Reklama

​supergirls: zofia krawiec

Jest młodą intelektualistką — krytyczką sztuki, kuratorką i autorką książki „Miłosny performans”, a od niedawna wrzuca do sieci seksowne zdjęcia…

tekst Basia Czyżewska
|
20 Marzec 2017, 11:05am

Pod jednym ze zdjęć na Instagramie piszesz: „Bycie sexy jest niebezpieczne".
Tak, ten podpis jest dwuznaczny. Na zdjęciu jestem w uprzęży BDSM, która kojarzy się z badaniem i przekraczaniem swoich granic, a nawet z czymś groźnym. Ale świadomość swoich potrzeb to również siła. Z drugiej strony chciałam powiedzieć, że seksowne kobiety nie mają w społeczeństwie łatwo. Są od razu oceniane i sprowadzane do stereotypu. Według tego stereotypu młode piękne dziewczyny nie interesują się światem i nie mają na jego temat ciekawych przemyśleń. Powszechnie uważa się, że ładna dziewczyna jest głupia, nie może być feministką, nie czyta, a skoro zajmuje się swoim wyglądem, to na pewno jest pusta.

Ja wolę świadomie pracować ze swoim wizerunkiem niż udawać, że mogę go nie mieć. Sięgam po skrajne elementy: brokat, obroże, różowe bluzy, gadżety BDSM. Te atrybuty kojarzą się z przerysowaniem, z pewną teatralnością. Pokazują, że kobiecość może być świadomym projektem uprawianym z dystansem i swobodą. Że może być zabawą. Ważne jest dla mnie pokazanie, że dziewczyna ma prawo być seksowna i to wcale nie oznacza, że jednocześnie nie studiuje filozofii. Staram się też powiedzieć, jak ważna jest wolność i emancypacja obyczajowa. Bez nich nasze społeczeństwo się nie zmieni.

W swoim świecie seksownych fotek z feministycznym przesłaniem używasz jeszcze jednego bardzo trudnego słowa: „miłość". Czy to się nie wyklucza?
Miłość to chyba jedna z podstawowych i uniwersalnych potrzeb istot czujących. Nie podoba mi się, że kobiety, które są zakochane, płaczące i cierpiące, traktowane są przez wiele feministek jak żenujące ofiary. Takie myślenie to nic innego, jak powielenie patriarchalnej kliszy, utożsamianie feminizmu z byciem męskimi i niewrażliwymi. Nie lekceważyłabym potrzeby miłości. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni pragną być akceptowani, kochani, pożądani i marzą o namiętności, która wymyka się rozumowi.

Twój instagramowy projekt „Neurotic Girl", w którym zaryzykowałaś i odkryłaś siebie, powstał bardzo niedawno. Wcześniej świat znał tylko jedną Zofię Krawiec — intelektualistkę. Opowiedz o swoim coming oucie.
Kilka miesięcy temu stało się coś, czego bardzo się obawiałam - rozstałam się z chłopakiem, z którym myślałam, że będę przez resztę życia i straciłam kontakt z ważną osobą z rodziny. To był jeden z najtrudniejszych okresów w moim życiu. Załamanie. Ale po jakimś czasie zrozumiałam, że równocześnie stałam się dzięki temu wolna. Mogę robić to co chcę i nikogo swoim zachowaniem nie rozczaruję.

Wcześniej nie miałam miejsca na swobodną ekspresję. Zewnętrzne zakazy i oczekiwania połączone z moimi wewnętrznymi obawami powodowały, że sama się cenzurowałam. Myślę, że kobiety bardzo często tego doświadczają.

I postanowiłaś założyć konto na Instagramie...
Na początku myślałam o napisaniu drugiej książki, ale ostatecznie postawiłam na coś nowego, co pozwoliło mi publikować moje przemyślenia na bieżąco. Uruchomiłam konto na Instagramie z założeniem, że będzie ono miało strukturę powieści konfesyjnej. Chciałam, żeby funkcjonowało trochę na zasadzie serialu o mnie, w którym wyciągam swoje prawdziwe doświadczenia na światło dzienne. Piszę o poważnych rzeczach, ale unikam sięgania po przeintelektualizowany język świata sztuki. Nie czuję potrzeby, żeby się za nim ukrywać. Używam swojego imienia, nazwiska — otwarcie mówię, że czuję się samotna albo potwornie smutna.

