10 minut z ikonami polskiej kultury: robert brylewski

Pytamy znane twarze starszego pokolenia o to, co pociąga ich we współczesnej popkulturze. Zaczynamy od rozmowy z legendą muzyki niezależnej, Robertem Brylewskim, który dalej marzy o podróży w kosmos i lubi monitoring.

|
09 grudnia 2015, 2:10pm

fot: Kuba Dąbrowski

Jeśli bunt miałby twarz, to byłaby to twarz Roberta Brylewskiego. To on zakładał pierwsze polskie zespoły punkowe i reggae, zawsze miał na pieńku z władzą. Eksperymentowanie to jego metoda na robienie muzyki - nie bał się sięgnąć po elektroniczne brzmienia ani zagrać z tybetańskimi mnichami.

Spotkaliśmy się w kultowym warszawskim klubie Fugazi, który dalej wygląda zupełnie tak, jak w latach 90. - na ścianach wiszą psychodeliczne rysunki i okładki płyt a muzyka leci tak głośno, że nie można porozmawiać, bo w końcu nie po to się tu przychodzi. Robert wchodzi spóźniony, ale zupełnie nie ma z tym problemu, jest wyluzowany, uśmiecha się. Zaraz jednak dodaje, że najważniejsze jest dla niego planowanie, nie można myśleć, że jeśli ktoś jest punkiem, to ma gdzieś swoją przyszłości. Mówi to, bo „jest już wiekowy, 54 lata".

Siada wygodnie na leżaku, ściąga czapkę. Kiedy żartuje, dokładnie obserwuje reakcję ludzi wokół -„w muzyce liczy się prowokacja, jak w służbach specjalnych - taki żart". Jest skromny, nie chce się narzucać, ma niesamowitą wyobraźnię - czasem trudno za nim nadążyć. Kiedy pytam, czy jest jeszcze przeciw czemu się buntować, odpowiada z błyskiem w oku - „zawsze będzie, nawet jeśli bylibyśmy prawie idealni".

Czy bycie legendą trochę postarza?
Dopóki mogę, staram się bawić rock and rollem. Równocześnie zastanawiam się już, co będę robił w życiu. Planowanie jest w moim życiu ważną działką. Polecam dużo planować - stąd borą się marzenia i ich realizacja staje się osiągalna. Cały urok planowania polega jednak na tym pierwiastku abstrakcji, konieczności improwizowania.

Poszedłbyś do talent show, gdybyś właśnie zaczynał karierę?
Chętnie bym skorzystał z możliwości, jakie dają talent show, żeby zrobić aferę. Jedną z najpotężniejszych broni rock and rolla jest prowokacja. Jakbym był młody, to chciałbym się tam pokazać i zrobić wrażenie. Nie ma chyba żadnego rodzaju muzyki, który jest tylko muzyką, zawsze chodzi też o show.

Masz profil na Facebooku. Czy ważne jest dla ciebie, żeby być zauważalnym w sieci?
Dopóki mam z tego fajną zabawę, to jest ok. To jest właśnie nowoczesność. Mogę włączyć sobie lokalizację i podzielić się z innymi tym, co robię i gdzie jestem. Kiedyś takich możliwości nie mieliśmy.

Słyszałem, że lubisz robić sobie selfie z papierosem, bo wtedy naturalnie wciąga się policzki.
Kiedyś wciągałem, ale teraz mam już tak obwisłe poliki, że sobie darowałem.

Obserwujesz, co teraz się dzieje w polskiej muzyce?
Bardziej obserwuję to, co dzieje się w polityce. W muzyce po czasie się o czymś dowiaduję, tak to jest. Politykę grają za to codziennie w telewizorze, na świeżo. Cały czas jednak czekam na pojawienie się nowych, ciekawych osobowości i one cały czas się pojawiają. Od dłuższej chwili współpracuję z Filipem Gałązka i Martyną Załogą z Nancy Regan, dzięki temu czuję się pokoleniowo mocny.

Lubisz elektronikę?
Zawsze fascynowała mnie muzyka mnichów tybetańskich, bo jest dźwiękonaśladowcza. Słyszę dźwięk ich trąb i mnie się to kojarzy z industrialem. Widzę zatłoczone ulice, podczas gdy oni mają przed oczami Himalaje. Graliśmy kiedyś razem z mnichami i Karpatami Magicznymi koncert w Krakowie. To był czad!

