przywrócić zaufanie do obrazu

Z Joanną Kinowską, kuratorką m.in. wystaw Vivian Maier i Kuby Dąbrowskiego, rozmawiamy o fotograficznych wzlotach i upadkach minionego roku i o tym, co ciekawego czeka na nas w 2017.

tekst i-D Polska
|
30 Styczeń 2017, 4:45pm

Zdjęcie: Jacek Fota, projekt „Numer 46"

Fotograficzne podsumowanie roku zacznijmy od twojego własnego podwórka. Jesteś kuratorką wystaw fotograficznych - z jakimi najciekawszymi artystami współpracowałaś w 2016 roku?
Z Jackiem Fotą, przy okazji wystawy „46". 46 to najdłuższa linia tramwajowa w Polsce. Zdjęcia w tramwaju i z tramwaju. Tramwaju, który wyjeżdża z miasta i jedzie przez łąki i pola. Ale jak to, tramwaj przez łąki i pola? To nie pociąg? Bo tramwaj kojarzy się ludziom tylko z miastem, światłami, blokami, a tutaj w pewnym momencie pojawiają się bezdroża, prowincja. Widzisz te fotografie i myślisz: znam ten tramwaj. No dobra, tak naprawdę znam inny tramwaj, ale to nieważne. Znam te twarze, te sytuacje. Tak właśnie jest. Po obejrzeniu tych zdjęć, jadąc następnym razem tramwajem, pociągiem czy autobusem, inaczej spojrzysz na współpasażerów i widok za oknem. I każdy odnajdzie w tym widoku co innego. To zdjęcia, które dają do myślenia. „46" to któraś z kolei moja współpraca z Jackiem i muszę powiedzieć, że uwielbiam pracować z tą samą osobą przy różnych projektach i obserwować, jak się rozwija, jak zmienia myślenie. Tak właśnie jest z Jackiem. Bardzo dobrze wie, czego chce, i nieustannie się rozwija.

Kolejna utalentowana osoba, z którą miałam przyjemność pracować w zeszłym roku, to Konstancja Nowina Konopka. Pracuje nad książką „1001 złych uczynków", a wystawa już jeździ i wygrywa nagrody. Przepiękna rzecz. Tu też obserwuję rozwój z projektu na projekt - teraz ma w planach fotoreportaż.

Zdjęcie: Konstancja Nowina Konopka, „1001 złych uczynków"

Jaki album wydany w 2016 roku zrobił na tobie największe wrażenie?
Zdecydowanie „Człowiek w ciemnych okularach" Mariusza Foreckiego. Mariusz był w Moskwie i okolicach i fotografował życie codzienne, imprezy masowe. I niby wszystko spoko, ale nagle tu jakiś czołg, tu uśmiechnięci ludzie, tu militaria. Polityka historyczna, potęga, propaganda. W końcu, dopiero gdzieś w okolicach 150. strony, masz zdjęcie ulicznego stoiska z koszulkami, magnesami. A wszystkie z człowiekiem w czarnych okularach, który za tym wszystkim stoi. Z Putinem. To jest akurat Moskwa. A teraz przełóż tę sytuację to na dowolne miejsce na świecie. Te zdjęcia zmuszają cię, by się na chwilę zatrzymać, przyjrzeć, pomyśleć. Naprawdę wyjątkowa książka.

Zdjęcie: Mariusz Forecki, „Człowiek w ciemnych okularach"

Najlepszy zeszłoroczny debiut?
Jak dla mnie Weronika Gęsicka - pozamiatała na krakowskim ShowOFFie. „Ślady" to świetne fotomontaże, stockowe zdjęcia wyjęte z kontekstu i przerobione na małe precjoza.  Bogactwo skojarzeń, surrealizm, Roland Topor. A druga z sióstr Gęsickich, Dominika, niebawem wydaje książkę ze swoimi zdjęciami ze Spitsbergena.

Zdjęcie: Weronika Gęsicka, „Ślady"

No i jeszcze wprawdzie nie debiut, ale pierwsza polska wystawa monograficzna Ilony Szwarc, nawet nie tyle fotografki, co artystki pracującej z aparatem. Zasłynęła projektem „American Girls": amerykańskie dziewczynki ze swoimi amerykańskimi lalkami. 100 zdjęć, z każdą bohaterką wywiad video, kwestionariusz. Mocny koncept. Ilona bardzo panuje nad obrazem, zahacza też o performance - zwłaszcza w nowej wystawie, bardzo autobiograficznej. To połączone w jedną wystawę trzy serie, jak trzy sekwencje instrukcji do makijażu scenicznego. Zadaje pytania o tożsamość.

