Reklama

flying lotus zrobił najobrzydliwszy film wszech czasów

Steven Ellis opowiada w wywiadzie o swoich projektach filmowych.

tekst Matthew Whitehouse
|
25 Lipiec 2017, 4:00pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

„Właśnie zapaliłem jointa", mówi Flying Lotus, czyli Steven Ellis podczas wstępu do tego wywiadu o jego nowym filmie, „Kuso". Szczerze powiedziawszy, byłoby to całkiem sensownym dopiskiem do jego reżyserskiego debiutu („Jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych postaci, żyjących bądź martwych, jest czysto przypadkowe. A tak — i właśnie zapaliłem jointa"). Jego film jest zwariowany, opowiada o zmutowanych niedobitkach wielkiego trzęsienia ziemi, które spustoszyło Los Angeles. Obserwujemy bohaterów kroczących przez dystopijny świat, przesiany przez chorobę i karaluchy zamieszkujące odbyty. Już okrzyknięty „najobrzydliwszym filmem wszech czasów" przez niemal każdy portal na planecie (podczas jego premiery na festiwalu Sundance ponoć część widowni opuściła salę), Kuso jest majstersztykiem nocnego kina: to płaczące, wyjące stworzenie, uderzające prosto w paranoję mieszkańców LA, obawiających się wielkiego trzęsienia ziemi. „Zrobiłem ten film dla amatorskich sukinsynów, szukających dobrej zabawy", oświadcza Flying Lotus — co może być niedopowiedzeniem roku. „To nie jest przeznaczone dla ludzi szukających prawdziwych, z życia wziętych historii. To nie ten typ filmu" — a Flying Lotus to nie ten typ reżysera. Zobaczcie sami w naszym wywiadzie.

Przede wszystkim - gratulujemy filmu!

Dzięki. To było ciężkie. Ten film jest popieprzony. Kręcenie filmu było popieprzone.

Ale zrobiłeś to i najwyraźniej udało ci się pokazać to, co chciałeś.

Tak jest. Miałem kreatywną kontrolę w stu procentach. To dlatego zapłaciłem, żeby go zrobić. Nikt inny by go nie sfinansował. Było super, nagrałem jeden i teraz zajmę się kolejnym.

Przede wszystkim - gratulujemy filmu!

Dzięki. To było ciężkie. Ten film jest popieprzony. Kręcenie filmu było popieprzone.

Ale zrobiłeś to i najwyraźniej udało ci się pokazać to, co chciałeś.

Tak jest. Miałem kreatywną kontrolę w stu procentach. To dlatego zapłaciłem, żeby go zrobić. Nikt inny by go nie sfinansował. Było super, nagrałem jeden i teraz zajmę się kolejnym.

W tym samym typie?

Piszę teraz coś zupełnie innego, ale jednocześnie pracuję z pewnym japońskim artystą tworzącym mangi i próbuję zrobić adaptację jednej z jego prac. Jest całkiem popieprzona, więc może dam radę zrobić dwa takie filmy z rzędu. Zobaczymy!

Czy twoja reżyserska kreatywność bierze się z tej samej części umysłu co muzyczna?

Szczerze mówiąc, myślę o nich niezależnie. Jest dużo czynników, które trzeba uwzględnić robiąc film, o których niekoniecznie trzeba myśleć przy produkcji muzyki. Muzykę nagrywam sam, w pojedynkę. Jeśli jednak mam jakiś wizualny pomysł, to do razu myślę: „Ile to będzie kosztować?", „Czy mi się uda?", „Jak to zrobię?", „Kogo mogę w to zaangażować?". Pojawia się cały szereg pytań, a kawałek muzyczny mogę wyprodukować sam. Muzyka jest dla mnie jak kościół albo medytacja, a nagrywanie filmu wymaga znacznie więcej energii i obecności. Czapki z głów przed każdym, kto zrobił film. Serio, bez względu na to, czy jest dobry czy zły - to cholernie trudne.

Myślałeś o tym, że kiedyś zrobisz film?

Tak, jak byłem dzieckiem to właściwie postrzegałem to za bardziej realne niż muzykę. Gdy byłem młodszy, nie było wielu ludzi robiących to, co ja robię teraz. A ponieważ żyłem w L.A., z przemysłem filmowym za rogiem ulicy, myślałem, że w najgorszym wypadku mogę pracować na planie, być tam przynieś-podaj-pozamiataj albo robić tego typu rzeczy. Myślałem w ten sposób, zanim zacząłem robić muzykę. Potem zacząłem się zastanawiać, czy do tego wrócić. W ten sposób zacząłem robić animacje. Ten film zaczął żywot jako kreskówka. To była naturalna ewolucja. Nie starałem się tego rozpracowywać ani sprawiać, żeby miało sens. Po prostu spełniałem marzenia i od razu wziąłem się do roboty. Nie jestem jednym z tych gości, którzy odkładają pomysły na później.