Czy młode pokolenie lubi tak eksperymentować?
Trudno mi znaleźć granicę młodości. Dla mnie młodym zespołem jest Kinsky, chociaż są młodsi ode mnie o kilka lat. Bardzo lubię odważnych artystycznie młodych ludzi. Jak ktoś jest młody i nie eksperymentuje, to tak jakby był już staruszkiem. Ja jestem wiekowy, 54 lata, ale dalej korcą mnie eksperymenty. Chociaż obiecałem sobie, że je ograniczę. To jest jednak silniejsze ode mnie.

Dajesz czasem rady młodym muzykom? Jakie?
Przede wszystkim trzeba mieć mnóstwo cierpliwości. To jest taki świat, że nawet jak zdobędzie się jakąś pozycję, to musisz ją ugruntować. Potem wszyscy patrzą ci na ręce - cieszą się z sukcesów, ale też porażek. To jest dobre, bardzo motywuje. Jak się gdzieś potknę w życiu, to nie staram się tego ukryć. Nie chodzę do kościoła się spowiadać, moja jedyna spowiedź to spowiedź publiczna. To daje dużo ulgi. Jeśli myślisz, że ukryjesz to, co wrzuciłeś do internetu, to się grubo mylisz. Ja na przykład lubię monitoring.

Monitoring?
Tak, jak coś się stanie, to można trafić na ślad człowieka. Nie boję się, że mnie nakryją na czymś na monitoringu. Nawet jak robię jakąś nielegalna rzecz, na przykład coś sobie palę. Trudno, na szczęście monitoring nie ma jeszcze węchu.

A jest sens coś ukrywać? Ostatnio głośno zrobiło się o Lao Che z powodu coming outu Michała Jastrzębskiego. Dużo fanów nie zareagowało zbyt dobrze.
Gratuluję Michałowi a ludzie powinni chyba wyluzować. Dużo łatwiej się wtedy żyje. Mnie jest łatwiej, kiedy ludzie wiedzą o ważnych problemach, które dzieją się w moim życiu. Słyszałem na przykład, że są tacy rastamanie, którzy są ortodoksyjnymi przeciwnikami homoseksualizmu, ale nie podłączam się pod klimaty nienawiści. Każdy w życiu powinien sam sobie wybierać swoją drogę w miłości i to, z kim chce być.

Tęsknisz trochę za tęczą na placu Zbawiciela?
Nie byłem wielkim fanem tęczy, ale jako akcja artystyczna bardzo mi się podobała - zrobiło się fajne zawirowanie wokół tego. Jej spalenie to było coś, co balansowało pomiędzy śmiesznością i czymś przerażającym. Zaskakuje mnie małość umysłów, które szerzą nienawiść.

Czyli jest się w ogóle jeszcze przeciw czemu buntować?
Tak dobrze to nie jest. Zawsze będzie powód do buntu, tak to po prostu działa. Oczywiście, widzę powody do buntu, ale nie będę ich wskazywał młodym ludziom. To jest przyjemność znajdować włąsny powód do buntu. Każdy sam powinien oceniać, co mu się nie podoba. Jak się komuś wskaże taki cel, to wydaje się nieszczere. Ważne, żeby nie wstydzić się buntować przeciw temu, co jest wewnątrz, jak i temu, co jest wokół.

Nie chcesz być dla nikogo mentorem?
Jak ktoś może sam zrozumieć, na czym polega błądzenie w życiu, to należy dać mu szansę. Trudno narzucić coś komuś, kto ma swoje lata. Kiedy sam do czegoś dojdziesz, to jest twoje, autonomiczne.

A jeśli byłbyś dzieciakiem, który chce znaleźć swój sposób na życie, zostałbyś znowu muzykiem?
Pewnie tak, chociaż ciągle mnie pociągają podróże kosmiczne. Nie wiadomo, jak to będzie - za moich czasów nie było mowy o turystyce kosmicznej. Od dziecka miałem marzenie, żeby zostać lotnikiem, a potem kosmonautą. Fascynowali mnie Amerykanie, którzy regularnie latali w kosmos. Z pana Hermaszewskiego robili sobie żarty, ale ja uważam, że to była super postać.

Przeczytaj też:

- 10 najlepszych garażowych kawałków

Twój tata też może stać się gwiazdą rock'n'rolla

- Jak się fotografuje rock 'n' roll?

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Kuba Dąbrowski