justyna niczego nie planuje

„Chciałabym mu jebnąć” – to jedno z nielicznych zdań, które wypowiada w ostatnim filmie Małgorzaty Szumowskiej Body/Ciało i robi to tak przejmująco, że musimy się z nią spotkać i dowiedzieć, kim jest!

|
01 Kwiecień 2015, 9:35am

Zdjęcie: Agata Wrońska

Justyna Suwała to drobna dziewczyna z mocnym głosem i luźnym vintage'owym stylem. Żadnego makijażu i żadnego nadęcia, na spotkanie przychodzi lekko spóźniona i od razu przyznaje się z uśmiechem, że lubi trochę pospać. Po chwili jednym łykiem wypija kawę i jest gotowa do rozmowy. Widać od razu, że na fali popularności filmu nie da się przebrać w zwiewną sukienkę i nie wystąpi na okładce luksusowego magazynu dla pań, to po prostu nie jej styl. Ma cudowny przekorny charakter, do którego nie pasuje glamourowa szminka. Nigdy nie stara się za bardzo. Wszystko robi w zgodzie z sobą i - jak się okazuje - jest w tym niezastąpiona.

W zeszłym roku o tej porze wszystko się zaczęło…
Tak, mniej więcej w tym czasie odbywał się casting. Dowiedziałam się trochę po fakcie, że zostałam zgłoszona i mam dosłać kilka zdjęć. Moja koleżanka postawiła mnie przed faktem dokonanym. Ja nawet do końca nie wiedziałam, czy chcę zagrać. To było na tyle zaskakujące, że powiedziałam sobie: „No dobrze, właściwie głupio byłoby nie spróbować". Dostałam krótki tekst do nauczenia, rzuciłam okiem i przyjechałam na casting spóźniona o jakieś dobre pół godziny. To zdecydowanie nie był mój dzień, spóźniłam się dlatego, że wcześniej się popłakałam. Dziewczyny czasem tak mają. Zły dzień - i w ryk! A jak płaczę, to od razu po mnie widać, oczy mi puchną jak hamburgery… Próbowałam się tłumaczyć, że to z powodów osobistych, więc Maciej Englert od razu spytał: „A co to za powody osobiste?" (śmiech).

Wszystko było na zasadzie próby, a nie ambicji, ale okazało się, że przyjeżdżam spóźniona, rozmazana i nie znam tekstu… Kazali mi improwizować. Po wszystkim byłam z siebie naprawdę zadowolona. Wychodziłam z poczuciem, że dałam radę, że jeśli mnie nie wybiorą, to po prostu szukali innego typu. Tydzień później dostałam telefon, że gram!

Jak czułaś się, gdy pierwszy raz zobaczyłaś swoją twarz w filmie?
Pierwszy raz widziałam film w domu jakieś półtora miesiąca temu ze swoim chłopakiem i przyjaciółką - i było tragicznie! (śmiech). Często pozuję dla swoich przyjaciół, Weroniki Ławniczak czy Wika Orskiego, i często pozuję nago. Nie mam problemu z ciałem i cielesnością. Wychodzę z założenia, że jeśli zdecydowali się na mnie, a nie na laskę z perfekcyjnym ciałem, to potrzebna im jestem jako ja. Wszelkie kompleksy i problemy, które mam w głowie, są tylko moje i przeszkadzają. Tak sobie zazwyczaj myślę. Ale gdy w środku ciemnej polskiej zimy zobaczyłam siebie w zupełnie surowej wersji filmu, poczułam się źle. Wyszłam z pokoju. Później, za drugim razem na festiwalu w Berlinie, było już okej. Sama nie wiem, co mi się wtedy stało (uśmiech).

Jak przygotowywałaś się do roli?
Przez ponad dwa miesiące byłam na diecie, bo musiałam schudnąć, poza tym ćwiczyłam jogę. Miałam w tym czasie przygotować się do sceny z bardzo trudną pozycją, którą jogini normalnie wypracowują przez trzy lata. Udało się już po półtora miesiąca. To była tylko praca nad ciałem, ale dzięki temu czułam, że przygotowuję się do filmu.

