10 rzeczy, których nie wiedzieliście o local heroes

Jaki jest styl Local Heroes, marki założonej przez Aretę Szpurę i Karolinę Słotę, wiecie wszyscy. Dużo tęczy, kolorów i luzu, ale przede wszystkim zupełnie nowe podejście do mody. Ale czy wiedzieliście, że nazwa ich marki pochodzi od kanapki albo że...

tekst Arek Zagata
|
30 Wrzesień 2016, 7:50am

kolekcja MISS WORLD

1. Ich ekipa jest mała i zgrana
Local Heroes składa się tak naprawdę z czterech osób, nie jest wielką korporacją. Nasze biuro to mieszkanie, chodzę tu w kapciach. Jak ktoś chce przyjść w pidżamie albo z psem, czy mieć nogi na stole - proszę bardzo. Jesteśmy w kumpelskich stosunkach, razem imprezujemy i gadamy o wszystkim, projektuje każdy z nas.

2. Sporo projektów trafia do kosza
Nasza fantazja nie zna limitów, ale tak jak każdy mamy całą „rejection collection". Parę razy byliśmy w sytuacji, że nie mogliśmy puścić danego projektu, bo w międzyczasie inna marka zrobiła ciuchy w podobnym klimacie. Totalny zbieg okoliczności, który może przytrafić się każdemu.

3. Pracując z celebrytami, trzymają się swoich zasad
Agencje PR-owe zawsze pytają o naszą strategię marketingową. Prawda jest taka, że działamy spontanicznie. Wierzymy, że robiąc fajne produkty, gwiazdy same będą chciały je nosić. Płacenie za promowanie ciuchów sprawia, że firma traci na wiarygodności. Nie chcemy kupować klienta, chcemy budować prawdziwą, autentyczną markę.

4. Są w kumpelskich stosunkach z gwiazdami
Ostatnie rzeczy do Miley Cyrus wysłałyśmy już do domu Liama Hemswortha, jej chłopaka (albo męża?). Śmiałam się, że miałabym niezłego newsa nawet nie dla Pudelka, tylko TMZ, że mieszka u niego. Ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić, bo straciłabym jej zaufanie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

5. Nie chcą spoczywać na laurach
Myślimy o sklepie stacjonarnym. Nie tylko z naszymi ubraniami, ale razem z markami, które lubimy. To będzie miejsce, gdzie każdy będzie mógł przyjemnie spędzać czas. Staramy się ewoluować i ciągle zmieniać - szukamy nowych technik produkcji ubrań, nowych krojów i akcji, w które możemy się zaangażować.

6. Nie przejmują się sezonami i trendami
Czasami wypuszczamy dwie kolekcje w roku, albo nawet cztery. Bywa, że nie mamy nic przez pół roku. Wydaje nam się, że sezony są już niemodne. Czy w lecie nie można chodzić w bluzie, a zimą w szortach? Sezony i trendy są tylko po to, żeby nakręcać ludzi do kupowania. Jeżeli wszyscy robią pomarańczowe bluzy, ty zrób zieloną. Poza tym, czy rzeczy z sieciówek to naprawdę dobry pomysł? Wszyscy wyglądają w nich tak samo.

7. Początki nie były kolorowe
Nasze pierwsze biuro mieściło się w kawalerce u Karoliny na Nowogrodzkiej, miało jakieś 10m². Przez pierwszy rok same wszystko wysyłałyśmy, biegałyśmy na pocztę. Pocztę miałyśmy naprzeciwko, sklep pod sobą, kupowałyśmy bułki i pasztet, spałyśmy w dresach i tak wyglądało nasze życie. Potem była akcja z Justinem i stwierdziłyśmy - spróbujmy zrobić z tym coś dalej. Rzuciłyśmy swoje tamtejsze prace i zajęłyśmy się tym na serio. Ja pracowałam wtedy dla H&Mu, stylizowałam i prowadziłam bloga, a Karolina była na studiach fotograficznych.

8. Ich nazwa to przypadek...
Wymyśliłam ją na samym początku, gdy miałyśmy pierwsze projekty koszulek i byłam akurat w Nowym Jorku. Wszystko było gotowe, nie miałyśmy tylko nazwy. Pewnego dnia stwierdziłam: dzisiaj muszę to wymyślić. Poszłam na spacer i w pewnym momencie natrafiłam w SoHo na kawiarnię Local, spojrzałam na nią i pomyślałam: hmm... Local. To był dobry początek. Resztę dnia spędziłam, chodząc po Brooklynie i myśląc: Local co? Local Princess, Local coś tam... Wszędzie widziałam napisy „Hero" (rodzaj amerykańskiej kanapki). Myślę, Local Hero, to ma sens. Trzeba ufać swojemu instynktowi, nigdy nie wiesz, gdzie to cię zaprowadzi.

9. ...ale są też dosłownie „lokalnymi bohaterkami"
Wszystko co możemy, robimy w Polsce. Czasami to zajmuje mega dużo czasu i jest upierdliwe, bo ludzie w fabrykach miewają bardzo tradycyjne myślenie. Nikt nie brał nas na poważnie, do momentu pierwszego zamówienia.
Nie mamy cen sieciówek, ale staramy się robić wszystko fair. Chcemy, żeby ludzie wiedzieli, za co płacą i że wspierają nie wielką firmę, ale młode, rozwijające się przedsiębiorstwo. Dużo osób myśli, że nie jesteśmy z Warszawy, tylko z zagranicy.
Lubimy też robić wszystko po raz pierwszy. Jako pierwsi byliśmy na ASOSie, zaczęliśmy współpracę z Rebookiem i to jest dopiero początek… W przyszłym roku zobaczycie takie LH, jakiego jeszcze nie znaliście. Będzie dużo różnych kolaboracji, przedsięwzięć i zmian na (jeszcze) lepsze, także przygotujcie się!

10. Konkurencja powinna być zdrowa
Zależy nam, żeby obalić mit na temat konkurencji w Polsce. Staramy się kumplować z MISBHV, marką PLNY i innymi. Dzielimy się kontaktami i wzajemnie sobie radzimy. Bo kto może wiedzieć lepiej niż znajomy projektant?

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Arek Zagata

Tagged:
wywiad
10 rzeczy
ARETA SZPURA
LOCAL HEROES
karolina slota