Powiedziałeś raz, że zrobiłeś ten film dla 16-letniego siebie. Jaki byłeś w tym wieku?

Myślę, że charakterystyczny dla 16-latków jest entuzjazm wobec dziwnych rzeczy. Gdy słyszysz o tych chorych filmach od kumpla. Ktoś ci pokazuje popieprzony obraz, który miesza w głowie i inspiruje cię; zaczynasz postrzegać rzeczy inaczej. Pierwszy raz oglądałem japońskie filmy jako nastolatek. Jak bardzo ich poglądy różniły się od naszych, zachodnich. Chcę to komuś zrobić, chcę być takim filmem dla jakiegoś dzieciaka; robię je dla nich, nie dla ludzi szukających kolejnego „Moonlight". To nie to.

To zdecydowanie co innego. Chociaż rzadko pojawia się w większości ciemnoskóra ekipa, robiąca dziwny, niezależny film jak ten, prawda?

To prawda, bardzo mnie to smuci. Nie ma niczego takiego i nie rozumiem dlaczego to tyle zajęło. Ludzie mówią mi rzeczy w stylu: „'Uciekaj' jest niesamowite, przełomowe, niczego takiego nie widziałem", a ja im na to: „Przecież to już było"! Tak, jest spoko, ale to nic nowego. To nie jest ambitny materiał. Chcę zobaczyć coś super, rozumiesz? Chciałbym po prostu, żeby to nie było wielkim wydarzeniem. Ciężko było nawet zebrać ciemnoskórą obsadę, bo nie chcieli brać w czymś takim udziału. Słyszałem o tym, że ci wszyscy czarni aktorzy nie dostają nominacji i pomyślałem: „Super, zrobię film, że będą wniebowzięci". Czekali tyle na swoją kolej za kulisami, a ja mam projekt dla nich! Ale niespodzianka, nikt się nie pojawił. Mimo to było fajnie. Ludzie, którzy ostatecznie w to weszli, byli zachwyceni. Pamiętam jak zagadałem do Donalda Glovera, to było przed premierą jego serialu „Atlanta". Zapytałem: „Stary, chcesz zagrać w moim filmie?". Odpowiedział: „Tak, daj mi na to spojrzeć i sprawdzić".

To był twój błąd.

Wiem, stary. Nie powinienem był nic mówić, tylko robić!

Siedziałeś... siedziałeś, aż wymyśliłeś, że zrobisz „najobrzydliwszy film wszech czasów"?

Nie. Po prostu dużo rysuję, robię różne rzeczy w Photoshopie i tak wyszło. Po prostu projektowałem sobie coś w Photoshopie, nakładałem dziwne warstwy na ciała i tego typu sprawy i pomyślałem: „Czy nie byłoby super, gdyby tak wyglądał cały film?". Nakręcenie najobrzydliwszego filmu na świecie nie było moją intencją i tak prawdę mówiąc, myślę że są tam też różne pomysłowe rzeczy. Jest wiele spraw które chciałem przekazać poza tym. Chciałem kontrastu. Zainspirowały mnie inne gatunki i kocham potworne efekty, więc chciałem przywołać starą, dobrą estetykę. Po prostu tworzenie rzeczy od zera. Nie da się tego zrobić w komediach romantycznych.

Może powinieneś spróbować?

To było głupie z mojej strony. W sumie, tak się da. Da się zrobić całą komedię romantyczną z szalonymi charakteryzacjami. Czy zagra w niej Amy Adams? Pewnie nie.Piszę teraz coś zupełnie innego, ale jednocześnie pracuję z pewnym japońskim artystą tworzącym mangi i próbuję zrobić adaptację jednej z jego prac. Jest całkiem popieprzona, więc może dam radę zrobić dwa takie filmy z rzędu. Zobaczymy!

Czy twoja reżyserska kreatywność bierze się z tej samej części umysłu co muzyczna?

Szczerze mówiąc, myślę o nich niezależnie. Jest dużo czynników, które trzeba uwzględnić robiąc film, o których niekoniecznie trzeba myśleć przy produkcji muzyki. Muzykę nagrywam sam, w pojedynkę. Jeśli jednak mam jakiś wizualny pomysł, to do razu myślę: „Ile to będzie kosztować?", „Czy mi się uda?", „Jak to zrobię?", „Kogo mogę w to zaangażować?". Pojawia się cały szereg pytań, a kawałek muzyczny mogę wyprodukować sam. Muzyka jest dla mnie jak kościół albo medytacja, a nagrywanie filmu wymaga znacznie więcej energii i obecności. Czapki z głów przed każdym, kto zrobił film. Serio, bez względu na to, czy jest dobry czy zły - to cholernie trudne.