Wcześniej bałam się przyznać do takich stanów, wydawało mi się, że kiedy powiem o swojej samotności, ten stan mnie zaleje i w nim utonę, ale okazało się, że jest odwrotnie. Konfrontacja z własnymi uczuciami ma działanie terapeutyczne. Dostałam też wsparcie od dziewczyn z Instagrama, które się ze mną solidaryzują. Uważam, że wiele problemów psychicznych ma źródło w tym, że nie rozmawiamy o uczuciach, tłumimy w sobie emocje.

Kto cię obserwuje?
W większości nie znałam wcześniej osób, które mnie obserwują, ale zdarza się, że dziewczyny piszą do mnie prywatnie, a nawet proszą o spotkanie. Mają potrzebę opowiedzenia o swoich doświadczeniach, które są podobne do moich lub całkiem od nich różne - o smutnych, miłosnych i bardzo prywatnych historiach. Gdyby nie internet, pewnie nigdy nie miałybyśmy okazji się spotkać.

A chłopcy? Czy ktoś odebrał te zdjęcia wyłącznie seksualnie i próbował cię podrywać?
Tak. Regularnie dostaję zdjęcia penisów, ale jestem na to już odporna (śmiech). Kiedy zebrałam się na odwagę, żeby publikować swoje zdjęcia w sieci, poczułam, że mogę to robić, bo nie walczę już o wizerunek w niczyich oczach. Nie muszę się podobać i nie szukam w ten sposób związków. Po rozstaniu pomyślałam: „mam romantyczną relację ze sztuką, to mi wystarczy, już mogę być do końca życia sama". Nie interesowało mnie, co mężczyźni sobie pomyślą, chciałam zawalczyć i odzyskać siebie.

Krytyka zabolała mnie dopiero, kiedy padła z ust kobiety, feministki zajmującej się sztuką. To było coś w stylu: „robisz to, bo szukasz chłopaka". Co ciekawe, od dużej części znajomych mężczyzn dostaję zupełnie inny feedback. Mówią, że to, co robię ich wręcz niepokoi i skłania do myślenia.

Co dał ci ten projekt?
Mój Instagram polega na tym, że wsłuchuję się w siebie. Moja dziewczyńskość to nie jest „Ania z Zielonego Wzgórza", która chce mieć partnera-opiekuna, a równocześnie pozostać silna i niezależna. Moja dziewczyńskość to raczej mieszanka cierpienia, szczęścia, lęku, samotności, bliskości. Żyjąc tak jak żyję i pozwalając sobie na przeżywanie tego, czuję się zalewana emocjami. One są czasem bardzo trudne, ale dzięki temu, że zajmuję się pisaniem i sztuką, naturalnie przychodzi mi zmienianie ich w tekst i w obraz.

Obserwujemy teraz bardzo ważny moment, być może historyczny. Kobiety masowo wychodzą na ulicę i domagają się swoich praw. Feminizm przedostaje się do mainstreamu, sprzedaje albumy gwiazd popu i kolekcje w sieciówkach. Jak myślisz, jak będzie wyglądała sytuacja kobiet za 5 lat w Polsce?
Nie wiem, ale widzę, że dziewczyny zaczęły ze sobą rozmawiać przez internet i już nikt tego nie powstrzyma. W internecie nawzajem się wzmacniają i wyrażają swoje opinie, emancypując się od patriarchatu tłamszącego je w domu, powiatowym miasteczku czy na uczelni. Dzisiaj mogą samodzielnie kształtować swoje poglądy, nie muszą ubiegać się o aprobatę mężczyzn. To fantastyczne.

Młode dziewczyny, które do mnie piszą, są bardzo mądre i asertywne. Ja w ich wieku, mieszkając w Sulechowie, nie miałam z kim rozmawiać o moich przeżyciach. Dla nich to jest naturalne. Odnoszę wrażenie, że są mądrzejsze niż ja w tamtym czasie. Mają wiedzę i kompetencję, których mi w ich wieku brakowało. Czytają i oglądają co chcą, samodzielnie się rozwijają. Kiedy z nimi rozmawiam, czuję, jak mocna jest ta zmiana i z dumy rośnie mi serce.

@neuroticgirl

„Supergirls" to seria rozmów z dziewczynami, które imponują nam swoją kreatywnością, rozmachem i wizjonerstwem. Chcemy poznać je bliżej i zainspirować się ich pozytywną energią.

Przeczytaj też rozmowę z Michaliną Musielak.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: @neuroticgirl

Tagged:
Instagram
sztuka
feminizm
Basia Czyżewska
zofia krawiec
instafeminizm
neurotic girl