Zdjęcie: Ilona Szwarc, „Untitled #14, I am a woman and I play the horror of my flesh"

A propos tożsamości - rok 2016 wyznaczył nowe, niepokojące kierunki, zarówno jeśli chodzi o sposób uprawiania polityki, jak rolę i odpowiedzialność mediów. Nawiązując do nazwy twojego bloga, zapytam więc, jakie było miejsce fotografii w tym dziwnym, przełomowym roku?
Na pewno miejsce fotografii - zwłaszcza prasowej - na koniec 2016 roku nie wygląda najbardziej optymistycznie. Afery z gwiazdami fotoreportażu w roli głównej, a na sam koniec roku próby ograniczenia praw dziennikarzy w sejmie. Wiarygodność dziennikarza prasowego podważana jest i przez władzę, która nie chce, by ktoś jej patrzył na ręce, i nie do końca dla mnie zrozumiałe działania niektórych fotoreporterów. I to tych największych.

Jakich konkretnie?
Na przykład Steve McCurry, gigant fotografii. Jego zdjęcie afgańskiej dziewczyny jest absolutnie ikoniczne. Przez lata znany był jako autor tzw. „ładnych obrazków z trzeciego świata". Może trochę kolonizatorskie spojrzenie, ale niewątpliwie estetyczne, a jako fotoreporter reprezentujący słynną agencję Magnum, McCurry swoim autorytetem gwarantował autentyczność obrazu. A tymczasem został przyłapany na fotomontażu, który do tego nic nie wniósł do opowieści. Wystarczyło wykadrować, to w końcu jedno z naszych narzędzi pracy. A tu nagle prostowanie drewnianej chaty, która się wali, albo wyjmowanie ze zdjęcia trzecioplanowej postaci. Naprawdę bardzo dobre zdjęcie przerobił na ciut lepsze, a to jednak ingerencja w integralność zdjęcia, czyli coś, czego nie wolno robić fotoreporterowi. McCurry długo unikał komentarza, w końcu jednak odpowiedział na zarzuty: „I'm a visual storyteller, not a photojournalist". OK, rozumiem, tylko jakie on w ten sposób opowiada historie?

No tak, Michał Marczak może o sobie powiedzieć, że jest storytellerem, i do woli balansować na granicy filmu dokumentalnego i artystycznej fikcji, ale nie osoba, która relacjonuje np. przebieg konfliktów zbrojnych.
Zgadzam się. Fotografia prasowa rządzi się bardzo ścisłymi regułami, bo zawód fotoreportera to misja społeczna.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Skoro mowa o fotografii prasowej, to jak myślisz, które zdjęcie wygra konkurs World Press Photo za 2016 rok?
Jak dla mnie zdjęciem roku jest fotografia zamachowca w Ankarze. To niesamowite, że już w dniu zamachu wszyscy pisali na Facebooku, że to zdjęcie roku. Także osoby, które w sumie nie interesują się fotografią. Natychmiast powstały z tego memy - zamachowiec zestawiony z Travoltą...

I z „Wściekłymi psami" Tarantino... Dlaczego twoim zdaniem ludzie tak mocno zareagowali na to zdjęcie?
To jest tzw. moment decydujący. Idealna kompozycja, masz czarno na białym, co jest grane, no i te emocje! Widzisz, jak ten koleś krzyczy i trochę się boisz... Pamiętasz zdjęcie martwego chłopczyka na plaży? Patrząc na nie wszyscy czuliśmy się obrzydliwie. A jak widzisz tego kolesia, w tym garniaku, w tej sytuacji, gdzie w tle też jest trup, to jakoś nie czujesz się winna. Masz trochę jakby stop-klatkę filmu akcji, ale nie obudzisz się potem w środku nocy z poczuciem beznadziei. Zdjęcie z chłopczykiem na plaży nie wygrało World Press Photo. Zwyciężyła fotografia Warrena Richardsona o tej samej tematyce - bo też mowa o uchodźcach - ale innej wymowie. Tutaj malutkie dziecko przenoszone jest przez ogrodzenie z druta kolczastego na granicy Serbii i Węgier.Żyje. Przeczytałam gdzieś opinię, że zdjęcie z chłopcem na plaży nie wygrało, bo tam nie ma nadziei, jest tylko opłakiwanie. A tutaj się jednak udaje, choć przecież nie wiemy, jak potoczą się losy tego malucha.