Myślałeś o tym, że kiedyś zrobisz film?

Tak, jak byłem dzieckiem to właściwie postrzegałem to za bardziej realne niż muzykę. Gdy byłem młodszy, nie było wielu ludzi robiących to, co ja robię teraz. A ponieważ żyłem w L.A., z przemysłem filmowym za rogiem ulicy, myślałem, że w najgorszym wypadku mogę pracować na planie, być tam przynieś-podaj-pozamiataj albo robić tego typu rzeczy. Myślałem w ten sposób, zanim zacząłem robić muzykę. Potem zacząłem się zastanawiać, czy do tego wrócić. W ten sposób zacząłem robić animacje. Ten film zaczął żywot jako kreskówka. To była naturalna ewolucja. Nie starałem się tego rozpracowywać ani sprawiać, żeby miało sens. Po prostu spełniałem marzenia i od razu wziąłem się do roboty. Nie jestem jednym z tych gości, którzy odkładają pomysły na później.

Powiedziałeś raz, że zrobiłeś ten film dla 16-letniego siebie. Jaki byłeś w tym wieku?

Myślę, że charakterystyczny dla 16-latków jest entuzjazm wobec dziwnych rzeczy. Gdy słyszysz o tych chorych filmach od kumpla. Ktoś ci pokazuje popieprzony obraz, który miesza w głowie i inspiruje cię; zaczynasz postrzegać rzeczy inaczej. Pierwszy raz oglądałem japońskie filmy jako nastolatek. Jak bardzo ich poglądy różniły się od naszych, zachodnich. Chcę to komuś zrobić, chcę być takim filmem dla jakiegoś dzieciaka; robię je dla nich, nie dla ludzi szukających kolejnego „Moonlight". To nie to.

To zdecydowanie co innego. Chociaż rzadko pojawia się w większości ciemnoskóra ekipa, robiąca dziwny, niezależny film jak ten, prawda?

To prawda, bardzo mnie to smuci. Nie ma niczego takiego i nie rozumiem dlaczego to tyle zajęło. Ludzie mówią mi rzeczy w stylu: „'Uciekaj' jest niesamowite, przełomowe, niczego takiego nie widziałem", a ja im na to: „Przecież to już było"! Tak, jest spoko, ale to nic nowego. To nie jest ambitny materiał. Chcę zobaczyć coś super, rozumiesz? Chciałbym po prostu, żeby to nie było wielkim wydarzeniem. Ciężko było nawet zebrać ciemnoskórą obsadę, bo nie chcieli brać w czymś takim udziału. Słyszałem o tym, że ci wszyscy czarni aktorzy nie dostają nominacji i pomyślałem: „Super, zrobię film, że będą wniebowzięci". Czekali tyle na swoją kolej za kulisami, a ja mam projekt dla nich! Ale niespodzianka, nikt się nie pojawił. Mimo to było fajnie. Ludzie, którzy ostatecznie w to weszli, byli zachwyceni. Pamiętam jak zagadałem do Donalda Glovera, to było przed premierą jego serialu „Atlanta". Zapytałem: „Stary, chcesz zagrać w moim filmie?". Odpowiedział: „Tak, daj mi na to spojrzeć i sprawdzić".

To był twój błąd.

Wiem, stary. Nie powinienem był nic mówić, tylko robić!

Siedziałeś... siedziałeś, aż wymyśliłeś, że zrobisz „najobrzydliwszy film wszech czasów"?

Nie. Po prostu dużo rysuję, robię różne rzeczy w Photoshopie i tak wyszło. Po prostu projektowałem sobie coś w Photoshopie, nakładałem dziwne warstwy na ciała i tego typu sprawy i pomyślałem: „Czy nie byłoby super, gdyby tak wyglądał cały film?". Nakręcenie najobrzydliwszego filmu na świecie nie było moją intencją i tak prawdę mówiąc, myślę że są tam też różne pomysłowe rzeczy. Jest wiele spraw które chciałem przekazać poza tym. Chciałem kontrastu. Zainspirowały mnie inne gatunki i kocham potworne efekty, więc chciałem przywołać starą, dobrą estetykę. Po prostu tworzenie rzeczy od zera. Nie da się tego zrobić w komediach romantycznych.

Może powinieneś spróbować?

To było głupie z mojej strony. W sumie, tak się da. Da się zrobić całą komedię romantyczną z szalonymi charakteryzacjami. Czy zagra w niej Amy Adams? Pewnie nie.

Przeczytaj też: 

Kredyty


Tekst: Matthew Whitehouse