszego zjawiska „nowactwa". Mam nadzieję, że uda się wypuścić serię memów przy okazji tego projektu. Szukam ludzi, którzy pomogliby mi je stworzyć.

Udało ci się skontaktować też z profesorem Miodkiem, najbardziej znanym polskim językoznawcą. Jak zareagował na twój pomysł i co ci poradził?
Profesor powiedział, że „nowacy" będą lepsi niż „nowaki", bo jak się mówi „Polaki" to brzmi bardzo zgorzkniale. Jeszcze nie zapytałam o kobiecą formę, ale pewnie będzie to „nowaczka". Stwierdził też, że będzie ciężko wprowadzić to słowo do użycia, ale damy sobie radę i trzyma za nas kciuki. Mam więc poparcie największego autorytetu.

Mnie też wydaje się, że wprowadzenie do języka nowego słowa jest czymś niewyobrażalnie trudnym. Czujesz, że to naprawdę może się udać?
Najpierw miałam za cel rozmowę z Miodkiem, teraz potrzebuję medialnej pomocy, żeby to podziałało. Wydaje mi się, że polskie społeczeństwo potrzebuje medialnego autorytetu. Trochę nie słuchamy samych nowaków. Ludzie na ulicy mówili mi, że traktują nowaków jak ludzi i to nieważne, jak będą nazywani. Dla wielu mniej wrażliwych Polaków to może nie być w ogóle temat do dyskusji, ale dla tych, którzy chcą wysłuchać nowaków, to stanie się problemem. Moja propozycja jest skierowana do ludzi, którzy chcą w niematerialny sposób pomóc nowakom. W samym słowie „uchodźca" zawiera się tymczasowość, podkreślone jest to, że to człowiek, który cały czas musi uciekać i nigdy nie jest przyjmowany przez społeczeństwo do końca. Czas to zmienić.

A czy w ogóle projekt artystyczny powinien tak daleko ingerować w życie społeczne?
To dobre pytanie. Mnie się wydaje, że wkraczamy teraz w epokę zacierania granic między tymi sferami. Sztuka staje się przestrzenią dyskusji, mostem pomiędzy różnymi płaszczyznami życia. Jak mówi przedstawicielka nurtu Arte Util, Tania Bruguera: „Musimy wstawić urynał Duchampa z powrotem do toalety, gdzie będzie można znowu go używać".

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Dawid Groński