Bierzesz udział w najważniejszych polskich festiwalach fotograficznych: w Krakowie i w Łodzi. Co cię najbardziej uderzyło podczas zeszłorocznych edycji?
W tym roku były pod pewnym względem wyjątkowo spójne. Tematy były inne, ale wychodząc z różnych założeń pokazali coś, co dla mnie jest teraz super mocną tendencją. Chodzi o projekty, w których przez lata, samemu albo w kolektywie, poświęcasz się jakiemuś tematowi i dłubiesz, szukasz skojarzeń, przekopujesz się przez różne warstwy. Chodzi o długofalowe projekty dokumentalne, jakby powieść fotograficzną. Chyba najciekawszym projektem w ostatnich latach był The Sochi Project. Rob Hornstra z Arnoldem van Bruggenem usłyszeli, że w Soczi odbędą się igrzyska olimpijskie, pojechali tam, no i szczęki im opadły, byli zdruzgotani tym, co widzą. Zaczęli się wgryzać w temat. Pracowali nad tym 5 lat, wypuścili po drodze kilkanaście publikacji, a skończyło się gigantyczną wystawą, gigantyczną stroną i książką. Były tam i filmiki, i dokumenty, twitterowe zdjęcia powstańców z Kaukazu, no i ostatnia sala wystawy, poświęcona w całości ludziom, którzy wsparli projekt w ramach crowdfundingu. Tego typu projekty dostarczają mi fakty i nikt mi nie mówi, co mam myśleć.

Długoterminowe projekty pozwalają rozwinąć temat, być może w trakcie prac zmienić zdanie, dołożyć inne materiały, jak w „Straconych terytoriach" kolektywu Sputnik Photos(wystawa w CSW do 5 lutego). Oni nad swoim projektem pracowali 6 lat i też powstało coś wyjątkowego. Takiej wystawy nie da się komentować w kategoriach „tu ładne szarości, tu kontrast, tu ziarno", tylko widzisz historię, którą rozumiesz. To jest prawdziwy storytelling. To nie fotografia prasowa, w której, moim zdaniem słusznie, masz pewne ograniczenia. W „Straconych terytoriach" jedno ze zdjęć jest zbudowane z kilku innych. Fotomontaż, ale nikt go nie ukrywa i to ma sens, bo nie podważa wiarygodności żadnej informacji. Raczej mówi: „Nie mam szerokiego kąta, ale na swój sposób zrobię to tak, byście wy mogli zobaczyć to, co ja widzę." Po co prostować krzywą deskę w chacie, która i tak zaraz się zawali? Gdy widzę fotomontaż od razu rozpoznawalny, namacalny, i rozumiem cel, to nie czuję się zmanipulowana.

Zdjęcie: Sputnik Photos, „Stracone Terytoria"

Czego byś sobie życzyła w 2017 roku, jeśli chodzi o świat fotografii?
Jestem bardzo ciekawa odbioru wystawy, którą teraz szykuję dla Zachęty. Pokażemy przekrój (lata 40-70) zdjęć Gordona Parksa, czarnoskórego fotografa z USA. Można zapytać, po co u nas taka wystawa, historyczna nuda, kogo to obchodzi? Ale jeśli zdasz sobie sprawę z tego, co się w tych czasach zmieniło w amerykańskim społeczeństwie, i ogólnie na świecie, to zrozumiesz, że to są zdjęcia zmian. W Stanach dzieci uczą się o nim w szkołach. Był pierwszym czarnym fotografem dla Vogue'a i Life'a, pierwszym czarnym reżyserem w Hollywood - zrobił dwie pierwsze części „Shafta". Wybrał aparat jako narzędzie walki - swoją autobiografię zatytułował „A Choice of Weapons". Dla mnie Gordon Parks to idealny przykład tego, czym jest rola fotografa. Jak obrazem walczyć o świat, którego pragniemy. Dlatego bardzo bym chciała, by udało się nam przywrócić zaufanie do obrazu. I to jest moje życzenie na rok 2017.

Zdjęcie: Gordon Parks, American Gothic, Washington, D.C, źródło: Wikipedia

Joanna Kinowska - niezależna kuratorka wystaw fotograficznych: około 70 wystaw (w tym Vivian Maier w Leica Gallery, „Film obyczajowy produkcji polskiej" Kuby Dąbrowskiego w Zachęcie), edytorka książek fotograficznych, wykładowca Akademii Fotografii, jurorka konkursów fotograficznych (m.in.: Grand Press Photo, Fotoreporter Roku), współorganizatorka konkursu Fotograficzna Publikacja Roku oraz Warszawskich Targów Książki Artystycznej, kierownik do spraw edukacji kulturalnej w Służewskim Domu Kultury. Prowadzi także warsztaty dla młodzieży "Foto 10+" oraz dla profesjonalistów "Myślenie fotografią".  

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Paulina Gorzkowska
Zdjęcia: dzięki uprzejmości fotografów

Tagged:
polska
Weronika Gęsicka
Ilona Szwarc
gordon parks
Sputnik Photos
jacek fota
joanna kinowska
konstancja nowina konopka
mariusz forecki