A sam proces kręcenia - jak wyglądał twój dzień?
Miałam 12 dni zdjęciowych, wszystko nagrywaliśmy w Warszawie. Było ciepło, wymyśliłam sobie, że rano na plan będę przyjeżdżać rowerem, ale oczywiście zaczęłam się spóźniać, więc w końcu wysyłano po mnie przemiłych panów… Zresztą cała ekipa była cudowna. Przed każdym ujęciem rozmawialiśmy z Januszem [Januszem Gajosem - red.] i Mają [Mają Ostaszewską - red.], ćwiczyliśmy, szukając najbardziej naturalnej formy, a później powtarzaliśmy to przed kamerą.

Miałam dużo scen w skrajnych emocjach i one nie były dla mnie trudne. Jestem osobą emocjonalną i pogłębianie tych stanów, wkręcanie się, nawet jeśli wiem, że patrzy na mnie 20 osób, nie było problemem. W trailerze jest taka mocna scena, Małgośka opowiedziała mi o niej jakieś dwa tygodnie przed zdjęciami: „Dodaliśmy scenę, będziesz płakać, bić w materac, ale dasz sobie radę". Odparłam: „Co? Płacz mogę jeszcze spróbować, ale bicie w materac…". Czułam, że to będzie żenada. Ale jak już doszło co do czego, wkręciłam się! I to tak strasznie! Pamiętam, że zbiegłam ze sceny, poryczałam się przy oknie i cała ekipa zaczęła mi mówić, że mam wracać. No więc wróciłam i wybuchłam jeszcze mocniej. To było śmieszne, zazwyczaj jest tak, że gdy zaczynasz płakać, odruchowo chcesz się schować, zasłonić, a tutaj musiałam się odkryć, wszystko z siebie wyrzucić. To było superprzeżycie. Rozryczałam się, jak nigdy w życiu! I to była moja pierwsza scena, od której zaczynałam zdjęcia. Po wszystkim musiałam wyjść, wypalić trzy papierosy, a równocześnie towarzyszyła mi myśl, że jest naprawdę nieźle. Czułam straszną satysfakcję, sprawdzałam siebie! Później, gdy wracałam do domu, cieszyłam się jak wariatka, tańczyłam, piłam winko i padałam ze zmęczenia. Nie wiem, jak mój chłopak wytrzymał te wszystkie emocje (uśmiech).

Zupełnie prywatnie: jesteś typem kinomanki, lubisz oglądać filmy?
Uwielbiam i to wszystkie. Dużo zależy od momentu, to mogą być nawet naprawdę największe kichy, jeśli tylko mają odpowiedni kontekst. Gdy przeszłam na kilkudniowy detoks i piłam tylko herbatę, oglądałam filmy o jedzeniu, np. Julie i Julia. Gdy miałam 17 lat, razem z moimi przyjaciółmi chodziliśmy do Iluzjonu na Nową Falę i kino noir, ale uwielbiam też amerykańskie kino aktora i bohatera z lat 70. i 80., jak Rocky czy Rambo. Oczywiście mam do tego dystans, np. umieram ze śmiechu, gdy Rambo nożem szuka min. Dziś ludzie chodzą do kina na show, widowisko i reżysera, ja lubię silne filmowe osobowości.

Teraz znów w czymś grasz?
Nie wiem, czy mogę o tym mówić, to jeszcze tajemnica. To debiut reżyserski, więc zupełnie inna sytuacja, ale bardzo się na to cieszę. Będzie to drugoplanowa rola. A najzabawniejsze jest to, że dostałam tę propozycję jeszcze przed filmem Małgośki. Rola została napisana dla mnie i miała być moim debiutem.

Jak myślisz, czy aktorstwo będzie dla ciebie dłuższą przygodą?
Dwa razy składałam papiery do szkoły aktorskiej, kupiłam lektury, wyuczyłam się wierszyków i dwa razy nie poszłam na egzamin... Teraz to do mnie jakoś wraca. Dzieje się samo. Byłoby świetnie, gdyby się rozwinęło, ale niczego nie planuję. Zobaczymy.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcie: Agata Wrońska